Jesteśmy w takim momencie rozwoju nauki, w którym neurokognitywistyka oraz fizyka czasu właśnie się zderzyły. Czy z tej kolizji może wyniknąć coś dobrego?

- Absolutnie tak. Spodziewam się, że współpraca psychologów z fizykami przyniesie rozwiązanie niektórych tajemnic czasu. To spotkanie było nieuniknione. Bo zarówno w fizyce, jak i neurokognitywistyce czas leży w centrum wielu fundamentalnych problemów do rozwiązania, jak wolna wola, świadomość, teoria względności czy grawitacja kwantowa. Ostatecznie prawa fizyki muszą brać pod uwagę działanie mózgu. A nasze rozumienie praw fizyki jest ograniczone przez neuronaukę, bo wszystkie ludzkie wysiłki filtrowane są przez mózg.

Czy to spotkanie ma szansę doprowadzić nas do spełnienia marzeń o podróżach w czasie?

- Osobiście wierzę, że jedynym wehikułem czasu, jaki kiedykolwiek będziemy mieli, jest ludzki mózg. Dzięki niemu możemy pamiętać przeszłość, a przez to nie tylko wyobrażać sobie potencjalną przyszłość, ale też kreować ją. Dla prezentysty, czyli dla mnie, prawdziwa podróż w czasie, np. w przeszłość, jest absolutnie niemożliwa. Nie możemy przebywać w chwilach, które już nie istnieją. Ale większość eternalistów to sceptycy w tej sprawie. Choć wierzą, że przeszłe i przyszłe chwile współistnieją we Wszechświecie blokowym 4D, to ograniczenia technologiczne i percepcyjne uniemożliwiają nam przenoszenie się w czasie.

w mózgu sprawia, że to „wielokrotnie rozgałęzione drzewo” przetwarza mniej danych w jednostce czasu. Daje to wrażenie coraz szybszego jego upływu. Po drugie postępujące procesy starzenia zmieniają tempo naszej percepcji wrażeń zmysłowych, szczególnie wzrokowych. Chodzi tu o tzw. sakkady, czyli mimowolne skokowe ruchy gałek ocznych, występujące na ogół kilka razy na sekundę. De facto służą one oddzielaniu kolejnych tzw. okresów utajenia, kiedy oko skupia się na pojedynczym obrazie, a mózg go rejestruje. Im więcej sakkad, tym więcej obrazów dociera do mózgu i tym wolniej subiektywnie płynie czas. Z wiekiem jednak ich liczba maleje.

Badania wykazały, że upływ minut przyspiesza z kolei, gdy wzrasta temperatura ciała oraz gdy praktykujemy medytację lub mindfullness. Tak samo dzieje się, gdy przebywamy w mieście – w przeciwieństwie do środowiska wiejskiego, gdzie drogocenne chwile przyjemnie zwalniają. Bieg czasu przyspieszany jest też przez dopaminę, neurohormon odpowiedzialny za stan przyjemnego ukojenia. Wrażenie, że życie mija szybciej, może być wywołane zażywaniem lekarstw modyfikujących produkcję tego neuroprzekaźnika. Z podobnego powodu czas galopuje po kokainie. Listę czynników wpływających na zmiany naszego poczucia czasu można mnożyć. Wodą na młyn dla zwolenników teorii, że czas to złudzenie, jest jego porażająca względność. Nie tylko czas, który minął dla jednej i drugiej osoby, nigdy nie będzie tożsamy. Także, jak pisze prof. Bejan: „czas odmierzany przez zegarek na rękę, czas definiowany przez fizyków oraz ten przez nas odczuwany to trzy różne rzeczy”.

MÓZG NIE NADĄŻA

– Rejestrując upływ minut i lat, nasze zmysły prawdopodobnie opowiadają nam całą prawdę o Wszechświecie. A czas jest w nim czwartym wymiarem, czyli faktem – uważa
dr Dean Buonomano, neurobiolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. – Badam czas od 30 lat i koncepcja, że poczucie jego upływu jest figlem umysłu, do mnie nie przemawia. Hipoteza ta nie była też nigdy popularna wśród fizyków. Czym jest dla nich czas? Najprościej wyglądał dla Izaaka Newtona. Klasyczne prawa ruchu obowiązywały według niego obok metronomicznego zegara głównego odmierzającego czas gdzieś poza Wszechświatem.

