Po tym, jak choroba została ostatecznie wyeliminowana w 1979 r., wirusy ospy przechowywane są w dwóch miejscach na świecie. Pierwsze to amerykańskie Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom (CDC) w Atlancie, drugie - rosyjski ośrodek VECTOR w obwodzie nowosybirskim. Parę dni temu serwis Smithsonian.com napisał, że eksperci WHO zastanawiają się, czy przechowywanie patogenów nieistniejącej choroby ma w ogóle sens.

Ospa była skutecznym i utalentowanym mordercą - po zakażeniu najbardziej zjadliwymi szczepami umierał nawet co trzeci chory. Szacuje się, że tylko w XX w. ospa zabiła na całym świecie 300 mln ludzi. Stanowiła najskuteczniejszą broń Europejczyków podbijających Nowy Świat - to właśnie ona, a nie broń palna czy konie, rzuciła na kolana Azteków i Inków (szacuje się, że po zetknięciu się z Hiszpanami na ospę zmarło nawet 95 proc. populacji Inków). Wyeliminowaliśmy ją dopiero w II połowie XX w., produkując skuteczne szczepionki.

Próbki wirusa jednak pozostały. W 1984 r. zdecydowano, że trafią do Ameryki i Rosji. Od kilku lat trwa debata nad ich losem - już w 2011 r. proponowano likwidację patogenów. Argumenty za były proste: Variola został zsekwencjonowany, do testowania szczepionek mogą posłużyć jego mniej groźni kuzyni, np. wirus ospy małpiej, zaś trzymanie próbek może rodzić podejrzenia o prowadzenie prac nad bronią biologiczną (a taką właśnie, wykorzystującą wirusa ospy, testowano w czasach zimnej wojny).

Argumenty przeciw eksterminacji ospy są równie proste: próbki Variola mogą się jeszcze przydać do celów naukowych. Bo co się stanie, jeśli ktoś wykopie mumię lub zwłoki zmarłego na ospę? Takie przypadki się zdarzają - np. w Nowym Jorku w 2011 r. podczas budowy natrafiono na zwłoki kobiety, która zmarła na ospę w XIX w. Znalezisko zostało szybko zabezpieczone przez epidemiologów, którzy przy okazji przyznali, że nie wiedzą, jak długo wirus może przetrwać w ludzkich szczątkach i pozostać zjadliwy. Jest więc możliwe, że przyjdzie nam jeszcze - za 10 lub 50 lat - walczyć z tą chorobą, do czego przydadzą się próbki wirusa.

Dodatkowy argument za darowaniem ospie życia jest ze swej natury spiskowy: otóż wcale nie ma pewności, że oficjalne próbki wirusa to jedyne, jakie istnieją. Podejrzewa się, że ospę mogą przechowywać kraje takie jak Chiny, Irak, Izrael czy Kuba. A także osoby prywatne - Rosjanie, którzy po upadku ZSRR wyjechali na Zachód (krzywię się, pisząc to, bo nie lubię teorii spiskowych; z drugiej strony jednak eksperci WHO decydując o przyszłości bakcyla będą brali pod uwagę również tego rodzaju ewentualności z Bonda rodem).  

A wy co sądzicie? Ja pomyślałam, że ostatnie oficjalne szczepy Variola powinny trafić do np. muzeum pokonanych chorób (które należałoby naturalnie wpierw założyć). Moglibyśmy trzymać tam rozmaite mikroby-kurioza, które szczęśliwie nie mają już dostępu do naszych ciał.

Takie jak np. patogeny wywołujące chorobę kuru, która dziesiątkowała nowogwinejskie plemię Fore. Było to plemię kanibali - priony atakowały głównie dzieci, które nieopatrznie oblizywały palce podczas zabawy nieugotowanymi jeszcze mózgami ofiar (informacja ta pochodzi z książki Jareda Diamonda ”Strzelby, zarazki, maszyny”; w internecie można znaleźć inne wyjaśnienie - zarażanie się następowało podczas rytuałów, w czasie których dochodziło do kontaktu z krwią chorego). W 1959 r. zakazano praktyk kanibalistycznych i kuru powoli zanika. Może więc mamy właśnie ostatnią szansę, by zamknąć ją, razem z ospą, w muzeum osobliwości?

Warto poczytać: