Kim zostanę w przyszłości? Jak ojciec, będę żeglował po morzach i odkrywał nowe lądy!”. Zapewne takie właśnie plany snu­li dorastający Miguel, Vasco Anes i Gaspar, pod­rywając dziewczęta w komnatach pałacu guber­natora wyspy na Azorach. Porządek społeczny w Europie w XV w był prosty: syn monarchy był przeznaczony do władania państwem, a po­tomka kowala edukowano tak, by w przyszło­ści prowadził kuźnię rodzica. Zaś w rodzinie Corte-Real z ojca na syna przekazywano tajniki sztuki żeglowania. I nie byłoby w tym nic sen­sacyjnego, gdyby nie fakt, że mowa o prawdo­podobnych odkrywcach Ameryki!

NOWA ZIEMIA DORSZA

Klan Corte-Real był bardzo oddany pań­stwu portugalskiemu. Już samo nazwisko - a raczej zaszczytny pseudonim rodowy „Corte-Real” - dosłownie oznacza, że pozostawał blisko „królewskiego dworu”. Członkowie szlacheckiego rodu wysyłali swe latorośle na studia, m.in. z matematyki i astronomii, gwarantujące im wszechstronne żeglarskie kwalifi­kacje. A dzięki względom w lizbońskim Pałacu Królewskim mogli również liczyć na kapitał potrzebny do finansowania wypraw.

Pierwszym z rodziny, który zyskał sławę, był Joao Vaz Corte-Real. Z historycznych doku­mentów, które dziś spoczywają w Narodowym Archiwum Torre Tombo w Lizbonie, wynika, że infantka królewska Beatrycze nadała mu status gubernatora Angry. To stolica wyspy Terceira w archipelagu Azorów.

Ze względu na lokalizację na Atlantyku, na zachód od Lizbony, Azory służyły Portugalczykom za cenny strategicznie port. Studium „Saudades da Terra”, które 100 lat później sporządził kronikarz Gaspar Frutuoso, wskazuje, że nominacja miała być nagrodą dla Joao Vaza za od­krycie lądu nazwanego „Nową Ziemią Dorsza” (Terra Nova do Bacalhau).

Dziś historycy spierają się, który to ląd ochrzczono nazwą ryby. Sprawa może wiązać się z pewną legendarną wyprawą, którą około 1470 r. mieli wspólnie przed­sięwziąć królowie Portugalii i Danii. Okrętowi pod banderą portugalską kapitanował po­noć Joao Vaz Corte-Real, natomiast interesy Chrystiana I reprezentowali kaprzy Didrik Pining i Hans Pothorst oraz nawigator Johannes Scolvus (któremu Joachim Lelewel przypisywał polskie pochodzenie i identyfikował z Janem z Kolna). Według publikacji dr. Sofusa Lar- sena z Uniwersytetu Kopenhskiego wyprawa rozpoczęła się w Bergen w Norwegii, potem uzupełniła zapasy na Islandii, częściowo opłynęła Grenlandię i ostatecznie dobiła do brze­gów nowofundlandzkich lub labradorskich. Oznaczałoby to, że dopłynęła do Ameryki 20 lat przed Kolumbem!

Nigdy pewnie nie uzyskamy jasnego dowodu na to, że rzeczywiście tak było i że w tym odkryciu wziął aktywny udział Joao Vaz Corte-Real. Jednak legendę podsyca etymo­logia nazwy „Nowa Fundlandia”. Po łacinie i po portugalsku brzmi po prostu Terra Nova. Globus Frisiusa z 1536 r. ukazuje dwa lądy w okolicach kręgu polarnego na zachód od Grenlandii: Terra Corterealis oraz Baccalearum Regio. Co więcej, także dziś u wybrzeży nowofundlandzkich leży mała wyspa o nazwie Baccalieu, która nasuwa skojarzenia z portu­galskim bacalhau (dorsz), a rybacy portugalscy wciąż zapuszczają się na zachodnioatlantyckie łowiska bogate w ten gatunek ryb. Wszak nie bez powodu mawia się, że w Portugalii dorsza serwuje się na 365 sposobów.

ZERWANA BRATERSKA WIĘŹ

Joao Vaz zmarł w 1496 r., pozostawiając ! majątek siedmiorgu dzieciom. Trzech synów s - Miguel, Vasco Anes i Gaspar - wraz z błękitną \ krwią ojca odziedziczyło też bakcyla morskich i eksploracji. Był rok 1500: osiem lat wcześniej \ Krzysztof Kolumb dopłynął Santa Marią pod s hiszpańską banderą do Karaibów, które przez l pomyłkę wziął za fragment Azji. Zaś Amerigo \ Vespucci, także w służbie hiszpańskiego króla, powoli dochodził do wniosku, że „Indie” ś Kolumba to nowy kontynent. I Nowy Świat.

