Już Jan Długosz, pisząc w XV wieku swoją monumentalną kronikę, niemal na samym jej początku opisał pogańskie wierzenia dawnych Polaków. Problem tylko w tym, że Długosz stworzył swój opis kilka stuleci później, gdy słowiańska mitologia i religia zanikły, zniszczone przez chrześcijaństwo. Stąd krakowski kronikarz oparł swoją rekonstrukcję na powszechnych wówczas wyobrażeniach, jak pogaństwo powinno wyglądać i jakich bogów w nim czczono. A ponieważ modelem, do którego odnoszono wtedy każde pogaństwo, były wierzenia antyczne, w Długoszowym panteonie odnajdujemy bóstwa rzymskie i greckie, którym przydano słowiańskie imiona. Ten opis został jednak okraszony kilkoma interesującymi szczegółami, zaczerpniętymi z ówczesnego polskiego folkloru. Jakieś próby naukowych poniekąd poszukiwań śladów słowiańskiej mitologii Długosz jednak podjął, bowiem nieznaną nam drogą trafiły do jego opisu słowiańskich bóstw Pogoda i Żywie, które jako Podaga i Siwa pojawiają się wcześniej u Helmolda.

Autorytet Jana Długosza pozwalał wierzyć w autentyczność opisanych przez niego słowiańskich bóstw aż do drugiej połowy XIX wieku. Wtedy pozytywistycznie zorientowani badacze, najpierw Aleksander Brückner, a potem – już w wieku XX – Stanisław Urbańczyk i Henryk Łowmiański wzięli na siebie ogromny i konieczny trud organicznej pracy zebrania materiału i poddania go krytyce. W oczyszczaniu przekazów o słowiańskich wierzeniach z „bajań” Aleksander Brückner poczynał sobie jednak dużo bardziej radykalnie niż współczesny mu czeski uczony Lubor Niederle. Podobnie jak Brückner, choć ostrożniej, pisał później Stanisław Urbańczyk, dochodząc w końcu do pesymistycznej, bardzo często cytowanej konkluzji: „Historia badań nad mitologią Słowian jest historią rozczarowań”. Faktycznie, nietrudno o pesymizm, gdy się dostrzeże, jak mało wzmianek źródłowych stoi do dyspozycji badacza religii Słowian, i gdy się zważy, że są to (poza Rusią) wyłącznie nieomal wzmianki napisane przez ludzi Słowiańszczyźnie obcych, patrzących na kulturę słowiańską z zewnątrz! Rysujący się od XIX wieku poznawczy pesymizm w badaniach nad wierzeniami Słowian przełamała dopiero wydana w 1982 roku (i wznowiona niedawno) książka Aleksandra Gieysztora otwierająca skostniałe warsztaty badawcze historyków na inspiracje płynące z prac etnologów, językoznawców, religioznawców, archeologów i socjologów.

Odwołanie się przez Aleksandra Gieysztora do innych rodzajów źródeł niż tylko przekazy pisane i otwarcie pola badań na inne metodologie niż pozytywistyczny warsztat krytyki tekstu pisanego sprawiło, że mitologia Słowian ponownie ożyła i okazała się całkiem normalną, politeistyczną mitologią ważnego ludu, w niczym pod tym względem nie gorszego od swoich germańskich, bałtyjskich czy fińskich pobratymców.

Najważniejszych odkryć słowiańskich świątyń dokonano dopiero po ukazaniu się książki Gieysztora. Powstaje więc pytanie, co dziś wiemy o religii i mitologii Słowian, które ustalenia badaczy pozostają w mocy, a gdzie wymagają korekty lub zmiany?

Zacznijmy od hipotez, które wytrzymały próbę czasu. Jest to przede wszystkim ustalenie, że mająca indoeuropejskie korzenie mitologia Słowian była w ogólnych zarysach wspólnym dobrem wszystkich ludów słowiańskich (nie wyklucza to daleko idących różnorodności lokalnych). Najważniejszymi postaciami mitologii Słowian byli bogowie, występujący pod wieloma imionami, dający się jednak sprowadzić do kilku głównych postaci (najlepiej znamy Swaroga, Peruna i Welesa), które można przyporządkować, choć w sposób płynny i niejednoznaczny, do kilku podstawowych funkcji. Gieysztor mówił o trzech funkcjach społecznych: władzy, wojny i dobrobytu. Wiele postaci słowiańskich bogów to jedynie przydomki głównych bóstw, często już usamodzielnione w kulcie, rozwinięte w nowe postacie boskie (hipostazy) – podobne do swoich pierwowzorów, lecz osadzone w nowych warunkach społecznych. Ten sposób przekształcania się panteonów jest dobrze rozpoznany w wielu religiach, natomiast w badaniach mitologii Słowian był początkowo niedoceniany, co wynikało z przekonania o słabym stopniu rozwoju słowiańskich wierzeń.

Problem w tym, że w miarę dobrze znane są ze źródeł pisanych jedynie dwa warianty religii słowiańskiej: połabski i staroruski. Gieysztor próbował zatem sprowadzić pogaństwo połabskie i staroruskie do jakiegoś wspólnego mianownika, i opowiadając się za większą archaicznością wariantu ruskiego, zinterpretował niektóre bóstwa połabskie (Świętowita i Rugiewita) jako hipostazy Peruna, zaś połabsko- pomorskiego Trzygłowa uznał za postać Welesa. Nie próbował przy tym redukować mitologii słowiańskiej (w tym połabskiej) jedynie do kultu Peruna i Welesa jako głównych bóstw, dostrzegając, że podobną rolę pełnili gdzieniegdzie i inni bogowie, przede wszystkim Swaróg i jego syn Swarożyc (zwany także Dażbogiem). I właśnie te trzy postacie: Swaróg, Perun i Weles, które wraz ze swymi hipostazami zajmują w koncepcji Gieysztora najwięcej miejsca, są bezsprzecznie najważniejszymi osobami słowiańskiego panteonu. Gieysztor podkreślał też szczególne, specyficzne dla Połabszczyzny, warunki rozwoju rodzimych wierzeń i oceniał, że przełomowym momentem w religijnych dziejach tego regionu było wielkie powstanie Słowian w 983 roku.

Wybitny badacz był przekonany, że Słowianie przedstawiali swoje bóstwa w postaci antropomorficznych posągów i posążków. Tymczasem badacze niemieccy i skandynawscy, odwołując się do słów Tacyta o braku posągów w starożytnej religii Germanów uparcie wątpili w ich istnienie nie tylko u Germanów, ale także i u Słowian.