Powieść science fiction „Autostopem przez Galaktykę”, napisana przez Douglasa Adamsa pod koniec lat 70. XX wieku, była wyjątkowo trafną przepowiednią technologiczną. Superkomputery, e-booki, bezprzewodowy dostęp do informacji, encyklopedia pisana wspólnie przez wielu autorów – wszystkie te wynalazki opisane w książce są dziś czymś zupełnie normalnym. Nadal jednak nie możemy posłużyć się uniwersalnym tłumaczem, którego działanie Adams opisał tak: „Z rybą Babel w uchu rozumie się natychmiast każde słowo mówione w jakimkolwiek języku”.

Kiedy doczekamy się takiego gadżetu? „Myślę, że dopiero za kilkadziesiąt lat. Tłumaczenie języka mówionego okazało się większym wyzwaniem, niż można byłoby przypuszczać kilkadziesiąt lat temu” – mówi prof. Krzysztof Jassem, specjalista od tłumaczeń komputerowych z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Skype: tłumaczenie w locie

Teoretycznie mamy już pierwsze aplikacje, które na to pozwalają. Najbardziej popularną z nich jest Tłumacz Google. Po zainstalowaniu na smartfonie potrafi nie tylko przetłumaczyć to, co powiemy do mikrofonu. Ma też tzw. tryb konwersacji. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w Berlinie i chcemy dokonać rezerwacji w hotelu. Możemy mówić po polsku do aplikacji, a ta będzie wypowiadać nasze zdania po niemiecku na głos oraz na bieżąco tłumaczyć to, co mówi obsługa hotelowa.

„Dzisiaj tłumaczenia są na znacznie wyższym poziomie niż jeszcze 2–3 lata temu. Ale ten mechanizm nadal nie jest bezbłędny” – przyznaje Piotr Zalewski z Google Polska. Problemem są np. dźwięki takie jak „yyy” czy „umm”, kiedy zastanawiamy się, co powiedzieć. Aplikacja może je źle zinterpretować, dlatego należy do niej mówić powoli, starannie dobierając słowa. Podobną funkcję ma od niedawna popularny komunikator internetowy Skype. Potrafi on tłumaczyć w czasie rzeczywistym rozmowy prowadzone w takich językach jak angielski, hiszpański, chiński, włoski, francuski i niemiecki. Także i w tym przypadku najlepiej jest prowadzić rozmowę w cichym zamkniętym pomieszczeniu, korzystając z zestawu słuchawkowego.

Tłumaczenie mowy jest wyzwaniem dla komputerów z kilku przyczyn. Chodzi między innymi o technologię jej rozpoznawania, która wciąż jest niedoskonała. „Ważne jest też to, że sam język mówiony jest niedoskonały. Pełno w nim wtrąceń, niedomówień, zawahań” – wylicza prof. Jassem. Co więcej, programy zajmujące się tłumaczeniem uczą się tej sztuki, analizując duże zbiory tekstów – tak zwane korpusy. W przypadku mowy takich zasobów jest zdecydowanie mniej niż tych w formie tekstowej.

Google: wpisz lub pokaż

Dlatego komputerowi tłumacze znacznie lepiej radzą sobie dziś z dyskusjami na czacie, artykułami, a nawet napisami. O tę ostatnią funkcję został niedawno wzbogacony Tłumacz Google. Wystarczy sfotografować napis w obcym języku, by natychmiast otrzymać jego tłumaczenie.

Tłumacz komputerowy nieustannie się doskonali, analizując dostępne w internecie teksty, które ktoś wcześniej przetłumaczył na język obcy. Dlatego właśnie Google – właściciel największej wyszukiwarki internetowej na świecie – tak dobrze sobie z tym radzi. Po prostu jest w stanie „nakarmić” swoje programy tłumaczące ogromną ilością korpusów językowych. Jego największym konkurentem jest Microsoft, do którego należy serwis Bing Translator oraz wspomniana aplikacja Skype.