W portoflio CMG Worldwide są również Betty Davis, Burt Reynolds czy Chuck Berry – oraz około 400 innych gwiazd, celebrytów i wybitnych sportowców, którzy czekają w kolejce do cyfrowego zmartwychwstania. – Postęp technologiczny otwiera zupełnie nowe możliwości przed wieloma naszymi klientami, zwłaszcza takimi, których już nie ma wśród nas – zapewnia sieć CNBC Mark Roesler.

 

RANDKA W MONTREALU

Skok technologiczny, jaki się dokonał w tej dziedzinie od lat 80. ubiegłego wieku, najlepiej ilustruje krótki film „Rendez-vous in Montreal”, który można obejrzeć na YouTube. Filmik powstał w 1987 roku dzięki wysiłkom grupy artystów działających w zespole Nadii i Daniela Thalmannów. „Występują” w nim cyfrowe kopie Marilyn Monroe i Humphreya Bogarta, choć słowo „kopie” jest nieco na wyrost. Pod względem grafiki to produkcja dość prymitywna, na poziomie wczesnych gier komputerowych. „Randka” przetarła jednak ścieżki dla bardziej zaawansowanych technologii symulacji wyglądu skóry i mięśni twarzy. Pokazała też, że – wtedy jeszcze czysto teoretycznie – możliwy będzie wspólny występ aktorów, którzy w rzeczywistym świecie nigdy ze sobą nie grali. No i zelektryzowała prawników czuwających nad prawami do wizerunku zmarłych gwiazd.

Później pojawiły się takie filmy jak „Otchłań”, w którym fotorealistyczne efekty specjalne zostały wykorzystane w tylko jednej scenie, „Terminator 2: Dzień Sądu”, gdzie takich scen jest kilkadziesiąt, czy wreszcie animowany realistyczny „Final Fantasy: Wojna dusz”. Jednak teraz nowe technologie cyfrowe wykorzystywane do efektów specjalnych pozwalają reżyserom i studiom robić rzeczy, o jakich jeszcze kilka lat temu nie mogliby nawet śnić. W nowym filmie „Bliźniak” 50-letni Will Smith walczy ze swoim młodszym klonem, wyglądającym jak on sam w czasach „Facetów w czerni”. W „Irlandczyku” 76-letni Robet De Niro i 79-letni Al Pacino pokazywani są na przestrzeni lat – oczywiście w różnym wieku. Choć końcowy efekt cyfrowego „odmładzania” jest dość kontrowersyjny, z pewnością wygląda dużo lepiej niż stosowane kiedyś „podstawianie” innego aktora czy tradycyjna charakteryzacja.

„Cyfrowa charakteryzacja” (czyli komputerowy retusz) to jednak najprostsza forma manipulacji. – W każdym razie jest tańsza i bezpieczniejsza niż chirurgia plastyczna – żartuje Chris Nichols, specjalista od efektów specjalnych w serii „Avengers” w rozmowie z „The Hollywood Reporter”. Nichols pracuje w firmie Digital Domain, która odpowiada za część efektów specjalnych w filmach opartych na komiksach Marvela. Cyfrową charakteryzację wykorzystano m.in. w „Avengers: Końcówka” do zmiany wyglądu Roberta Downeya Jr. (Tony Stark/Iron Man) i Chrisa Evansa (Steve Rogers/Kapitan Ameryka). trudniejsze jest nakręcenie sceny całkowicie bez udziału prawdziwego aktora. Do tego potrzebna jest cyfrowa kopia człowieka – dokładna baza danych wyglądu skóry, włosów, każdej zmarszczki i każdego grymasu twarzy.