GEOGRAFIA PORTY KOSMICZNE - KTO MA KOSMODROM?

Własnymi rakietami dysponują dziś nie tylko supermocarstwa

Do tej pory tylko trzy kraje – Rosja, USA i Chiny – były w stanie wysłać ludzi w kosmos. One też mają najwięcej kosmodromów, czyli miejsc, z których można wystrzelić pojazdy kosmiczne. Jednak lista państw, które dysponują takimi możliwościami, jest większa. Własne porty kosmiczne, umożliwiające start rakiet i np. wynoszenie satelitów na orbitę, posiadają także Japonia, Francja (w Gujanie Francuskiej), Indie, Izrael, Iran, Korea Południowa, Korea Północna i Nowa Zelandia.

Innymi słowy, chciały przesunąć granicę wspólnej przestrzeni kosmicznej ze 100 km na 35 tys. km od powierzchni Ziemi. Sygnatariusze porozumienia liczyli na zyski z „wynajmowania” orbity, ale nic z tego nie wyszło – inne państwa nie uznają deklaracji bogotańskiej, a miejsca satelitom wciąż przydziela Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (notabene jest to najstarsza na świecie globalna organizacja międzynarodowa).

DZIKI ZACHÓD NA ASTEROIDZIE

Na eksploracji kosmosu już dziś można nieźle zarabiać. Najprostszym przykładem są satelity telekomunikacyjne zapewniające łączność między odległymi punktami na Ziemi. Branża telekomunikacyjna ma dzięki nim bardzo konkretne przychody. SpaceX należąca do Elona Muska dostarcza już na Międzynarodową Stację Kosmiczną ładunki dzięki rządowym kontraktom. Podobne usługi ma świadczyć niedługo Blue Origin, kierowana przez Jeffa Bezosa, szefa Amazon.com i jednego z najbogatszych ludzi na świecie. Virgin Galactic miliardera Richarda Bransona od lat zapowiada uruchomienie turystycznych lotów kosmicznych – na razie do linii Kármána i z powrotem. Ogromne pieniądze może przynieść pozaziemskie górnictwo. Coraz więcej gałęzi przemysłu wykorzystuje tzw. metale ziem rzadkich, które – jak sama nazwa wskazuje – trudno znaleźć na naszej planecie. Nic dziwnego, ponieważ powstały w kosmosie, a na Ziemię trafiły podczas bombardowania przez komety i planetoidy miliardy lat temu.

HISTORIA - CO TO JEST KOSMOS 4.0 ?

CZTERY FAZY EKSPLORACJI
Czy w niedalekiej przyszłości każdy obywatel będzie miał udział w kosmicznej aktywności naszej cywilizacji?

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) podzieliła naszą dotychczasową aktywność w kosmosie na cztery fazy. Kosmos 1.0 to najdłuższy okres, obejmujący wszystkie obserwacje astronomiczne i prace teoretyczne nad lotami kosmicznymi. Faza 2.0 rozpoczęła się w 1957 r. od wystrzelenia pierwszego Sputnika przez Rosjan, a jej kulminacją był amerykański program Apollo i lądowanie na Księżycu 50 lat temu. W tym okresie eksploracja kosmosu była domeną dwóch supermocarstw i opierała się przede wszystkim na konkurencji. Faza 3.0 przesunęła akcenty na współpracę między państwami, a jej najlepszym przykładem jest Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS). Kosmos 4.0 według ESA ma być jeszcze bardziej demokratyczny – w planowaniu eksploracji przestrzeni pozaziemskiej mają wziąć udział nie tylko rządy i podległe im agencje kosmiczne, ale też firmy komercyjne, instytucje naukowe czy organizacje pozarządowe.

Teoretycznie wystarczy polecieć rakietą na takie ciało niebieskie, by uzyskać dostęp do ogromnych ilości neodymu, holmu, iterbu czy samaru. Te metale będą coraz bardziej
potrzebne m.in. do produkcji samochodów elektrycznych i ogniw fotowoltaicznych. Z kolei na Księżycu znajdują się bogate zasoby helu-3, który w przyszłości ma dostarczać nam ogromnych ilości energii dzięki fuzji termojądrowej.

Pytanie brzmi, do kogo należałyby wydobyte w ten sposób surowce? Traktat z 1967 r. nie przewidywał czegoś takiego. Dlatego w 1979 roku w ramach ONZ opracowano „Układ księżycowy”, który w teorii reguluje różne aspekty związane z eksploracją naszego naturalnego satelity. Na mocy tego dokumentu zasoby Księżyca są uznawane za wspólne dziedzictwo ludzkości, a państwa czy firmy, które by je eksploatowały, musiałyby dzielić się zyskami z całym światem. Niestety, układ podpisały tylko mniejsze państwa.

ASTRONAUTYKA CZYM JEST LINIA KÁRMÁNA- GDZIE ZACZYNA SIĘ PRZESTRZEŃ KOSMICZNA?

Atmosfera ziemska staje się coraz rzadsza i trudno wskazać ostrą granicę między nią a kosmosem

Odpowiedź na to pytanie próbował znaleźć m.in. amerykański inżynier Theodore von Kármán. W latach 60. ubiegłego stulecia obliczył, że na wysokości ok. 100 km siła nośna pochodząca od ziemskiej atmosfery jest na tyle mała, że samoloty nie mogłyby już tam latać (a dokładniej – mogłyby, ale z prędkością ponad 28 tys. km/godz., typową już dla
pojazdów kosmicznych). Dlatego umowną linię rozgraniczającą atmosferę ziemską od kosmosu nazwano linią Kármána. Większość państw i organizacji respektuje tę granicę.

Wyjątkiem jest np. marynarka wojenna USA, która uważa, że kosmos zaczyna się wcześniej – na wysokości 50 mil, czyli około 80 km. Na tej wysokości kończy się warstwa atmosfery zwana mezosferą, a zaczyna się termosfera.