Już za 150 tysięcy dolarów można kupić sobie nieśmiertelność. Tak przynajmniej twierdzą firmy krioniczne, oferujące zamrażanie ludzi. Ich klienci po zejściu z tego świata trafiają do gigantycznych termosów, w których panuje temperatura około 200 st. C poniżej zera. Tam mają doczekać czasów, gdy naukowcy będą potrafili przywrócić im życie, zdrowie i młodość. Choć dokładne dane nie są publikowane, na całym świecie zabiegowi „mrożenia na wieczność” poddało się łącznie co najmniej kilkaset osób. W cenie jest także zahibernowanie ukochanego psa czy kota oraz kilku ulubionych książek...

Sęk w tym, że nikt nie daje zahibernowanym ludziom gwarancji bezpiecznego odmrożenia. A w świetle najnowszych badań zabiegi krioniczne tracą sens. Aby osiągnąć stan zbliżony do hibernacji, nie potrzeba wcale trzaskającego mrozu. Wystarczy uruchomić mechanizmy, które drzemią w naszych organizmach od pradawnych czasów. A wówczas możliwe będzie nie tylko spowolnienie procesu starzenia, ale także skuteczne leczenie ofiar wypadków, zawałów serca czy chorych na raka.

Sarkofag złudzeń

Pomysł na zamrażanie ludzi nie jest wcale nowy. Przedstawił go już w 1962 r. Robert Ettinger w pasjonującej książce „The Prospect of Immortality” („Perspektywa nieśmiertelności”). Zamrożenie miało powstrzymać tkanki przed nieuchronną degeneracją i rozpadem – trochę tak jak w przypadku mięsa w zamrażarce. Ideę wyśmiano zarówno w książkach, jak i filmach (np. we francuskiej komedii „Hibernatus” z Louisem de Funesem w roli głównej), ale nie trzeba było długo czekać na jej realizację. Pierwszy człowiek został pośmiertnie zamrożony w ciekłym azocie w styczniu 1967 roku.

Wbrew chętnie powtarzanej miejskiej legendzie nie był nim Walt Disney, lecz zmarły na raka płuc 74-letni profesor psychologii James H. Bedford z University of California. Jego ciało do dziś jest troskliwie przechowywane w sarkofagu, obsługiwanym przez firmę Alcor. Dwukrotnie – w 1970 i 1990 roku – Bedford był przenoszony do nowego, bardziej zaawansowanego technicznie pojemnika. „Obejrzeliśmy go przy tej okazji. Wyglądał świetnie!” – zapewnia Diane Cremeens z Alcoru.

Jednak zdaniem niezależnych uczonych więcej w tym optymizmie marketingu niż jakichkolwiek podstaw naukowych. „Pojedyncza komórka może przeżyć zamrażanie, o ile zastosuje się odpowiednie substancje chroniące ją przed uszkodzeniem, a cały proces będzie przebiegał błyskawicznie. Teoretycznie w ten sam sposób można utrwalić tkanki, ale już nie cały narząd, a co dopiero organizm. Dla każdego typu komórek istnieje specyficzne optymalne tempo mrożenia. Przy zabiegu krionicznym całe ciało schładzane jest tak samo, a więc w najlepszym razie zachowa się tylko część komórek. Reszta zostanie nieodwracalnie zniszczona przez kryształy lodu, które zresztą mogą tworzyć się także podczas rozmrażania” – wyjaśnia prof. Ralph Scurlock z University of Southampton, specjalista od krioniki medycznej.

Zwolennicy krioniki upierają się, że w przyszłości – np. dzięki wysoko rozwiniętej nanotechnologii – możliwe będzie naprawienie zniszczeń wywołanych przez procedury mrożenia i rozmrażania. Ale czy uda się przywrócić także wspomnienia i osobowość zamrożonej osoby, zapisane w niezliczonych kombinacjach połączeń między neuronami? Delikatnie mówiąc, mało prawdopodobne.