260 lat doświadczenia
W Wielkiej Brytanii Salter stał się niemal synonimem całej kategorii produktów. Jego wagi kuchenne czy łazienkowe od pokoleń stoją w domach Brytyjczyków, a historia firmy sięga niemal do czasów rewolucji przemysłowej, bo do odległego 1760 roku. Zaczynało się niepozornie: od niewielkiego warsztatu rzemieślnika Richarda Saltera w małym angielskim miasteczku Bilston, produkującego sprężyny i pierwsze precyzyjne wagi. Dzisiaj, po ponad dwuipółwiecznej ewolucji, ten brytyjski klasyk – za sprawą oficjalnej dystrybucji 4cv – wreszcie rozgości się na polskich blatach.
Nie mamy tu jednak do czynienia z zakurzoną pamiątką z muzealnych gablot. Salter wkracza do Polski z ofertą, która w przemyślany sposób łączy nostalgiczne, brytyjskie wzornictwo z technologiami, bez których trudniej wyobrazić sobie współczesne, szybkie gotowanie. Tak, wśród nich znalazł się również air frayer.
Nie jest przecież tajemnicą, że frytkownice beztłuszczowe na dobre opanowały nasze kuchnie. Wiele z nich cierpi jednak na tę samą dolegliwość: ogromne obudowy z dwoma koszami umieszczonymi obok siebie potrafią bezlitośnie zająć połowę blatu roboczego. Brytyjczycy postanowili podejść do tego tematu z perspektywy urbanistycznej i pójść… w górę.

Gwiazdą otwarcia polskiej oferty stał się więc Salter Verticook Ultra 9 l. To frytkownica bezolejowa o unikalnej, pionowej konstrukcji. Posiada dwie odrębne szuflady (po 4,5 litra każda) ułożone jedna pod drugą, dzięki czemu sprzęt zachowuje imponującą pojemność aż 9 litrów, zajmując przy tym drastycznie mniej miejsca niż klasyczne, dwukomorowe modele.

Pod kątem specyfikacji zdecydowanie nie ma na co narzekać. Mamy tu potężny system o mocy 2400 W, który potrafi rozgrzać się aż do 230°C. Funkcje Sync oraz Match pozwalają na jednoczesne przygotowywanie dwóch zupełnie różnych składników (np. ryby i warzyw) tak, aby urządzenie automatycznie zgrało czas ich zakończenia. To akurat świetna opcja, gdy chcemy większość obiadu przygotować w air frayerze. Do tego nie można również nie wspomnieć o nieprzywierającej powłoce PFLUON, którą pokryto wnętrze komór – po skończonym gotowaniu nie trzeba będzie mozolnie szotować przypalonych resztek, wszystko gładko usuniemy.

Urządzenie zadebiutowało w dwóch wersjach kolorystycznych: eleganckiej, uniwersalnej czerni w wycenie 459 zł oraz czystej bieli wycenionej na 569 zł.
Śniadaniowy pastelowy urok. Kolekcja Retro rozjaśni każdy poranek
Mnie jednak najbardziej urzekła linia Salter Retro, która z minimalizmu technicznego przeskakuje w przytulną estetykę cieszącą oko. To duet złożony z pojemnego czajnika oraz tostera, ubranych w charakterystyczne, miękkie linie nawiązujące do wzornictwa połowy XX wieku oraz pudrowo-różową kolorystykę. To na pewno odważny wybór, oferować takie urządzenia w podobnym kolorze, ale jeśli ktoś nie boi się różu, mogą stanowić naprawdę świetny dodatek do kuchni.

Oczywiście producent nie zapomniał, że to nie wygląd jest najważniejszy i mocno skupił się na ich funkcjonalności, jednak bez zbędnych dodatków. Pojemny czajnik (1,7 litra) z obrotową podstawą 360° i filtrem antywapiennym łączy w sobie vintage’owy klimat z bezpieczeństwem współczesnych grzałek. Toster oferuje z kolei płynną regulację stopnia opiekania, podwójne szerokie szczeliny na grubsze kromki pieczywa oraz przydatne funkcje rozmrażania czy podgrzewania. Wprowadzenie tej serii pokazało, że małe AGD nie musi być nudne i czarne – może stanowić najbardziej charakterystyczny, ozdobny punkt w aranżacji całej kuchni. Za czajnik z serii Retro zapłacimy 179 zł, natomiast toster to wydatek rzędu 219 zł, więc to całkiem rozsądne kwoty.
Patrząc na te nowości, z którymi Salter wchodzi na nasz rynek, mam wrażenie, że firma chce przekonać nas do siebie przede wszystkim kultywowanym przez stulecia pragmatyzmem. Nie próbuje powielać utartych schematów, robi coś nowego, ale przy tym nie udziwnia i nie wrzuca nam na siłę rozwiązać, które może i dobrze brzmią na plakatach marketingowych, ale w rzeczywistości nie są zbyt przydatne. Widać to zwłaszcza w przypadku air frayera. Ma on konstrukcję rozwiązującą powszechny problem braku miejsca, a w dodatku nie trzeba za taką wygodę płacić wiele. Wygląda na to, że 260 lat doświadczenia w projektowaniu domowego wyposażenia przekłada się na konkretne, życiowe pomysły.
