Wywodzący się z San Francisco start-up Atlas zaprezentował model Atlas 1.0 i jego cel brzmi trochę jak coś z science fiction, bo ma… czytać w naszych myślach. No, może nie tak do końca, bo nie będzie wiedział, czy akurat rozmyślamy o nowej książce, pracy czy filmie do obejrzenia wieczorem. Będzie natomiast śledził to, jak pracuje nasz mózg w ciągu dnia i precyzyjnie wskaże momenty, gdy nasza uwaga drastycznie spadła.
Miniaturowe EEG, które przyklejamy za uchem
Sam pomysł na badanie fal mózgowych nie jest nowy, bo EEG od lat wykorzystywane jest w medycynie i zaawansowanych laboratoriach. Do tej pory technologia ta kojarzyła się jednak z niezbyt wygodnymi czepkami pełnymi kabli i żelu. Atlas zamknął to natomiast w filigranowej formie, która przypomina małą naklejkę mocowaną bezpośrednio na skórze za małżowiną uszną.
Urządzenie działa w sposób ciągły, łącząc w sobie mikroskopijny moduł EEG z czujnikiem reakcji skórno-galwanicznej, akcelerometrami monitorującymi ruch oraz mikrofonami analizującymi naszą aktywność mowy. Producent uspokaja od razu wszystkich dbających o prywatność – algorytmy nie nagrywają ani nie analizują treści wypowiadanych słów, a jedynie wzorce mowy, tempo oraz dynamikę głosu. Wszystkie te odczyty biometryczne trafiają w czasie rzeczywistym do autorskiego systemu napędzanego sztuczną inteligencją.
System ten ciągle przelicza dane, wyciągając wnioski na temat poziomu naszej koncentracji, zmęczenia, zużycia energii mentalnej oraz poziomu stresu podczas konkretnych czynności. Potem wystarczy otworzyć aplikację na telefonie i sprawdzić tam czarno na białym, jak nasz mózg reagował na pracę w skupieniu, spotkania firmowe, stresujące maile czy czas spędzony z rodziną.
Odpowiedź na pytania, których sami sobie nie zadajemy
Założyciele marki podkreślają, że nie chodzi tu o kolejne suche wykresy dla entuzjastów cyfrowego biohackingu. Atlas ma pomóc nam odpowiedzieć na bardzo głębokie, ludzkie pytania, które w pędzie codzienności zbyt często ignorujemy. W aplikacji możemy sprawdzić, czy naprawdę byliśmy w pełni obecni podczas rodzinnego obiadu, przy jakich ludziach czujemy się najbardziej sobą i czy presja czasu rzeczywiście mobilizuje nas do lepszej pracy, czy jedynie paraliżuje nasze myślenie.

Pomysł polega na tym, by po kilku miesiącach ciągłego noszenia czujnika stworzyć spersonalizowaną mapę naszych wzorców zachowań. Zamiast zgadywać, co nam służy, dostajemy twarde dane, które pozwalają zidentyfikować nawyki, otoczenie oraz ludzi gwarantujących nam najwyższą wydajność i wewnętrzny spokój. Twórcy chwalą się, że ich algorytmy zostały wytrenowane na gigantycznej bazie danych obejmującej ponad pół miliona nagrań aktywności mózgowej, co ma zapewnić wysoką dokładność analiz.
Na razie to bardzo kosztowna innowacja
Nie da się ukryć, że wizja regulowania i sprawdzania swojej uważności może być dla wielu osób pociągająca. Jednak na pewno barierą będzie tu cena, bo czujnik Atlas 1.0 kosztuje 500 dolarów na start (czyli około 1900 złotych). Na tym nie koniec wydatków, ponieważ urządzenie wymaga stale wymiennych nakładek samoprzylepnych z sensorami oraz subskrypcji na usługi AI, co wiąże się z opłatą w wysokości 30 dolarów miesięcznie. W cenie zakupu urządzenia otrzymujemy pakiet obejmujący pierwsze trzy miesiące użytkowania. Przedsprzedaż na stronie producenta już ruszyła, a pierwsze przesyłki mają trafić do klientów w pierwszym kwartale 2027 roku.

Choć wysoka cena i konieczność płacenia stałego abonamentu sprawią, że Atlas 1.0 pozostanie wyłącznie gadżetem dla najbardziej dociekliwych entuzjastów nowinek technologicznych, pokazuje on wyraźnie, w jakim kierunku zmierza branża urządzeń zdrowotnych.
Sama koncepcja jest na pewno bardzo intrygująca. W dobie powszechnego rozproszenia obecność staje się nową walutą. Zastanawiam się jednak, na ile cyfrowe dane będą w stanie pomóc nam w walce z nawykiem sięgania po telefon, skoro to właśnie aplikacje i ekrany są głównym źródłem naszego rozkojarzenia. Z drugiej strony, o czym już alarmują eksperci, technologia EEG będzie kształtować nasze mózgi i warto już wcześniej zastanowić się, nad tym jaki to będzie miało wpływ na nasze życie, poczucie własnej tożsamości czy emocje. Kto powinien regulować dostęp do danych neuronowych i co w ogóle się z nimi stanie? Pytań jest wiele i choć technologia jest wciąż nowa, dobrze byłoby zastanowić się nad tym odpowiednio wcześnie.
