Sandeep bardzo się zdenerwował, gdy zobaczył, że na jego polu ktoś wykopał głębokie jamy. Podobne historie przydarzyły się kilku jego sąsiadom z wioski Badauli w indyjskim stanie Uttar Pradesh. Postanowił złapać sprawców na gorącym uczynku. Nocą wybiegł z domu, gdy usłyszał silniki ciężarówek. Gdy próbował zatrzymać samochody, jeden z kierowców wysiadł i zatłukł go łomem na śmierć. Rok wcześniej w tym samym regionie zastrzelono mężczyznę, który namawiał chłopów, by walczyli o swoje pola, a inny, który oskarżył lokalne władze o współpracę z mafią, został postrzelony. Wszystkie te przestępstwa popełniono na tle rabunkowym. Gangsterzy kradli piasek.

Miasto rośnie, wyspy toną

Na każdą tonę zużywanego cementu przypada sześć–siedem ton piasku. 20 lat temu światowa produkcja cementu wynosiła 1,37 mld ton; dziś – 3,7 mld. Łatwo obliczyć, jak szyb-ko rośnie zapotrzebowanie na piasek. W ciągu roku zużywa się go tyle, że można by z niego usypać wzdłuż równika wał wysokości i szerokości 27 metrów! Takich ilości nie są w stanie nanieść wody rzek i mórz, więc zasoby uważane jeszcze niedawno za niewyczerpalne gwałtownie się kurczą.

Przyszłość może wyglądać tak jak na Florydzie, gdzie zniszczono i zabetonowano 90 proc. plaż. Teraz na wybrzeże zwozi się tony piasku z dna oceanu, by odtwarzać raj z marzeń amerykańskich emerytów. To jednak drobiazg w porównaniu z tym, co dzieje się w Azji.

Przeżywające boom budowlany Chiny pochłaniają już połowę światowej produkcji cementu. A w pogoń za nimi ruszają – również liczące ponad miliard mieszkańców – Indie.

Skutki nadmiernej eksploatacji zasobów piasku lepiej ilustruje przykład Singapuru. Pół wieku temu to miasto-państwo było tylko o 70 km2 większe od Warszawy; dziś – o ponad 200 km2. Musiało się powiększać, gdyż liczba ludności wzrosła trzykrotnie i zaczęło brakować miejsca do życia. Granic na lądzie nie dało się przesunąć bez wojny z sąsiadami, jedynym sposobem zdobycia terenu było wydarcie go morzu.

Singapur nie miał własnych zasobów piasku potrzebnego do stworzenia sztucznego lądu, więc musiał go importować. Przewiezienie 500 mln ton kosztowało fortunę, w efekcie zdewastowano dziesiątki kilometrów wybrzeża sąsiedniej Malezji. W 1997 roku władze tego kraju zakazały dalszego eksportu. Singapurskie firmy zaczęły więc eksploatować Indonezję – zniszczyły 24 wysepki. Dziś nie ma ich już na mapach. W 2007 r. rząd Indonezji też wprowadził piaskowe embargo. Cena tony piasku w Singapurze skoczyła z 3 do 190 dolarów! 

Wiele budów stanęło, inwestorzy rozpaczliwie szukali nowych dostawców. Wietnam najpierw zwiększył siedmiokrotnie wydobycie, ale ze względu na własny boom i on ograniczył eksport, podobnie jak Tajlandia. Chin nawet nie pytano, gdyż w tym samym czasie zakazały eksportu piasku na Tajwan. Na wielką skalę ruszył więc przemyt, głównie z Kambodży i Birmy. Z czasem udało się zawrzeć także legalne umowy, cena tony piasku spadła do 45–50 dol. i Singapur zdołał powiększyć terytorium o jedną piątą.

Nie ma piasku na pustyni

To, co dla Singapuru było koniecznością, w bogatym Dubaju stało się kaprysem. Aby usypać sztuczne wyspy w kształcie palmy i mapy świata, sprowadzono 600 mln ton piasku (więcej niż wynosi roczne zapotrzebowanie Polski). Co prawda Półwysep Arabski pokrywa gigantyczna pustynia, jednak taki piasek się nie nadaje – jest zbyt miałki i sypki, więc szybko zostałby wypłukany przez wodę.