Tę historię znają wszyscy. W nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 r. reaktor numer 4 w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej eksplodował podczas nieudanego testu, uwalniając ogromne ilości radioaktywnego materiału do atmosfery i inicjując jedną z najgorszych katastrof technologicznych w historii ludzkości. W wyniku awarii część paliwa reaktora została wyrzucona w powietrze, a resztki rdzenia stopiły się, tworząc tzw. korium. Skutki tej eksplozji odczuwano nie tylko w rejonie elektrowni, ale także w wielu krajach europejskich. W odpowiedzi na katastrofę sowieckie władze podjęły decyzję o ewakuacji tysięcy mieszkańców oraz o powstaniu rozległej strefy wykluczenia wokół uszkodzonego obiektu.
Czytaj też: Czarnobyl jako egzamin przetrwania. Przyroda go zdała
Po upadku Związku Radzieckiego elektrownia stopniowo przestawała działać – ostatni z reaktorów został zamknięty w 2000 r. Od tamtej pory obiekt jako całość nie produkuje energii elektrycznej, choć pozostaje miejscem składowania materiałów promieniotwórczych, w tym wypalonego paliwa jądrowego przechowywanego w basenach chłodzących i suchych magazynach.
Problemy z zasilaniem i chłodzeniem – co się stało?
W 2022 r. wojna w Ukrainie sprawiła, że linie energetyczne dostarczające prąd do kompleksu czarnobylskiego zostały przerwane wskutek walk o infrastrukturę. To wydarzenie wzbudziło międzynarodowe obawy, ponieważ bez prądu nie działałyby pompy chłodzenia, wentylacja i systemy monitoringu radiacyjnego. Ukraińskie władze ostrzegały wtedy, że awaryjne generatory diesla mają ograniczoną pojemność paliwa, co mogłoby prowadzić do zatrzymania systemów krytycznych po ok. 48 h.

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) uspokajała, że nawet przy całkowitym braku zasilania ryzyko gwałtownego wzrostu temperatury jest bardzo niskie. W praktyce oznacza to, że woda znajdująca się w basenach pełni rolę ogromnego bufora cieplnego. Nawet bez pracy pomp jest ona w stanie odbierać ciepło z paliwa przez wiele tygodni, a potencjalny wzrost temperatury następowałby bardzo powoli. Scenariusz “nagłego stopienia”, znany z katastrof w Czarnobylu w 1986 r. czy Fukushimie w 2011 r., w tym przypadku po prostu nie ma fizycznych podstaw.
Najpoważniejszym skutkiem utraty zasilania nie było więc ryzyko stopienia paliwa, lecz utrata kontroli operacyjnej. Bez prądu nie działają systemy monitoringu radiacyjnego, które na bieżąco informują o poziomach promieniowania w powietrzu, wodzie i glebie. Personel techniczny nie ma dostępu do pełnych danych, a ewentualne nieprawidłowości – nawet te o niewielkiej skali – mogą zostać wykryte z opóźnieniem. Dodatkowo brak energii utrudnia prowadzenie rutynowych prac konserwacyjnych i bezpieczną obsługę obiektu.
Ochrona pozostałości po katastrofie
Jednym z najważniejszych etapów “opanowywania” Czarnobyla po 1986 r. było stworzenie trwałej bariery między tym, co pozostało po zniszczonym reaktorze nr 4, a środowiskiem. Pierwszy, prowizoryczny sarkofag powstał w pośpiechu jeszcze w czasach ZSRR i od początku traktowany był jako rozwiązanie tymczasowe. Konstrukcja starzała się, pękała i coraz gorzej spełniała swoją funkcję. Dlatego na przełomie XX i XXI w. zapadła decyzja o realizacji jednego z najbardziej ambitnych projektów inżynieryjnych w historii energetyki jądrowej – budowie tzw. nowego sarkofagu (Chernobyl New Safe Confinement).

