Asteroida 2013 TX68 będzie balansować w odległości od 14 milionów kilometrów (9 milionów mil) do 17.000 km (11000 mil) - co jest bliższą odległością niż ta, na której znajduje się orbita satelit geostacjonarnych. Jest jednak małoprawdopdobne, żeby uderzyła w coś na orbicie, mijając ją.

Asteroida dopiero niedawno została odkryta, w wyniku czego odległość jej przelotu obok Ziemi jest tak niedokładna, a dokładne parametry orbitalne nie są znane. Niemniej jednak, naukowcy są niemal pewni, że nie dojdzie do zderzenia Ziemi z asteroidą ani teraz ani w przyszłości.

Kiedy asteroida wróci w okolicę Ziemi około 28 września 2017 roku, szansa na uderzenie będzie jak jeden do 250 mln., a kolejne przeloty w latach 2046 i 2097 mają jeszcze mniejsze szanse na uderzenie.

"Szanse na kolizję w którejkolwiek z dat przelotu są tak nikłe, że nie ma powodów do obaw.", powiedział w oświadczeniu Paul Chodas, kierownik Centrum Badań NASA neo (CNEOS) w Kalifornii.

Asteroida 2013 TX68 jest około dwukrotnie większa od meteorytu czelabińskiego, który eksplodował nad Rosją w lutym 2013 roku. Miał on około 30 metrów (100 stóp) średnicy.
Jeśli jakimś trafem asteroida weszłaby w atmosferę, jej eksplozja spowodowałaby wytworzenie około dwukrotnie większej energii niż ta jaka powstała w Czelabińsku - powiedzieli eksperci z NASA.

Choć w tym przypadku jesteśmy bezpieczni to przy tej okazji trzeba zwrócić uwagę na rosnącą potrzebę śledzenia obiektów znajdujących się blisko Ziemi, a także na zabezpieczenie się odpowiednimi mechanizmami obronnymi w razie, gdyby zagrażało nam zderzenie z obiektem z kosmosu.
NASA niedawno utworzyła nowe biuro obrony w celu lepszego śledzenia niebezpiecznych planetoid, a w planach są prace nad wykorzystaniem wybuchów jądrowych, które w razie potrzeby oddaliłyby asteroidę od Ziemi.

Na razie jednak, możemy spać spokojnie.