Jak podkreśla Jarosław Gibas, socjolog, trener, autor książek specjalizujący się w pozareligijnym wykorzystywaniu technik medytacyjnych Wschodu, w badaniach przeprowadzonych w USA przez Instytut Gallupa połowa Amerykanów określiła się jako osoby religijne, ale aż 33 proc. kolejnych przyznało, że uważają się za osoby duchowe, ale niezwiązane z żadną religią. W przypadku młodego pokolenia Y do duchowości pozareligijnej przyznaje się aż 72 proc. ankietowanych. „Współczesny człowiek coraz częściej na swój własny użytek eksploruje ideę, że rzeczywistość nie kończy się wyłącznie na świecie materialnym, że może istnieć i istnieje coś więcej. I nie potrzebuje do tego tradycyjnej religii” – mówi Gibas.

METAFIZYKA POD LUPĄ

Czymże jest zatem owa uniwersalnie rozumiana duchowość, która niekoniecznie przybiera postać znaną nam z tradycyjnych Kościołów? Według specjalistów składają się trzy czynniki: postawa religijna (a więc stosunek do Istoty Najwyższej i wypływające z niej skutki dla naszego życia), wrażliwość etyczna (w tym troska o los innych) oraz poszukiwanie harmonii ze światem. Niektórzy badacze dorzucają do tego jeszcze samorozwój. Jak widać, komponent ściśle religijny jest tylko jednym z wielu. Duchowość nie musi nawet zakładać wiary w Boga czy życie pozagrobowe – może być po prostu odniesieniem do jakiejś szerszej niż materialna rzeczywistości czy idei. Naukowcy z Uniwersytetu Opolskiego postanowili się przyjrzeć, jak życie duchowe wpływa na rokowania pacjentów chorych na nowotwór.

Zespół pod kierownictwem prof. Dariusza Kroka, psychologa, członka The International Association for the Psychology of Religion, przebadał 182 Polaków (95 kobiet i 87 męż- czyzn) w wieku od 33 do 62 lat. Okazało się, że regularna modlitwa, medytacja czy po prostu rozważania metafizyczne znacząco obniżają u pacjentów poziom stresu. W dodatku człowiek uduchowiony przyjmuje lepszą z punktu widzenia medycznego strategię walki z chorobą. W pierwszej fazie nastawia się na działanie, koncentruje na rozwiązaniu problemu, stara się zrozumieć sytuację i sprawdzić, co może w niej zrobić. To podnosi poczucie kontroli nad sytuacją i co za tym idzie, poprawia samopoczucie.

Może to się wydawać dziwne – potocznie często kojarzy się ludzi religijnych jako biernych, pogodzonych z losem, który jawi się im jako niezmienialna wola Boża. Tymczasem głębsza analiza postaw osób uduchowionych wskazuje na coś odwrotnego – trudna sytuacja, w jakiej się znaleźli, jawi im się jako wyzwanie, a nie fatum. Naukowcy z Opola przyjrzeli się też chorym, dla których z punktu widzenia medycyny nie ma nadziei na wyzdrowienie. Jak w obliczu wiadomości o złych rokowaniach zachowuje się osoba uduchowiona, a jak niereligijna? Okazuje się, że także w ekstremalnej sytuacji ci pierwsi przyjmują postawę właściwszą z punktu widzenia medycznego. Otóż zaczynają oni dążyć do kontaktów interpersonalnych i towarzyskich, co stwarza im okazję do otrzymania wsparcia od innych. Dochodzi do pozytywnego przewartościowania choroby. O ile pacjenci niereligijni, często pod wpływem lekarzy, w nie do końca racjonalny sposób obwiniają się z powodu swojej choroby, przypisując ją złym genom albo niezdrowemu trybowi życia, o tyle osoby uduchowione podobnych obciążających myśli nie mają.

U nich dominuje myślenie, że – mimo wszystko – Bóg (lub jakaś Siła Wyższa) nie stracił kontroli nad światem i że ich trudne doświadczenie czemuś służy. „Wzrost poziomu duchowości wiąże się w tym przypadku z obniżeniem zachowań lękowych i zmniejszeniem myślenia pesymistycznego” – mówi ks. dr Jacek Prusak, psychoterapeuta, który prezentował wyniki badań opolskich naukowców na jednej z konferencji medycznych. Osoby uduchowione są mniej bierne, traktują bowiem chorobę jako wolę Boga, którą trzeba odczytać i na nią odpowiedzieć. „Myślą: nawet jeśli dane mi już zostało niewiele czasu, muszę coś sensownego z tym czasem zrobić” – dodaje ks. dr Prusak. Z kolei dr Beata Mackiewicz i Monika Tyszkiewicz z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie zbadały, jak na walkę z chorobą wpływa modlitwa.