Psychologowie zwracają uwagę, że dzięki emocjom adaptujemy się do sytuacji, na przykład złość pomaga walczyć, strach szybciej uciekać, a troska ciężej pracować. Podobnie jest ze smutkiem. „Ludzie w negatywnym nastroju są bardziej czujni, zwracają więcej uwagi na nowe informacje. Dobry humor zaś powoduje, że stajemy się mniej ostrożni i bardziej zwróceni na siebie niż na otoczenie” – mówi australijski psycholog prof. Joe Forgas, który w wielu eksperymentach dowiódł, że dobry humor prowadzi czasem do niezbyt dobrych konsekwencji. Choćby do tego, że zaczynamy myśleć stereotypowo i bardziej się uprzedzamy do mniejszości etnicznych i religijnych. W  2008 r. prof. Forgas zaprosił 66 studentów do swojego laboratorium i polecił im grać na komputerach w grę-strzelankę. Zadanie polegało na tym, by celować do wrogów z bronią w ręku, a oszczędzać cywilów. Okazało się, że studenci, którzy przed rozpoczęciem gry deklarowali dobry humor, częściej niż ich koledzy w gorszych nastrojach „zabijali” cywilów w turbanach. W innym eksperymencie prof. Forgas wykazał, że osoby, które czują się w danym momencie szczęśliwe, wypadają gorzej, kiedy chcą przekonać innych do swoich poglądów: ich argumenty są mało konkretne i w rezultacie słabe. 

Jakby tego było mało, kiedy czujemy się radośnie, stajemy się samolubni. Podczas jednego z eksperymentów prof. Forgas puścił 36 studentom odcinek serialu komediowego „Hotel Zacisze”, tym samym poprawiając im nastrój, a 35 innym – smutny film „Prochy Angeli”, po którym poczuli się przygnębieni. Następnie zaś wręczył każdemu z badanych plik biletów na loterię i poinstruował, żeby zachować dla siebie, ile się chce, a resztę oddać koledze. I znów radośni nie wypadli najlepiej – z dziesięciu losów zatrzymali sobie średnio sześć, podczas gdy smutni rozdzielili bilety niemal równo. W innych eksperymentach prof. Forgas dowiódł, że osoby w pogodnym nastroju są gorszymi świadkami naocznymi (zmyślają więcej szczegółów), mają słabszą pamięć do detali i prędzej uwierzą kłamcy. 

Z opublikowanej w  2008 r. w „Organizational Behavior and Human Decision Processes” analizy 72 badań naukowych wynika też, że kiedy jesteśmy wyjątkowo szczęśliwi, spada nasza kreatywność. Choć ogólnie osoby szczęśliwe są bardziej twórcze od niezadowolonych z życia, po przekroczeniu optymalnego progu satysfakcji trend się odwraca i ci, którzy uważają się za „bardzo szczęśliwych”, wypadają gorzej od tych po prostu „szczęśliwych”. Autorzy analizy tłumaczą to tym, że wyjątkowo radosne osoby zamiast na pracy koncentrują się na własnych uczuciach, przez co ich twórczość traci na jakości. 

W pogoni za szczęściem

Jonathan Schooler, profesor psychologii na University of California w Santa Barbara, ostrzega, że uganianie się za szczęściem może się obrócić przeciwko nam. „Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, kiedy bycie szczęśliwym staje się naszym życiowym celem i cały czas analizujemy nasze uczucia” – mówi Schooler. W jednym ze swoich badań przepytał on 475 osób o plany na sylwestra. Sprawdzał m.in., czy oczekują, że będą się dobrze bawić. Po Nowym Roku skontaktował się z nimi ponownie. Okazało się, że aż 83 proc. było rozczarowanych noworoczną imprezą – a im bardziej ktoś liczył na to, że zabawa będzie przednia, tym większe było prawdopodobieństwo, że spotka go zawód. 

