W roku 2006 powstał film dokumentalny „Kto zabił samochód elektryczny?”. Jego twórcy postawili śmiałą tezę, że na świecie zawiązano spisek przeciwko producentom elektrowozów. Kto miał z nimi walczyć? Oczywiście wielkie koncerny motoryzacyjne. Na ekranie o swoich kłopotach opowiadał Elon Musk. Mówią o nim, że to alter ego kinowej postaci Iron Mana. Wynalazca, miliarder, wizjoner, a w dodatku robi pieniądze na szalonych autach elektrycznych. Amerykanie bardzo lubią takie wyraziste postaci.

Marzenia serbskiego wynalazcy

Musk urodził się 44 lata temu w RPA, skąd wyemigrował, uciekając przed służbą wojskową. Trafił do Ameryki, gdzie bez skutku próbował skończyć studia z fizyki. Później stworzył firmę zajmującą się oprogramowaniem. W połowie lat 90. komputery dawały ogromne możliwości zarabiania pieniędzy, zaś Musk wykorzystał swoją szansę w 500 procentach. Stworzył platformę umożliwiającą rozliczenia w internecie. Na sprzedaży doskonale wszystkim znanego PayPala zarobił pierwsze miliony. W 2003 roku Musk razem z kilkoma wspólnikami założył Tesla Motors. W samym środku Doliny Krzemowej powstała firma, której celem była produkcja seryjnego auta sportowego z napędem elektrycznym. Nazwa nie jest przypadkowa. Muska od dawna fascynował ekscentryczny serbski wynalazca, autor 300 patentów, wynalazca radia, prądnicy prądu przemiennego oraz prekursor robotyki. Zmarły w 1943 roku Nikola Tesla pracował nad „energią promienistą”, która pozwoliłaby dostarczać prąd bezprzewodowo. Był ekstrawaganckim wizjonerem, a więc idealnie pasował do firmy chcącej dokonać rewolucji w motoryzacji.

Elektryki na zakręcie

Tesla Motors miała dobry start – mimo zawirowań finansowych firma zadebiutowała na giełdzie i rozpoczęła sprzedaż zaprojektowanych wraz z Lotusem Roadsterów. Później do małego sportowego coupé dołączył duży sedan Tesla S, teraz mówi się o elektrycznym SUV-ie (kodowo nazywanym X), który w niedalekiej przyszłości powinien wyjechać na drogi. Do sukcesu finansowego wciąż jest jednak daleko. Tesla przynosi straty i to liczone ostatnio na ponad 100 mln dol. Musk nadrabia miną, ale sytuacja jest poważna. Sprzedaż idzie zbyt wolno. W zeszłym roku kupców znalazło zaledwie 30 tysięcy elektrowozów. Musk wprawdzie uważa, że za kilka lat – jak podaje Gazeta.pl – zacznie sprzedawać nawet pół miliona maszyn rocznie, ale na razie to tylko szumne i niczym niepoparte zapewnienia.

Dlaczego tesla jest inna?

Tesla S to samochody drogie, za które za oceanem trzeba zapłacić przynajmniej 71 tys. dolarów. Topowy model kosztuje 105 tys., co w USA przewyższa cenę... Porsche 911. Elektryczne auto nie pojedzie tak szybko jak porsche (choć przekracza 200 km/godz.), ale pod względem dynamiki bije 911 Carrera 4S na głowę – przyspiesza do setki w zaledwie 3,4 sekundy. Dwa silniki (po jednym na każdej osi) dają napęd na wszystkie koła. Inne elektrowozy są mniejsze i mają stosunkowo krótki zasięg, Tesla S – z najlepszym zestawem baterii – przejedzie nawet 430 km.

Tesla to również, a może nawet przede wszystkim, samochód „inteligentny”. Sedan trzyma się pasa, a gdy zechcemy go zmienić, wystarczy włączyć... kierunkowskaz. Kolejny krok to tzw. autopilot, czyli urządzenie sterujące maszyną jak autopilot w samolocie. W przyszłości tesla sama sprawdzi nasz kalendarz, wybierze najkrótszą i najszybszą drogę do celu, otworzy drzwi garażu, wyjedzie na zewnątrz i pojedzie samoczynnie, żeby kierowca mógł sobie odpocząć i mile spędzić chwile w czasie jazdy. Taka wizja wydaje się futurystyczna, ale auta konstruowane przez inżynierów Muska są już dziś solidnie zautomatyzowane. W kwestii podróżowania autonomicznego, czyli bez kierowcy, nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa. To Elon Musk najwyraźniej chce postawić kropkę nad i.