Zdaniem grafika Richarda Smitha kryzys finansowy, który podważył zaufanie do amerykańskiej waluty, stworzył jednocześnie znakomitą okazję do poprawy jej wizerunku. „Chodzi o to, by określić na nowo, czym Ameryka jest i czym już nie jest” – napisał w internetowym apelu. Zastrzegł, że nie zamierza podważać zasług prezydentów, których portrety widnieją na bank- notach, ale archaiczny wygląd pieniądza nie przystaje do epoki globalizacji i współczesnego oblicza Stanów. Dlatego trzeba go zmienić i dokonać – jak to zgrabnie określił – „redi$ignu” (przeprojektowania) dolara. Do udziału w przedsięwzięciu zaprosił zawodowców i amatorów. Postawił jeden warunek – nadsyłane propozycje muszą przypominać prawdziwe pieniądze.

Poczuj wagę pieniędzy

Część uczestników potraktowała projekt jako zabawę, część podeszła do sprawy poważnie i zwróciła uwagę na kwestie, których przeciętny użytkownik pieniędzy nie dostrzega – na kształt banknotów, wielkość, grubość, kolor. Rewolucyjną modyfikację zaproponowali graficy z agencji Dowling Duncan, proponując zmianę formatu papierowych pieniędzy z poziomego na pionowy, bo w taki sposób podajemy je kasjerom w sklepie. Automatycznie układamy banknoty pionowo i jest to odruch naturalny. Może więc warto pomyśleć nad złamaniem schematu poziomego nadruku? Projektanci z agencji Flashpoint uznali, że banknoty o różnych nominałach powinny się różnić wielkością. W uzasadnieniu również powołali się na codzienne doświadczenia. Potwierdzili, że jednakowy kształt dolarówek ułatwia wypłacanie ich z bankomatów, układanie w kasach czy szybkie przeliczanie, ale dla ludzi niedowidzących i zdenerwowanych jest koszmarem. Pierwsi nie są w stanie odróżnić 1 dolara od 10 czy 100, drudzy mylą się przy przeliczaniu bardzo do siebie podobnych pieniędzy. W wielu krajach wielkość banknotów już zróżnicowano, dlatego uczestnicy konkursu sugerują bardziej oryginalne rozwiązanie – pogrubianie ich wraz ze wzrostem nominałów. Dzięki temu każdy dosłownie poczułby wagę pieniędzy. Gdyby do produkcji zamiast papieru użyto tworzyw syntetycznych, można by banknotom nadać formę trójwymiarowego reliefu, czyli po prostu je rzeźbić. Rozwiązałoby to definitywnie problemy osób niedowidzących i niewidomych.

Dolara sponsoruje…

 

Dla większości uczestników ważniejsze od tworzywa było jednak to, co się na nim znajdzie. Becky Schwartz wymyśliła sposób na odstraszenie od dolarów wrogów Ameryki, zwłaszcza fundamentalistów islamskich. Zaproponowała, by na nowych banknotach umieścić podobizny George'a W. Busha, lalki Barbie i Supermana. Nieco inaczej na kultowe produkty Ameryki spojrzał Derek O'Connor, który  zamiast postaci chciałby wprowadzić na banknoty marki najbardziej znanych firm. Tradycyjny napis „In Got We Trust” (W Bogu nasza ufność) proponuje zastąpić informacją: „Sponsorowane przez…”, pod którą w zależności od nominału znalazłby się np. logo Coca-Coli, Burger Kinga, McDonald's... Bardziej uniwersalne przesłanie uwzględniono w projekcie Węgra Istvana Banyai: „Miłość jest bezcenna, za pieniądze jej nie kupisz”. Bianca Bernardi uznała, że pieniądz jednak ma swoją wartość i zaproponowała, by na każdym banknocie umieścić słowa „Thank You” wypisywane wraz ze wzrostem nominałów coraz większymi literami. Słusznie, bo jednak większe „Dziękuję” należy się za sto dolarów niż za jednego. Całkowity brak szacunku wykazał natomiast Gabriel Eid, który chciałby upodobnić amerykańskie pieniądze do paragonów z kasy fiskalnej lub biletów autobusowych, a wszystkie informacje poza nominałem i nazwą banku emisyjnego ukryć w kodzie kreskowym.

