Już wkrótce przybędzie prywatnych wytwórców energii. Prąd do sieci – prócz koncernów energetycznych – będzie mógł dostarczać każdy, kto ma na dachu np. generator słoneczny. Dzięki temu, że dostawców będzie więcej, energia będzie tańsza. Czy można oszczędzić jeszcze więcej? Tak! Wystarczy w  systemie energetycznym uwzględnić samochody, oczywiście elektryczne.

 

Elektrownia przyjechała

 

Nissan twierdzi, że baterie elektrowozu można wykorzystać do zasilania sieci w małym mieszkaniu lub domu. Po co? Oczywiście, żeby zaoszczędzić. Wprawdzie akumulatory trzeba ładować, ale można to robić wtedy, gdy prąd jest najtańszy (w wielu krajach najmniej kosztuje nocą). Jeśli nie wyjeździmy całego zapasu energii, nadwyżkę można wykorzystać w gospodarstwie domowym, gdy prąd dostarczany z zewnątrz jest akurat najdroższy.  Według szacunkowych wyliczeń zespół akumulatorów najnowszego Nissana Leafa ma taką pojemność, że może zaspokoić potrzeby energetyczne statystycznego japońskiego domu  przez okrągłe dwie doby (zasilanie telewizora, urządzeń AGD oraz oświetlenia). Inżynierowie Nissana skonstruowali specjalne urządzenie-rozdzielnię, za której pomocą samochód da się podłączyć do domowych kontaktów. Czy na tym można zarobić? W  Japonii na pewno – od grudnia 2010 roku, gdy ruszyła sprzedaż Nissanów Leaf, mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni kupili około 8 tysięcy takich aut. Ich właściciele, oczywiście wyposażeni w przetwornicę, mogą żyć taniej.   

 

Bądź moim domem!

 

Kamper? Znamy wszyscy – wielu z nas marzy, by spędzić wakacje w takim domu na kołach. Kampery mają jednak kilka wad. Są ciężkie, a ich aerodynamika pozostawia wiele do życzenia, co skutkuje sporym zużyciem paliwa. Kamper musi mieć ponadto odpowiednio oznakowany parking (zatrzymywanie tak wielkich maszyn jest możliwe tylko w wyznaczonych miejscach) i nie wszędzie da się go podłączyć do prądu i  kanalizacji. Wciąż – mimo oczywistych zalet – można go tylko nazwać domem tymczasowym, trudno w nim mieszkać dłużej niż kilka dni. Co innego w  „Martin house to go” – przyczepie w postaci niewielkiego drewnianego budynku z zabudową mieszkalną. Na pomysł stworzenia domu na kółkach wpadła Julie Martin, która straciła cały dobytek podczas ataku huraganu Katrina. Domek jest obszerniejszy od kampera, można stojąc w nim podnieść rękę do góry i  nie dotknąć dłonią sufitu, a  pod prysznicem w łazience wytrzyma nawet ktoś, kto ma ostrą klaustrofobię. Pomysł jest fajny i zabawny (dom na przyczepie ma nawet normalny skośny dach), ale ma wadę. Pomijając kwestię paliwożerności (taki dom w  ruchu stawia opór niczym wielki żagiel), trudno sobie wyobrazić, że wytrzyma dłużej niż kilka miesięcy. Drewno na wiotkim „fundamencie” ze stalowych profili nie zagwarantuje, że „przyczepa-dom” nie będzie wciąż narażony na naprężenia i po jakimś czasie po prostu się nie rozsypie.

 

Z drewnem i motoryzacją eksperymentuje również japońska kompania Lixil. Na co dzień ta firma zajmuje się budową tradycyjnych japońskich domów o drewnianej konstrukcji i papierowych ścianach. Panowie z Lixila twierdzą, że zarówno dom, jak samochód powinny harmonijnie współistnieć z człowiekiem. Dlatego w domu przyszłości „made in Lixil” salon to nie tylko miejsce do jedzenia i oglądania telewizji, ale też wielki... garaż. Samochod w  nim ustawiony będzie sycić oko właściciela niczym cenna rzeźba.  Żeby jednak samochód nie zasmradzał atmosfery tak cennej dla domowników, musi być elektryczny, no i z naturalnych materiałów. Projektanci Lixila zbudowali takie auto z drewna. Pojazd jest powolny i toporny, ale może mieć za to podwójne zastosowanie. W razie potrzeby listwy z „karoserii” samochodu mogą posłużyć do naprawy domu. A jeśli trzeba, to da się też nimi napalić w kominku. Oczywiście pół żartem, pół serio...

 

Internet-moto-kafe

 

Dostęp do sieci jest już wprawdzie powszechny, ale wciąż nie do tego stopnia, żeby z rynku zniknęły kafejki internetowe. Do czasu! Internet przebojem wkracza również na pokłady samochodów. W wielu autach (np. Citroënie C4 czy Mercedesie klasy S) montowane są już urządzenia, które cztery koła zamieniają w mobilne punkty dostępu do sieci www. Do samochodu – dzięki Bluetooth i kilku sprytnym nowym technologiom – można też dołączyć smartfon. To krok naprzód, bo teraz nie tylko możemy korzystać z pokładowego telefonu i z dysku przenośnego urządzenia odtwarzać za kierownicą pliki multimedialne (audio i wideo), ale też korzystać z różnego rodzaju smarfonowych aplikacji. Chcesz wejść na Facebooka? Nie ma problemu! W plażowym Rinspeedzie Bamboo (auto wprawdzie wciąż koncepcyjne, ale podobno wejdzie do produkcji seryjnej) odpowiednio uszczelniony dotykowy monitor – oczywiście dla wygody użytkownika – zamontowano w  przedniej części nadwozia, dokładnie tam, gdzie zwykłe auta mają wlot powietrza do chłodnicy. Wystarczy kliknąć w... maskę, żeby sprawdzić pocztę, wysłać e-mail czy pogadać ze znajomymi na czacie. Rinspeed to tylko jeden z wielu przykładów aut, które mogą zastąpić nasze laptopy. Po co nosić ze sobą komputer, skoro auto de facto samo stanie się wielkim komputerem? Jeśli do tego dojdzie, internetowe kafejki siłą rzeczy będą musiały przejść do historii...