Kiedy w połowie lat 90. zacząłem korzystać z internetu, jego zastosowania były jeszcze dość ograniczone. Nie było wówczas np. ebooków, ale do sieci bardzo szybko trafiła jedna książka – Biblia. Wydawała się wręcz stworzona do tego, by czytać ją w wersji cyfrowej - ze wszystkimi przypisami, odesłaniami między księgami i z możliwością porównywania tych samych fragmentów w różnych przekładach. Pomyślałem wtedy, że internet może odegrać dużą rolę w życiu religijnym. Wkrótce jednak przekonałem się, że nie tylko pozytywną. 

W marcu 1997 r. światem wstrząsnęła wieść o samobójstwie 39 osób należących do działającej w USA grupy Heaven’s Gate. Jej przywódcy rekrutowali nowych członków sekty własnie przez internet. Od tamtej pory sieć rozrosła się ogromnie, co sprawiło m.in., że religie stają się coraz bardziej wirtualne. – Internet sprzyja odrywaniu nas od rzeczywistego życia. Coraz częściej można spotkać się ze stronami, które umożliwiają np. spowiedź online albo zapalenie wirtualnej świeczki na cmentarzu. To jednak nigdy nie zastąpi rzeczywistej praktyki religijnej – mówi dr Bartosz Wieczorek, członek Zespołu Ekspertów Dziedzińca Dialogu i współpracownik Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jego zdaniem bardzo ważną rolę w życiu duchowym odgrywają elementy jak najbardziej materialne – odwiedzenie kościoła, przebywanie obok modlących się  ludzi, zapach kadzidła czy przesuwające się pod palcami paciorki różańca.

Gdy zastępujemy to wszystko ekranem komputera czy smartfona, intensywność przeżyć religijnych słabnie. Można też próbować zastąpić kapłana maszyną. Na taki pomysł wpadła japońska firma SoftBank. Stworzony przez nią robot Pepper potrafi poprowadzić buddyjską ceremonię pogrzebową. Ubrany w tradycyjne szaty intonuje sutry, uderza w bęben i jednocześnie przesyła obraz z wbudowanej kamery przez internet (opcja dla krewnych zmarłego, którzy nie mogą
osobiście brać udziału w pogrzebie). Wynajęcie cybermnicha będzie tańsze niż zatrudnienie kapłana-człowieka i to może być dla Japończyków argument rozstrzygający. Technologia sprzyja też powstawaniu nowych wierzeń.

Niedawno media obiegła wiadomość, że Anthony Levandowski – znany specjalista od samochodów autonomicznych, który pracował m.in. w firmach Google i Uber – założył organizacje religijną Way of the Future. Głosi ona, że bóg to forma zaawansowanej sztucznej inteligencji. Wyznawcy tej religii powinni dołożyć starań, by ów boski algorytm jak najszybciej objął władze nad światem. Innymi słowy chodzi o przyspieszenie nadejścia osobliwości technologicznej – sytuacji, w której postęp techniczny stanie się tak szybki, że przerośnie nasze możliwości pojmowania, a komputery będą inteligentniejsze niż jakikolwiek człowiek.

Zważywszy jednak na to, jak niedoskonałe są dziś algorytmy sztucznej inteligencji, taki pośpiech nie wydaje się wskazany. Ostatecznie członkowie sekty Heaven’s Gate też chcieli przyspieszyć nadejście lepszej rzeczywistości. 20 lat temu by przenieść się na pokład statku „boskich” kosmitów przelatującego obok Ziemi, wszyscy zażyli truciznę.