Neuropsychologii Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego PAN. – Jeśli natomiast wspominamy, co się wydarzyło, czyli odmierzamy czas retrospektywnie, odnosimy odwrotne wrażenie. Mamy wówczas poczucie, że ciekawie spędzone popołudnie trwało długo, a to mało zajmujące minęło w oka mgnieniu. Zdaniem prof. Szeląg łatwo to wyjaśnić. Intensywne sytuacje mobilizują mózgi do rejestrowania większej liczby detali sensorycznych, tworząc bogatsze ślady pamięciowe. A skoro w okresie, który wspominamy, tak wiele się zdarzyło, powstaje wrażenie, że trwał długo. Przeciwieństwem mogą być jałowe minuty czekania na autobus, gdy mózg niewiele rejestruje. Podobnym zniekształceniem czasu jest „efekt zaskoczenia”, gdy doświadczamy czegoś niezwykłego lub nierutynowego. Mózg wytęża wówczas uwagę i rejestruje sporo nowych informacji, co rozciąga subiektywny czas. Efekt ten widać szczególnie, gdy coś nas stresuje lub gdy grozi nam niebezpieczeństwo. Gdy skaczemy na bungee, wydaje się nam, że czas zwalnia. Dzieje się tak jednak nie dlatego, że silniej się wówczas skupiamy – zdaniem francuskiej psycholog prof. Sylvie Droit-Volet z Uniwersytetu Clermont Auvergne nic mocniej nie zmienia poczucia upływu czasu niż emocje.

W eksperymencie z 2011 r. uczona straszyła badanych horrorami i zasmucała rozdzierającymi serce dramatami. Zgodnie z oczekiwaniami przerażenie wywołane dreszczowcem wyraźnie rozciągało czas uczestników eksperymentu. Wprawiało w stan podniecenia, zwiększało tętno, poprawiało uważność, jak przy typowym przygotowaniu organizmu do walki lub ucieczki. W rezultacie czas zastygał. Smutek – co zaskakujące – nie zniekształcił czasu. Władzę nad biegiem godzin mają też uczucia pozytywne, co wykazał prof. Mihály Csíkszentmihályi z Uniwersytetu w Chicago, definiując stan „przepływu” (flow). To doświadczenie bycia całkowicie pochłoniętym przez jakąś aktywność – czy to sport, pracę, czy kreatywny projekt. Ktokolwiek zasmakował tego stanu, wie, że jego najważniejszą cechą jest zniekształcone poczucie czasu. Biegnie jakby obok nas, nieporównywalnie szybciej niż zwykle.

RAZ SZYBCIEJ, RAZ WOLNIEJ

Nasza percepcja czasu zmienia się również z wiekiem. Im jesteśmy starsi, tym częściej narzekamy, że dni i lata pędzą. To nie tylko wrażenie, ale fakt potwierdzony wieloma badaniami. W jednym z nich odbiór 3-minutowego okresu zegarowego w grupie 19–24-latków wyniósł średnio 3 minuty i 2 sekundy, podczas gdy grupa 60–70-latków niedoszacowała go aż o 40 sekund. Zdaniem amerykańskiego profesora inżynierii mechanicznej Adriana Bejana z Uniwersytetu Duke w Durham, życie przyspiesza z wiekiem z kilku przyczyn. Po pierwsze wyższy stopień organizacji i skomplikowania sieci przetwarzających informacje

ROZMOWA DR DEAN BUONOMANO, UNIWERSYTET KALIFORNIJSKI
ISTNIEJE TYLKO „TERAZ”

Jestem zwolennikiem filozoficznej koncepcji czasu, według której przeszłość nigdy nie wróci, a przyszłości nikt nie widział – mówi amerykański neurobiolog

Dorota Mierzejewska-Floreani, Focus: Czy czas obiektywnie istnieje?

Dean Buonomano: Jeśli przyjęlibyśmy, że jest on „tym, co mówią zegary”, uznalibyśmy tym samym, że jest sposobem kwantyfikacji i standaryzacji zmian. A ponieważ zmiana jest obiektywna, uważam że całkiem fair jest głosić, że czas jest czymś obiektywnym. Jeśli jednak myślimy o czasie, który miałby być jednym z wymiarów Wszechświata 4D, to pytanie staje się trudniejsze. Bo nie ma ani uniwersalnej zgody, ani też – co tu dużo mówić – bezpośrednich dowodów empirycznych na to, że wymiary czasowe są rzeczywiście częścią struktury Wszechświata.

Czy koncepcja Juliana Barboura o tym, że czas nie istnieje, a Wszechświat zwany Platonią jest niezmiennym i wiecznym zbiorem konfiguracji wszystkiego, przekonuje pana?

- Żadna koncepcja Wszechświata 3D, w którym wszystkie chwile współistnieją, nie jest wystarczająco przekonująca. Jest natomiast wiele uzasadnionych powodów, by opowiadać się za eternalistyczną teorią czasu, według której we Wszechświecie 4D przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są równie realne. Pogląd ten jest wiarygodny również dlatego, że świetnie rezonuje z teorią względności. Ale sądzę też, że nie brakuje racjonalnych względów, by faworyzować prezentyzm, czyli tę filozoficzną koncepcję czasu, któ-
ra mówi, że istnieje „teraz”, przeszłość nigdy nie wróci, a przyszłości nikt nie widział.

Osobiście opowiadam się za tą właśnie teorią.

Nie zgadza się pan w kwestii czasu z Einsteinem. Dlaczego?

- Pogląd prezentystyczny odpowiada przeczuciu, że gdy każda chwila w naszym życiu staje się chwilą z przeszłości, to już jej nie ma. Bez względu na to, czy ów moment pozostawi jakiś ślad w naszej pamięci, czy nie, on sam przestaje istnieć. Koncepcję uważam za wiarygodną, bo jest najbardziej spójna z poglądem, że nasze intuicje i subiektywne percepcje ewoluowały właśnie po to, by umożliwić nam przetrwanie w świecie rządzonym przez prawa fizyki. I nie pozwolić nam się w nich pogubić. Dla kontrastu, bezczasowa Platonia Barboura przeczy większości praw fizyki i nijak nie przystaje do ustaleń neuronaukowych, o naszej intuicji nie wspominając.