Wskutek tego założenia wszystkie ruchy mogą być przyspieszane lub opóźniane, ale czas nie podlega żadnej zmianie. „Tik-tak, tik-tak…” – zawsze i wszędzie płynie tak samo.
Koncepcja ta została zmieciona przez teorię względności Einsteina, według której czas może być zniekształcany zarówno przez grawitację, jak i ruch. Tak więc przeszłość, teraźniejszość i przyszłość to raczej kwestia perspektywy niż uniwersalna wartość. Zdaniem Einsteina nie ma też żadnego obiektywnego „teraz”. No bo czy może istnieć w sytuacji, gdy czas inaczej płynie na parterze i na 15. piętrze?

Według większości teoretyków fizyki czas – choć względny – istnieje, przy czym nasz mózg nie jest przystosowany do odbioru wszystkich jego anomalii. Obok widzialnej przez nas przestrzeni, słyszanych dźwięków, odbieranego zapachu czy smaku czas nie ma dedykowanego mu jednego narządu zmysłu ani też jednej ścieżki w mózgu, które odpowiadałyby za poczucie jego upływu. Jak więc mózg odbiera czas? „Jest jasne, że nie tyka tu pojedynczy zegar odmierzający czas w sposób, jak to robi zegarek na rękę” – pisze Dean Buonomano w książce „Mózg, władca czasu”. Umysł wydaje się raczej wiktoriańskim warsztatem zegarmistrzowskim wypełnionym mnóstwem drobniutkich urządzeń, z których każde ma na celu mierzyć całkiem inny aspekt czasu. Poczucie jego upływu utkane jest z absolutnie wszystkiego, co postrzegamy – obrazów, dźwięków, zapachów i innych elementów. I tak np. w jądrze nadskrzyżowaniowym znajduje się „zegar” okołodobowy, który synchronizuje nas z rytmami dnia i nocy.

Z kolei norwescy uczeni, prof. Edvard Moser i dr May-Britt Moser z Kavli Institute for Systems Neuroscience w Trondheim, zdobywcy Nobla w 2014 r. za odkrycie tzw. „komórek siatki” w mózgu – swoistego GPS-a, który pomaga nam orientować się w przestrzeni – zidentyfikowali ostatnio również komórki odpowiadające za porządkowanie kolejności wydarzeń w czasie. Znajdują się w bocznej korze śródwęchowej obok hipokampa odpowiedzialnego za formowanie pamięci. Badania z użyciem funkcjonalnego rezonansu magnetycznego ujawniły z kolei korelację między czasem, który postrzegamy, a aktywnością neuronów w korze wyspy – rejonie mózgu, gdzie przetwarzane są sygnały z ciała. – Może to sugerować, że subiektywny upływ czasu współkształtowany jest przez nasze doznania fizjologiczne, jak puls czy rytm oddechu – twierdzi niemiecki psycholog dr Marc Wittmann z Institute for Frontier Areas in Psychology and Mental Health we Freiburgu. Wykazał, że ludzie, którzy są bardziej świadomi bicia własnego serca, znacznie dokładniej niż inni odtwarzają czas trwania usłyszanego dźwięku.

To tylko nieliczne z funkcji mózgu, które wspólnie pracują na nasz odbiór sekund, godzin i lat. Wciąż nie do końca poznana skomplikowana maszyneria mózgowa dostarcza nam jedynie rozmyte przybliżenie obiektywnej „czasowej rzeczywistości”. – Z drugiej strony, czas płynie dla nas nie dlatego, że mózgi mierzą go zgodnie z jakąś koncepcją naukową. Ale dlatego, że neurony w drodze ewolucji posiadły takie zdolności, jak rejestrowanie sekwencji zdarzeń – zaznacza prof. Elżbieta Szeląg. Aby więc nadać sens naszym doświadczeniom, możemy konstruować poczucie czasu bez konieczności zerkania na zegarek. Nie znaczy to jednak, że nie jest nam w ogóle potrzebny

Dorota Mierzejewska-Floreani – dziennikarka i psycholog, coach zdrowia.
Prowadzi Platformę Psychologii Pozytywnej i Użytkowej www.mierzejewska.eu