Portugalczycy, którzy od czasów Henryka Żeglarza i akademii morskiej w Sagres (ośrod­ka dla nawigatorów, założonego w fortecy przy Przylądku św. Wincentego w XV w.) rozwijali nawigacyjne know how, zazdrościli sukcesów sąsiadowi ze wschodu. Co prawda na prze­łomie 1497 i 1498 r. Vasco da Gama opłynął Afrykę i dotarł do Indii właściwych, lecz szlak ten był długi i pełen zagrożeń. Doświadczył tego m.in. Bartolomeu Dias, który utonął pod­czas sztormu przy Przylądku Dobrej Nadziei (sam nazwał go Przylądkiem Burzowym).

 

Król Portugalii Manuel I - władca o otwar­tym umyśle, wspierający politykę oceanicz­nych eksploracji - powierzył więc Gasparowi Corte-Real weryfikację, czy istnieje krótszy, północno-zachodni korytarz do azjatyckich królestw. Odkrywane po drodze lądy miały być anektowane przez Portugalię. Pierwszą wyprawę Gaspar odbył w 1500 r. Jednak pły­nąc wzdłuż wschodniego wybrzeża ziemi Terra Verde (Grenlandia), osiągnął strefę wiecznego lodu i musiał zawracać. Dotarłszy do Lizbony, zdołał namówić króla, by sfinansował następną próbę. Ta wyprawa miała okazać się tragiczna.

Gaspar, a także Miguel, który planował to­warzyszyć młodszemu bratu, pamiętali zapew­ne opowieści o Terra Nova do Bacalhau. A być może nawet, co sugeruje kilku historyków, sami uczestniczyli w wyprawie ojca. Wyposa­żywszy trzy karawele, postanowili w 1500 r. popłynąć śladami Joao Vaza. Najpierw dobili do półwyspu Labrador, by - udawszy się po­tem na południe - zobaczyć Nową Fundlandię. Ukazał im się Nowy Świat, którego obce i egzotyczne elementy europejskim zwyczajem zapragnęli zawieźć na dwór królewski w Lizbo­nie. Schwytali 57 tubylców. Zapewne wtedy bracia zdecydowali, by się rozłączyć. Miguel wyruszył z powrotem na wschód do Portuga­lii, a Gaspar - nie chcąc zawieszać poszukiwań północno-zachodniego korytarza - skierował się na południe. I tu urywa się po nim ślad.

Gaspar nie wracał przez kilka mie- , sięcy. Braterskim obowiązkiem starszego Miguela-przeczuwającego, że okręt brata zatonął podczas burzy - stała się organi­zacja ekspedycji, która wyruszyłaby z po­mocą ewentualnym rozbitkom. W1502 r. na czele trzech okrętów obrał ten sam kurs na Nową Fundlandię. Statki krążyły u wybrzeży wyspy, aż Miguel postanowił, że w celu skuteczniejszych poszukiwań powinny się rozdzielić. Wówczas maryna­rze z pozostałych statków po raz ostatni widzieli jego karawelę. Starania trzeciego z braci Vasco Anesa, wówczas guberna­tora Teicery, by przedsięwziąć następną misję ratunkową, spełzły na niczym. Mo­narcha, mając na uwadze nikłe szanse na to, że Miguel i Gaspar przeżyli, pożałował pieniędzy z królewskiego skarbca.

KAMIEŃ SKRYWA TAJEMNICĘ

Aż do XX w. historycy podzielali pesy­mizm króla Manuela i sądzili, że statek Miguela rozbił się, zabierając załogę na dno. Jednak po­nad 100 lat temu, w 1912 r., profesor Edmund Delabarre połączył historię Corte-Reala z in­trygującym 40-tonowym głazem z Ameryki. Spoczywał w korycie rzeki Taunton w okoli­cach miasta Dighton w stanie Massachusetts na wschodnim wybrzeżu USA. Kamień pokry­wały geometryczne petroglify, które sprawiały wrażenie, że zostały wyryte chaotycznie. Pod wpływem erozji zatarły się tak, że nikt nie po­trafił ich odczytać. Jednak prof. Delabarre od­nalazł wśród nich krzyż portugalskiego Zakonu Chrystusa, herb Portugalii, a także żłobioną inskrypcję MIGVEL CORTEREAL i rok 1511. Jeśli znaki zostały naniesione ręką Miguela, oznacza to, że portugalski żeglarz spędził w „dziczy” Nowego Świata co najmniej 9 lat!

Teza Delabarre’a, choć krytykowana i ne­gowana, rzucała nowe światło na barwne losy klanu, który dziś w Portugalii otacza wielki szacunek. Już w szkole podstawowej młodzi Portugalczycy uczą się, że przed Kolumbem w Ameryce przebywał ich rodak Joao Vaz Corte-Real. Zaś figura Gaspara znajduje się na Pomniku Odkrywców w Lizbonie, skąd kiedyś wyruszały portugalskie karawele i karaki.

Co więcej, studium Delabarre’a o Miguelu Corte-Real, który rzekomo przeżył kata­strofę, spotyka się tu z aprobatą. Kilkadziesiąt metrów od Pomnika Odkrywców ustawiono replikę skały z Dighton, na której uwypuklono symbolikę portugalską. Czy to racjonalne spoj­rzenie oparte na historycznych dowodach, czy też miejscowe saudade - tęskne wspomnienie zeszłych wieków?