Bardziej serio i zgodnie z zasadami politycznej poprawności potraktowali wyzwanie designerzy z agencji Artomatic. Według nich unowocześnienie banknotów to pokazanie na nich współczesnych trendów cywilizacyjnych – równouprawnienia kobiet, przemian kulturowych, naprawiania krzywd wyrządzonych Indianom. Na banknocie jednodolarowym zamiast ojca niepodległości George'a Washingtona miałby się więc znaleźć Siedzący Byk, na pięciodolarowym tak jak obecnie Abraham Lincoln i dalej: John F. Kennedy, Barack Obama, indiańska przewodniczka o imieniu Sacajawea. Listę zamyka, zachowując dotychczasową pozycję, Benjamin Franklin. Obok każdej postaci widniałby aforyzm jej autorstwa. Kennedy to legendarne „Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, pytaj, co ty możesz zrobić dla twojego kraju”, Sacajawea: „Wszystko, co robiłam, robiłam dla mojego ludu”, ale najbardziej adekwatna wydaje się maksyma Franklina: „Każdy grosz zaoszczędzony to grosz zarobiony”.  Projektanci ze wspomnianej już agencji Dowling Duncan zwrócili uwagę na edukacyjne walory banknotów. „Dla wielu ludzi są one pierw- szym źródłem informacji o danym kraju” – napisali w uzasadnieniu swego pomysłu. I zaproponowali, by skojarzyć dolarowe nominały z liczbami oraz faktami o wyjątkowym znaczeniu dla Ameryki. Jeden dolar to więc jedyny afroamerykański prezydent, 5 – przypomnienie o pięciu największych plemionach indiańskich, 10 – pierwsze dziesięć po- prawek do konstytucji gwarantujących podstawowe prawa obywatelskie, 20 – wytwórnia filmowa 20th Century Fox, 50 – liczba stanów, a 100 – nawiązanie do pierwszych stu dni prezydentury Franklina Delano Roosevelta, podczas których potrafiono uchwalić tyle ważnych i skutecznych ustaw, że gospodarka amerykańska wyszła z Wielkiego Kryzysu. Jedyną nagrodą w konkursie jest koszulka zaprojektowana przez Richarda Smitha. Niestety żaden z uczestników nie może liczyć na realizację swoich pomysłów, bo tworzenie prawdziwych banknotów to przywilej zastrzeżony dla nielicznych.

W Polsce wszystkie banknoty od roku 1974 projektował Andrzej Heidrich. Nie dlatego, że miał wyjątkowo silne plecy. W połowie lat 60., jako zdolny grafik i autor wysoko ocenianych za walory artystyczne znaczków pocztowych, otrzymał zaproszenie do udziału w zamkniętym konkursie na projekt nowej serii banknotów. Podobną ofertę złożono ośmiu innym artystom, zobowiązując ich do zachowania absolutnej tajemnicy. Heidrich okazał się najlepszy – po kilkuletnich perturbacjach do obiegu weszła seria banknotów jego autorstwa „Wielcy Polacy”. Płaciliśmy nimi do denominacji złotego i wprowadzania w roku 1995 serii „Królowie i książęta Polski”. Tym razem nie ogłaszano konkursu, gdyż szalała inflacja i każda pogłoska o wymianie pieniędzy mogła wywołać nieobliczalne skutki. Kierownictwo NBP zwróciło się bezpośrednio do Andrzeja Heidricha, który udowodnił już, że zna swój fach i – co równie ważne – umie dochować tajemnicy.