Nowa osłona to gigantyczna stalowa kopuła o wysokości ponad 100 m i rozpiętości większej niż boisko piłkarskie. Została zmontowana w bezpiecznej odległości od reaktora, a następnie nasunięta nad zniszczony blok w 2016 r. Jej zadanie nie polega jedynie na “przykryciu” ruin. Konstrukcja ma przede wszystkim ograniczać emisję radioaktywnych pyłów i gazów, chronić wnętrze przed opadami deszczu i śniegu oraz stworzyć kontrolowane warunki do stopniowego demontażu najbardziej niebezpiecznych elementów dawnego reaktora. Projekt zakładał, że osłona będzie spełniać swoje funkcje przez co najmniej 100 lat, dając inżynierom czas na bezpieczne usunięcie pozostałości paliwa i skażonych konstrukcji.
W teorii nowy sarkofag miał być symbolem ostatecznego “zamknięcia” czarnobylskiej katastrofy. W praktyce wydarzenia ostatnich lat pokazały, że nawet najbardziej zaawansowane rozwiązania techniczne są wrażliwe na czynniki polityczne i militarne. W 2025 r. struktura sarkofagu została uszkodzona w wyniku ataków dronów. MAEA potwierdziła, że osłona utraciła część swojej pierwotnej szczelności i nie spełnia już w pełni funkcji bariery ograniczającej rozpraszanie materiałów radioaktywnych. Jednocześnie IAEA podkreślała, że nie zaobserwowano wzrostu poziomów promieniowania, co oznacza, że uszkodzenia nie doprowadziły do nagłego zagrożenia dla ludzi czy środowiska.

Problem polega jednak na czymś innym. Sarkofag nie jest biernym “dachem”, lecz złożonym systemem wymagającym stałego nadzoru, zasilania i konserwacji. Uszkodzenia konstrukcji oznaczają ryzyko przyspieszonej degradacji wnętrza, większą podatność na warunki atmosferyczne i utrudnienia w planowanych pracach rozbiórkowych. Naprawa osłony w warunkach aktywnego konfliktu zbrojnego jest nie tylko technicznie trudna, ale też politycznie i logistycznie skomplikowana. To sprawia, że długoterminowe bezpieczeństwo Czarnobyla znów staje się kwestią otwartą.
W szerszym kontekście wojna w Ukrainie unaoczniła coś, co przez lata pozostawało w cieniu debat o energetyce jądrowej. Zagrożenia dla obiektów nuklearnych nie wynikają dziś wyłącznie z awarii technicznych czy błędów ludzkich. Coraz większym problemem staje się destabilizacja infrastruktury energetycznej, przerwy w dostawach prądu oraz celowe działania militarne wymierzone w instalacje krytyczne. Czarnobyl nie jest tu wyjątkiem. Podobne obawy dotyczą elektrowni w Zaporożu, gdzie wielokrotnie informowano o pracy systemów chłodzenia w oparciu o generatory awaryjne i o ryzyku wynikającym z działań wojennych w bezpośrednim sąsiedztwie reaktorów.
Czy można więc spać spokojnie?
Odpowiedź brzmi: tak i nie. Czarnobyl dzisiaj nie jest elektrownią jądrową z czynnym reaktorem, który mógłby ponownie wejść w krytyczną fazę. Nie ma obecnie warunków do tego, by doszło tam do klasycznego “stopienia rdzenia”, jakie obserwowano w 1986 r. lub w Fukushimie w 2011 r. To fundamentalna różnica między Czarnobylem a aktywnymi elektrowniami jądrowymi, gdzie utrzymanie chłodzenia jest krytyczne dla bezpieczeństwa operacyjnego.
Czytaj też: Niebieskie psy biegają w Czarnobylu. Co tam się dzieje?
Z drugiej strony, infrastruktura pozostająca na miejscu wymaga ciągłej opieki. Systemy chłodzenia, monitoringu i konserwacji materiałów promieniotwórczych nadal muszą działać, by uniknąć lokalnych problemów – choć ich skala i konsekwencje różnią się zasadniczo od scenariuszy katastroficznych. To, co kiedyś było jednym z największych zagrożeń nuklearnych świata, dziś jest bardziej sprawą precyzyjnego zarządzania technicznego niż niekontrolowanej awarii.