powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Archiwum

Coaching czy mentoring, czyli moda czy powrót do korzeni?

Choć ostatnich naście lat było zdominowanych coachingiem, to mam wrażenie, że od dwóch lat mentoring powraca z nową siłą i w dojrzalszej formie.

J
Jacek Santorski
23.12.2020·5 minut·
Chcesz czytać więcej treści jak „Coaching czy mentoring, czyli moda czy powrót do korzeni?"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Błaszczak:

Coraz częściej spotykam się w biznesie i szeroko rozumianej literaturze fachowej ze słowem „mentoring”. Choć ostatnich naście lat było zdominowanych coachingiem, to mam wrażenie, że od dwóch lat mentoring powraca z nową siłą i w dojrzalszej formie.

 Jak pamiętamy, mentoring ma swoją długą historię, sięgającą greckiej mitologii, w której Mentor pojawił się po raz pierwszy. Jego imię przypisuje się odtąd tym, którzy z pozycji autorytetu wywierają wpływ na życie innych. Trudno więc mówić o modzie, raczej o odrodzeniu formy, która odpowiada na nasze głębokie potrzeby posiadania autorytetu.

Jak to jest z tymi autorytetami? Dzięki powszechnej dostępności do informacji znacznie trudniej utrzymać taką pozycję. Dużo się mówi o ich kryzysie, o rozczarowaniu etyką ludzi, którzy powinni świecić przykładem. Przyglądałem się temu, kto jest autorytetem dla młodych ludzi – takich z cyfrą 9 na początku numeru PESEL – i nie napawało mnie to optymizmem. Idol to nie autorytet, który uczy sztuki życia, wyborów, trwałych wartości. Postanowiłem więc zrobić swoje prywatne minibadanie i zapytałem grupę kilkunastu dwudziestoparolatków, jak to jest z ich potrzebą autorytetów w życiu osobistym i zawodowym. Zdumiała mnie duża spójność wypowiedzi. Praktycznie wszyscy mieli głód autorytetu. Wszyscy potrzebowali dialogu z kimś bardziej doświadczonym, kto potrafi nie narzucać swoich mądrości, zrozumieć inne zdanie.  Potrzebowali kogoś autentycznego, komu można zaufać i za kim można pójść. Co ważne, autorytet – ich zdaniem – powinien być dostępny jak starszy kolega w pracy czy szef.  Jest więc duży popyt na autentycznych, naturalnych mentorów.

Dlaczego nie coachowie? Mamy w Polsce tysiące wykształconych coachów. Metoda coachingu na pewno odpowiada na wiele potrzeb, ale kiedy mówimy o potrzebie autorytetu, okazuje się nieadekwatna. Przyjrzyjmy się temu nieco głębiej.

Powoli mija epoka, kiedy zachłysnęliśmy się coachingiem jako antidotum na niemal każdą dolegliwość w życiu i biznesie. Tak bywa z modą, że ulegając fascynacji, zaczynamy zbyt szeroko wykorzystywać jakąś metodę, sięgając po nią nawet w tych sytuacjach, w których już nie do koń-ca pasuje. Obserwuję reakcje korporacji, pracujących tam liderów i mam wrażenie, że przychodzi czas ureal-niania: nadania właściwej rangi i sensownego zastosowania coachingu w biznesie. Ta metoda powstała przede wszystkim jako narzędzie do zastosowania przez niezależnego coacha, który podążając za swoim klientem, jest skoncentrowany na jego dobru i korzyściach. Coaching w czystej formie najlepiej sprawdza się, kiedy konkretny klient sam sponsoruje swój proces, w 100 proc. ufa coachowi i maksymalnie się angażuje. Coaching menedżerski, coaching wewnątrz organizacji bywa już jednak kłopotliwy.  Dodatkowo trudno jest odpowiedzieć coachingiem na potrzebę wskazania kierunku, podążania za autorytetem. To dlatego wraca mentoring – i to w nowej, dojrzalszej formie.

W dużej mierze jest to zresztą zasługą inwestycji w metody cochingowe. Nauczyliśmy się konstruktywnej komunikacji, słuchania, myślenia procesowego, zmian perspektywy, systemowej pracy z zasobami itd. W nowej erze mentoringu grzechem byłoby z tego nie skorzystać. 

Również odkrycia ostatnich dwudziestu lat dotyczące przywództwa niosą wiedzę i inspiracje, których nowy mentoring nie może zignorować. Odkrycia Jima Collinsa, wskazówki Roba Kaisera z jednej strony pokazują, kto dziś staje się autorytetem, za kim chcemy pójść, a  z drugiej przypominają, że złożony świat wymaga od nas wszechstronności i elastyczności. Mentor – w przeciwieństwie do coacha – często wyprzedza swojego protegowanego, a więc przewodzi mu, stąd też z nauki o przywództwie płyną dla mentorów mocne wskazówki.

I jeszcze jedno – najważniejsze i najtrudniejsze. Mentorem nie stanie się nikt, kto co prawda sprawnie posługuje się narzędziami z takich dziedzin jak przywództwo, coaching czy psychologia, ale nie ma autentycznej mądrości, głębokiej świadomości swoich mocnych i słabych stron, gotowości do zmierzenia się z własnymi błędami, porażkami. To fundament.

Jeśli współczesny świat jest coraz szybszy, bardziej złożony i przeładowany, to oznacza, że współczesny mentor ma coraz trudniej. W tym szalonym świecie musi znaleźć przestrzeń i czas na własną dojrzałość, mądrość, a przede wszystkim – na bycie sobą.

Santorski:

Pisaliśmy już, że mentor to ktoś, kto może pokazać ci coś, czego o sobie nie wiesz lub co ignorujesz, czego przyjęcie boli, w efekcie czego możesz jednak stać się inną osobą. To właśnie jest „urealnienie”. Oczywiście mentor może też być źródłem wzmocnienia, a także pomóc w ustaleniu strategii przemiany – jednak to urealnienie różni mentora od coacha. Z refleksji Sławka wynika, że nasze środowisko, środowisko coachingu, a także działania na rzecz mentoringu mogą wymagać właśnie urealnienia.

Mam nadzieję, że polscy coachowie i ośrodki ich szkolące nie przeoczyli przełomowego artykułu w Harvard Business Review (2009) „What Can Coaches Do For You?” i uważnie go przestudiowali. To sprawozdanie z przekrojowych badań nad coachingiem w USA. Mimo różnic kulturowych wiele opisanych tam zjawisk można odnieść do naszych realiów. Szczególnie uderzyło mnie ustalenie, że blisko 80 proc. biznesowych kontraktów coachingowych nastawionych na rozwój konkretnych kompetencji – np. sprzedażowych, menedżerskich – ewoluowało w stronę „rozmów o życiu”. To pokazuje, czego ludzie w samotności korporacyjnej potrzebują oraz jak silnie ambicje „terapeutyczne” sterują coachami. Tylko pytanie – za co firma płaci? Taki coaching staje się substytutem rozmowy z przyjacielem, krótkoterminowej terapii lub life-coachingu, który zwykle finansuje sam zainteresowany na zewnątrz firmy. Okazało się przy okazji, że coachowie z doświadczeniem terapeutycznym znacznie częściej byli w stanie utrzymać kontrakt niż niespełnieni w tym zawodzie niepsycholodzy.

Dziś  firmy coraz częściej pytają o zwrot z inwestycji w coaching, urealnia nas rynek – mamy „mentoring moment”. Rozmowy o życiu mogą być znaczącą wartością dodaną, pod warunkiem że to na nie się umawiamy, a coachowie są w stanie zarządzić idealizacją, zależnością i innymi mechanizmami przeniesienia swoich klientów, dzięki własnej, psychodynamicznej superwizji. Świat się zmienia.

Tematy:Jacek Santorskimentoringpracaszkoła mentorów

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Coaching czy mentoring, czyli moda czy powrót do korzeni?"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX