Najnowsze badanie wskazało na bardzo ciekawe połączenie u około 1,7 miliona osób między wyrostkiem robaczkowym i chorobą Parkinsona. Badacze układu nerwowego z całego świata porównali szczegóły swoich badań w ramach Parkinson's Markers Initiative z narodowym Szwedzkim Rejestrem Pacjentów. Szukali związków między mikrobiomem a chorobą. 

To porównanie nie jest odosobnioną inicjatywą, jest raczej częścią rosnącej liczby dowodów na to, że to co dzieje się w naszych jelitach ma silny wpływ na mózg. Choroba Parkinsona zaczyna się zatem w brzuchu i dopiero potem dociera do mózgu wykorzystując nerw błędny. 

Nie jest to wcale takie dziwne, biorąc pod uwagę, że jednym z wczesnych objawów choroby są zatwardzenia. Związana z chorobą alfa synukleina była zauważana w jelitach. Białko zbiera się w ramach reakcji obronnych przeciwko toksynom i bakteriom właśnie w wyrostku robaczkowym. 

- Chociaż ma reputację zupełnie niepotrzebnego, wyrostek ma właśnie bardzo istotną rolę w naszym systemie odpornościowym – tłumaczy Viviane Labrie z Van Andel Research Institute w Michigan, w rozmowie z The Guardian – Reguluje narastanie rozwój bakterii jelitowych i wedle najnowszych badań, choroby Parkinsona.  

Choroba ta może przypominać czającego się drapieżnika. Rozwija się bardzo powoli, w ciągu lat. Komórki mózgu odpowiadające za produkcję dopaminy ulegają degradacji do takiego stopnia, że ciało zaczyna doświadczać wstrząsów, skurczów mięśni i utratę możliwości części automatycznych ruchów. Proces ten powiązany jest z alfa synukleiną, która jest obwiniana o powodowanie mutacji genu odpowiedzialnego za konstruowanie białka. Po latach badań naukowcy sugerują, że to nie jedyny powód i wskazują właśnie na relację między mózgiem, a mikrobiomem jelitowym. 

Wolny rozwój choroby jest szansą na dla zmagających się z nią pacjentów, ale jednocześnie utrudnia jej badanie przez naukowców – na efekty trzeba naprawdę długo czekać. 

Ponad pół miliona pacjentów ze szwedzkiego rejestru miało wycięty wyrostek z powodu podejrzenia zapalenia bądź infekcji. Spośród 1,7 miliona branych pod uwagę w badaniu około 2,2 tysiąca zostało zdiagnozowanych na okoliczność choroby Parkinsona.  Prawdopodobieństwo wystąpienia choroby u osób po operacji oceniono na 1,6 na 100 tysięcy, a u osób z pozostawionym wyrostkiem: 2 na 100 tysięcy. Te 20% to ogromna różnica, przekonują naukowcy. Dodają jednak, że nie oznacza to, że każdy teraz natychmiast powinien kłaść się pod przysłowiowy chirurgiczny nóż.  

To jeszcze nie jest odpowiedź, to dopiero kolejny, ale bardzo istotny ślad w zagadce zabijania mózgu przez zmutowane alfa synukleiny. 

Dodatkowo badanie wykazało, że pacjenci żyjący na obszarach wiejskich byli bardziej narażeni na chorobę niż ci z miast, a to wskazuje na powiązanie choroby na przykład z użyciem pestycydów. 
 

Źródło: Science Alert