Ostatnie złotówki

Wszystko wskazuje na to, że Heidrich przejdzie do historii jako projektant ostatnich papierowych złotych. Za kilka lat zastąpią je euro, których wygląd w dającej się przewidzieć przyszłości nie ulegnie zmianie. Uważa się je bowiem za jedne z naj- nowocześniejszych i najlepiej zabezpieczonych banknotów, zyskały też akceptację wszystkich krajów europejskiej unii walutowej. Żadnych mody- fikacji nie można wprowadzić bez jednomyślnej zgody, a o nią – jak pokazały mozolne prace przy projektowaniu wspólnego pieniądza – niełatwo. Problemu z uzgodnieniami międzynarodowymi nie mają państwa posiadające własną walutę, ale poza tym proces wprowadzania nowych banknotów wszędzie przebiega podobnie. Zaczyna się od ustalenia motywu, czyli obrazów, które powinny się na nich znaleźć. Wybór nie jest prosty, więc z reguły bank centralny powołuje komisję ekspertów. W Unii Europejskiej w jej skład weszli przedstawiciele banków centralnych i drukarni bankowych wszystkich krajów członkowskich oraz specjaliści z takich dziedzin, jak historia powszechna, historia sztuki, wzornictwo przemysłowe, psychologia… Opracowana przez nich wstępna lista motywów obejmowała 18 propozycji, od flory i fauny przez pejzaże, zabytki, portrety po czystą abstrakcję.

Po długich dyskusjach zdecydowano się na dwa: historyczny i abstrakcyjny. Następnie opracowano kryteria – banknoty powinny podkreślać to, co łączy Europejczyków, a ponadto być estetyczne, atrakcyjne i dobrze zabezpieczone. Szczegółowa instrukcja liczyła ponad sto stron, jedna trzecia do- tyczyła zabezpieczeń, drugie tyle technik drukarskich. Ale na tym nie koniec. Dodano wymóg łatwego rozpoznawania banknotów przez osoby niewidome i niedowidzące. Po tych ustaleniach unijna komisja mogła rozpisać konkurs. Prawo zgłaszania kandydatów otrzymały jedynie banki central- ne poszczególnych państw, które dyskretnie zwróciły się do osób doświadczonych i godnych zaufania.

Elementarz projektanta

Doświadczenie odgrywa kluczową rolę, gdyż wiele szczegółów, o których amatorzy nie wiedzą, dla zawodowców jest oczywistością. Niepisane, ale uwzględniane na wszystkich banknotach świata zasady stanowią, że nominał musi być powtórzony co najmniej trzy razy, a numer banknotu co najmniej dwukrotnie. Cyfry należy umieszczać w taki sposób, żeby z braku miejsca niemożliwe było dopisanie obok nich kolejnej, na przykład zamiana 20 na 200. Zawsze musi zabraknąć choćby milimetra. Kolejnym powszechnie stosowanym patentem jest tzw. recto-vectro, czyli umieszczanie na rewersie i awersie detali, które dopiero oglądane pod światło tworzą pełny obraz. To jedno z najprostszych zabezpieczeń przed podróbkami. Prawdziwe banknoty są drukowane od razu obustronnie, mniej wprawni fałszerze z reguły najpierw powielają jedną, potem drugą stronę papieru. W ten sposób nigdy nie uzys- kają idealnego nałożenia obu rysunków. Na banknotach euro w technice recto-vectro wykonany jest nominał znajdujący się w górnym rogu, na naszej 100-złotówce m.in. korona. To elementarz projektanta, ale do jego zadań należy też opracowanie graficzne wszystkich innych zabezpieczeń – znaków wodnych, hologramów, pasków wtapianych w papier, napisów w mikrodruku niezauważalnym gołym okiem itp. Wiedza, jaką posiada, jest dla fałszerzy bezcenna, dlatego – zwłaszcza przed wprowadzeniem nowych banknotów do obiegu – wymaga się od niego absolutnej dyskrecji.

