Oznacza to, że orgazm był pierwotną reakcją wspomagającą zajście w ciążę. Taki układ dobrze funkcjonował do czasu: od kiedy samice i samce ssaków naczelnych w toku życia społecznego zaczęły mieć regularny dostęp do seksu, funkcja owulacyjna orgazmu przestała być użyteczna. Powstał nowy system: uwalnianie jaja w regularnym miesięcznym cyklu. I wtedy łechtaczka odsunęła się od swojej pierwotnej funkcji. Dosłownie i w przenośni – bo odsunęła się także od pochwy.

Szczytowanie w przyszłości

Nie podoba wam się naukowa prognoza coraz częściej udawanych orgazmów? Anna Golan, seksuolożka i psychoterapeutka uspokaja. – Nie niepokoiłabym się tak bardzo tymi prognozami. Rzeczywiście, wiele osób i par skarży się na poczucie zawodu czy frustracji wynikające z rozziewu między ich życiem intymnym a wizją seksu prezentowaną np. w mediach – mówi Golan. – Ale jednocześnie coraz częściej można usłyszeć, że orgazm wywołany przez stymulację łechtaczki jest tak samo »normalny«, jak ten osiągany poprzez stosunek. Wydano mnóstwo poradników o tym, jak nauczyć się sprawiać sobie przyjemność, poznawać swoje ciało i wreszcie doświadczać orgazmu. Udawanie zamyka te możliwości. Dlatego coraz więcej kobiet ma odwagę mówić o tym, że chcą doświadczyć orgazmu.

Jak podkreśla Anna Moderska, ludzie decydują się na związki z wielu powodów. Czasem seks zwyczajnie nie jest najważniejszy. I być może w takich relacjach zostanie on na takim samym poziomie jak teraz. – Nasze emocje niespecjalnie ulegną zmianie, więc zakładam, że udawanie z litości też się nie zmieni, o ile kobiety nie nauczą się z partnerami rozmawiać, a obie strony nawzajem się szanować – podkreśla Anna Moderska. – Ale nie spodziewałabym się zwiększania odsetka kobiet udających szczytowanie. Kobiety mają coraz większą świadomość własnej seksualności. Związki są krótsze niż kilka dekad temu – ludzie szybciej się rozstają, łatwiej szukać partnera, który da nam satysfakcję również w sferze seksualnej.

Andrzej Gryżewski, psychoterapeuta i seksuolog z poradni CBT, ma nieco inną wizję. – Może nie wszyscy będą udawali, ale rośnie populacja udających. Na dłuższą metę udawanie przynosi bolesne straty, ale na krótką – daje duże korzyści. A ponieważ dzisiejsze relacje są krótkotrwałe, niewielu ludzi myśli o budowaniu więzi, także seksualnej, na rozmowach o swoich odczuciach czy pragnieniach – mówi Andrzej Gryżewski. I przestrzega: – Udawanie orgazmu wymaga od kobiety zmuszania się, działania wbrew sobie. To jak gwałt na samej sobie, często tak właśnie kobiety to opisują. Ma to niszczące skutki dla ciała, duszy i samooceny.

No i także dla związku. Wcześniej czy później – jak podkreślają seksuolodzy – w czasie awantury kobieta wykrzyczy mężczyźnie, że on nie jest w stanie dać jej rozkoszy. Trudno o bardziej raniące słowa.

Na wyżyny satysfakcji

Czy kobiety w gabinetach seksuologicznych przyznają się do udawania orgazmu i potrafią powiedzieć, dlaczego to robią? – Udają, bo się wstydzą, czują się gorszymi kochankami z powodu braku spektakularnego orgazmu. Potem pytają terapeutę, jak się z tej sytuacji wyplątać – czy przyznawać się partnerowi? Jak mu powiedzieć, że coś było nie tak, skoro wydawałam się usatysfakcjonowana? To trudna sytuacja, kobieta słusznie obawia się, że partner może poczuć się oszukany – mówi Anna Golan. – Kobiety przychodzą po pomoc, bo udawany seks jest najgorszym, jaki można sobie wyobrazić. Kiedy nie odczuwamy tak, jak wydaje nam się, że powinniśmy, nie warto grać czy zmuszać się do czegokolwiek. Masz prawo czasem nie mieć orgazmu albo nie mieć go wcale na jakimś etapie życia lub związku. Negatywne odczucia nie są potrzebne, lepiej zadać sobie pytanie – co mogę zmienić? Czy całe zbliżenie jest dla mnie przyjemne? Czego oczekuję od seksu i co mnie rozprasza, odciąga od przeżywania przyjemności?

Andrzej Gryżewski mówi, że jego pacjentki potrzebują czasu, niekiedy kilku, innym razem kilkunastu sesji, by o tym powiedzieć. – Mężczyźni bardziej szczerze o tym mówią. A nierzadko ci po trzydziestce czy czterdziestce zaczynają udawać orgazmy z tych samych powodów, co kobiety. Coraz częściej słyszę od kobiet, że wypatrują, czy ich partner miał wytrysk, czy znowu oszukał.