Również ciągłe monitorowanie, czy czujemy się szczęśliwi, nie wychodzi nam na dobre – zwykle kończy się tym, że jesteśmy... mniej szczęśliwi. „W jednym z moich eksperymentów wykazałem, że ludzie przekonani o tym, iż szlachetne uczynki uszczęśliwiają, czują się mniej radośni, jeśli zrobią coś dobrego niż osoby niemające takiej świadomości” – mówi Schooler. Do podobnych wniosków doszła Iris Mauss, psycholog z University of Denver, która w 2011 roku opublikowała wyniki badań z udziałem 69 kobiet. Te, które uważały, że szczęście jest w życiu bardzo ważne, po obejrzeniu optymistycznego nagrania, ukazującego radość łyżwiarki ze zdobycia złotego medalu, czuły się mniej radośnie niż te, dla których dążenie do szczęścia nie było aż tak istotne. W innym eksperymencie Mauss wykazała, że osoby, które wysoce cenią sobie szczęście, czują się bardziej samotne, kiedy przytrafia im się coś stresującego.

Gen szczęścia

Uparta gonitwa za szczęściem może też mijać się z celem, gdyż nasz poziom zadowolenia z życia jest w dużym stopniu dziedziczny. Naukowcy szacują, że geny odpowiedzialne są w 50–80 proc. za to, jak bardzo czujemy się szczęśliwi.

Do takich wniosków doszli między innymi uczeni z University of Minnesota, którzy przeprowadzili wywiady z ponad dwoma tysiącami bliźniąt. Główne cechy osobowości odpowiedzialne za poczucie życiowej satysfakcji to neurotyczność (przejawiająca się niską samooceną, nerwowością oraz małą odpornością na stres) i ekstrawersja (towarzyskość, aktywność, wielość zainteresowań). Ekstrawertycy są z zasady szczęśliwsi od zamkniętych w sobie introwertyków, a neurotycy mają się gorzej niż osoby bardziej zrównoważone emocjonalnie. Na dodatek to, co nas spotyka (wygrane na loterii, wypadki, śluby i rozwody), składa się tylko na 10–15 proc. poczucia zadowolenia z życia. Dzieje się tak dlatego, że łatwo przyzwyczajamy się do niemal wszystkiego, co się nam przytrafia, bez względu na to, czy jest to nagły awans, czy utrata nerki. Naukowcy nazywają to hedonistyczną adaptacją – im bardziej wydaje nam się, że przybliżamy się do szczęścia, tym bardziej się ono oddala. Jeśli zarabiamy 3000 zł na miesiąc, to porównujemy się do tych, którzy zarabiają 4000 zł i czujemy się źle. Jeśli zarabiamy 5000 zł, porównujemy się z tymi, którzy przynoszą do domu 10 000 zł – i też czujemy się źle. Dlatego noblista Daniel Kahneman radzi, aby inwestować w przyjemności, które się nie psują – zamiast drogiej lodówki, do której szybko się przyzwyczaimy, lepiej kupować sobie co tydzień butelkę dobrego wina, a zamiast drogiego samochodu – fundować sobie wyjścia z  przyjaciółmi do restauracji. 

Czy w takim razie powinniśmy odłożyć wszelkie poradniki „Jak być szczęśliwym” na półkę? „Można z nich wynieść sporo dobrego” – mówi June Gruber. „Ważne tylko, by nie brać pogoni za szczęściem zbyt serio. Kluczem jest umiar – w końcu smutek też  jest nam w życiu potrzebny. Rób to, co jest dla ciebie ważne, a nie to, co ma według jakichś ekspertów zapewnić ci szczęście”. Jak pisał w XIX wieku Nathaniel Hawthorne, autor „Szkarłatnej litery”: „Szczęście jest jak motyl: kiedy usiłujesz je złapać, zawsze wymyka ci się z rąk. Ale jeśli cichutko usiądziesz, to może samo do ciebie przyleci”.