Największa tajemnica

 

Dziś projektanta wspomaga w pracy komputer, lecz jeszcze niedawno wszystko robił ręcznie. Sporządzony przez niego rysunek stalorytnik – też odręcznie – przenosił na płytę z hartowanej stali, tworząc matrycę. Była to benedyktyńska praca, wymagająca precyzji oka i ręki. Wyrycie dwóch stron banknotu trwało rok. Dziś zadanie ułatwiają lasery, jednak część stalorytu nadal jest robiona ręcznie. Celowo, gdyż nawet najbardziej pewna ręka czasem drgnie i właśnie o te minimalne odchylenia od ideału chodzi. Fałszerz nigdy nie zdoła ich po- wtórzyć, a jeśli korzysta z komputerów, wykona podróbkę zbyt doskonałą. Projektant wie o tajemnicach ukrytych w banknocie dużo, ale nie wszystko. Można sobie wyobrazić, że spróbuje wyprodukować fałszywe pieniądze albo zostanie do tego zmuszony. Nie udostępnia mu się zatem szczegółowych informacji związanych z technologią produkcji papieru, zatopionych w nim włókien, które świecą pod wpływem promieniowania UV, i farb optycznych zmieniających barwę w nadfiolecie. Pokusie fałszowania pieniędzy ulegają jednak nie tylko przestępcy, ale także bankierzy i rządy. Wystarczy wspomnieć niemieckie próbki brytyjskich funtów w czasie II wojny światowej czy dolarów wytwarzanych podobno w Korei Płn. Dlatego poza klasycznymi zabezpieczeniami wprowadza się takie, o których wie tylko garstka wtajemniczonych. Brak zabezpieczeń tego typu potrafią wykryć jedynie czujniki, znajdujące się w dyspozycji banków centralnych. Szczegóły stanowią tajemnicę państwową, chronioną nawet przed szefami banków komercyjnych. Dzięki temu nikt nie jest dziś w stanie wprowadzić na rynek większej partii fałszywych walut.

W konkursie na projekt euro wzięło udział 29 osób i zespołów, które nadesłały 44 propozycje. Jurorzy wybrali 10 najciekawszych. Odrzucili wszystkie z wizerunkami ludzi. Okazało się bo- wiem, że nie można znaleźć „wzorcowego” Europejczyka. Znane postacie kojarzyły się z konkretnymi narodami, więc każdy wybór preferował ich rodaków, co wzbudzało protesty innych, niedocenionych nacji. Osoby anonimowe, nawet wzorowane na obrazach dawnych malarzy, też przepadły. Rysy twarzy albo elementy stroju rodziły podejrzenia, że jest to Grek, Hiszpan czy Niemiec. Zwycięską dziesiątkę poddano następnie osądowi społeczeństwa. Zebrane w państwach wchodzących do strefy euro opinie, wraz z oceną jurorów, przedstawiono radzie Europejskiego Instytutu Walutowego (zalążek przyszłego Europejskiego Banku Centralnego) i jego ekspertom. Najwyższą notę uzyskał projekt Austriaka Roberta Kaliny, przedstawiający monumenty historyczne.

Na świętowanie sukcesu było jednak jeszcze za wcześnie. Zwycięzca musiał dokonać kolejnych zmian, tak by umieszczone na banknocie obiekty kojarzyły się z Europą, ale nie z żadnym konkretnym krajem, miejscem czy zabytkiem. Zadanie wydawało się karkołomne i wręcz niewykonalne. Kalina znalazł salomonowe rozwiązanie. Narysował fragmenty budowli w różnych, typowo europejskich stylach architektonicznych, lecz tak okrojone, że pozostały jedynie bramy i okna. Całość wzbogacił o mapę Europy, opracowaną – by uniknąć dyskusji, z czyjego atlasu korzystał – na podstawie zdjęcia satelitarnego. Po pięciu latach pracy, w lipcu 1997 r., poprawione projekty były gotowe. Pokazano je jednak dopiero po czterech latach i to z drobnymi zmianami, żeby wprowadzić w błąd potencjalnych fałszerzy. 1 stycznia 2002 roku weszły do obiegu w 12 krajach.