Nie znajdziemy tu mediów społecznościowych, przeglądarki internetowej ani służbowych komunikatorów, ale nie zabrakło WhatsAppa, nawigacji czy całkiem niezłego aparatu. I, szczerze mówiąc, im dłużej na niego patrzę, tym bardziej go chcę.
Smartfon, który celowo utrudnia korzystanie ze smartfona
Producenci smartfonów prześcigają się w tym, by ich urządzenia dawały nam coraz więcej. Aplikacje, funkcje, sztuczna inteligencja, a do tego miliony powiadomień, widżetów i rozpraszaczy, a to wszystko reklamowane skracaniem czasu potrzebnego do wykonywania dowolnej czynności. Jednak jesteśmy tym coraz bardziej zmęczeni. Smartfony, które miały być dla nas narzędziem, w wielu przypadkach zaczęły nas po prostu kontrolować. Wyobraźcie sobie teraz, że mielibyście spędzić jeden dzień bez waszego iPhone’a Galaxy czy Xiaomi. Wydaje się trochę niemożliwe i często takie właśnie jest. Aplikacje bankowe czy komunikatory do standard, bez którego ciężko się obyć.
Tu właśnie wkracza Commodore Callback 8020, zaprojektowany tak, byśmy korzystali z telefonu mniej, a nie więcej. To już samo w sobie pokazuje zupełnie inną filozofię. Urządzenie ma formę klasycznej klapki i działa pod kontrolą systemu Sailfish OS rozwijanego przez firmę Jolla. To bardzo ważne, bo dzięki specjalnej warstwie kompatybilności potrafi uruchamiać większość aplikacji przeznaczonych dla Androida. Producent twierdzi, że działa nawet 99 proc. programów, choć z pewnymi wyjątkami – przede wszystkim usług Google. Nie wiem tylko, jakby to wyglądało w przypadku aplikacji bankowych, dla wielu z nas bardzo ważnych, a obarczonych wieloma zabezpieczeniami i certyfikatami, które takiego systemu mogą nie uwzględniać.

Zwykle, pisząc o nowym telefonie, wymieniam rzeczy, które ma. Tymczasem w Callback 8020 ważniejsze jest to, czego tam nie znajdziemy. Media społecznościowe, przeglądarka internetowa, aplikacje służbowe czy poczta elektroniczna zostały zablokowane na poziomie systemu. To nie jest urządzenie stworzone do przeglądania TikToka przez trzy godziny przed snem ani do odpowiadania na maile o 22:00. Brzmi kontrowersyjnie, ale niektórzy tego właśnie potrzebują.
To trochę taki romans retro z nowoczesnością
Trudno nie odnieść wrażenia, że Commodore bardzo świadomie gra sentymentem, bo wygląda jak model z klapką, z którego korzystałam w gimnazjum. W dodatku fani marki od razu zauważą warianty kolorystyczne inspirowane historią Commodore. I tak, będziemy mogli pograć na nim nawet w kilka klasyków z Commodore 64. Nawet dzwonki mają wykorzystywać charakterystyczne brzmienie układów SID znanych z legendarnych komputerów firmy. Projektanci zadbali także o kilka ciekawych detali, takich jak charakterystyczny czerwony wyświetlacz zewnętrzny inspirowany kalkulatorami Commodore z lat 70. czy nietypowe diody LED ukryte pod obudową.


Jednak pod względem wyposażenia Callback 8020 nie przypomina już typowego dumbphone’a. Na pokładzie znalazł się procesor MediaTek Helio G81, 4 GB pamięci RAM i 64 GB pamięci wewnętrznej z możliwością rozszerzenia kartą microSD. Nie zabrakło również w aparatu 48 Mpix z matrycą Sony, autofokusem i lampą błyskową. Mamy również 3,25-calowy ekran wewnętrzny o rozdzielczości 480 × 640 pikseli oraz niewielki wyświetlacz zewnętrzny o przekątnej 1,77 cala.


Pojemność baterii może niektórych przerazić. 1550 mAh brzmi wręcz żałośnie, gdy jesteśmy już powoli przyzwyczajani do smartfonów z ogniwami 7000 czy nawet 8000 mAh. Tylko że tutaj nie ma co tak mocno drenować baterii. W dodatku, co naprawdę mi się podoba, Commodore zastosowało wymienne ogniwo, zupełnie jak za dawnych czasów. Bardziej nowoczesne jest natomiast ładowanie przez USB-C. Nie zabrakło LTE, Wi-Fi, Bluetooth, GPS oraz klasycznego gniazda słuchawkowego 3,5 mm. Producent mocno podkreśla również audiofilskie ambicje urządzenia, wspominając o wysokiej jakości dźwięku, radiu FM i wsparciu dla słuchawek dokanałowych.
Cyfrowy minimalizm ma swoją cenę
Największym zaskoczeniem może być jednak cena. Callback 8020 kosztuje od 499 dolarów, a specjalne edycje są jeszcze droższe. Wariant Founders Edition wyposażony w pozłacany przycisk z logo Commodore wyceniono na 640 dolarów. Mówimy więc o kwotach w granicach 1850 – 2400 złotych. To całkiem sporo, jak za tak ograniczony telefon. Jednak chodzi w nim nie o zaawansowane funkcje czy moc obliczeniową, a o spokój i odzyskanie kontroli nad własną uwagą. To z kolei coś, co może być warte każdych pieniędzy.
Pytanie tylko, czy faktycznie będziemy gotowi zapłacić za coś, co celowo ogranicza nasze możliwości?
Źródło:Commodore
