Po sześciu latach intensywnych prac powstało urządzanie Dyson CameraJet. Choć na pierwszy rzut oka można byłoby powiedzieć, że to szczoteczka do zębów, to byłoby to ogromne niedopowiedzenie. Mowa tu bowiem o zaawansowanej hybrydzie 3 w 1, która w jednej obudowie łączy klasyczne czyszczenie soniczne, inteligentny irygator wodny oraz mikroskopijną kamerę skanującą nasz uśmiech w czasie rzeczywistym.
Podejrzyj na żywo, co dzieje się w Twoich ustach
Największe zdziwienie wywołał tu u mnie fakt, że na pokładzie Dyson umieścił kamerę. Brzmi to jak najbardziej zbędny dodatek na świecie, ale kiedy przyjrzymy się bliżej, ma to w sumie sens. Kamera o rozdzielczości 100 tysięcy pikseli (0,1 megapiksela) została zamontowana tuż pod głowicą czyszczącą i chociaż same cyfry mogą wydawać się skromne, cała magia kryje się w algorytmach sztucznej inteligencji. System rozwijano przez sześć lat, trenując modele uczenia maszynowego na bazie ponad 470 tysięcy stomatologicznych obrazów diagnostycznych.

Efektem tych prac jest technologia Gap Optical Targeting. Zintegrowana kamera analizuje aż 28 klatek obrazu na sekundę, wypatrując przestrzeni międzyzębowych. W ułamku sekundy – zaledwie 100 milisekund od momentu dostrzeżenia szczeliny przez cyfrowe oko – szczoteczka wystrzeliwuje precyzyjny, stożkowy strumień płynu płuczącego. W ten sposób proces tradycyjnego nitkowania odbywa się automatycznie w trakcie zwykłego szczotkowania.
Projektanci musieli przy tym rozwiązać problem kumulacji wody w ustach. Zamiast ciągłego, masowego natrysku, urządzenie aplikuje mikro-strzały płynu. Niewielki, wbudowany w szyjkę zbiornik o pojemności 12,5 mililitra mieści zaledwie dwie i pół łyżeczki płynu, jednak dzięki specjalnej pompie membranowej i komorze ciśnieniowej ciśnienie natrysku pozostaje idealnie stabilne bez względu na to, pod jakim kątem trzymamy urządzenie. Sam strumień nie przypomina tradycyjnych natrysków wodnych znanych z irygatorów – ma kształt stożka, który delikatniej opływa dziąsła i szkliwo, skutecznie wymiatając płytkę nazębną.


Na tym nie kończą się zalety obecności kamery na pokładzie. Połączenie z aplikacją MyDyson przez Wi-Fi oraz Bluetooth umożliwia podgląd obrazu z wnętrza jamy ustnej na żywo na ekranie smartfona. Możemy w ten sposób łatwo zweryfikować stan zakamarków z tyłu zębów, przejrzeć mapę pokrycia i uzyskać spersonalizowane wskazówki dotyczące poprawy techniki czyszczenia. Jeśli martwi was prywatność, to producent zastrzega, że obraz służy wyłącznie do podglądu na żywo i nie jest zapisywany ani na urządzeniu, ani w chmurze.
Dyson pomyślał tu o wszystkim. Zwykła pasta do zębów generuje dużo piany, a ta raczej nie ułatwiałaby podglądu kamerze. Dlatego przy okazji powstała też autorska linia produktów do pielęgnacji zębów. Na rynek trafia niepieniąca się pasta oraz nisko-pieniący płyn do płukania w wariantach smakowych Ginger Mint, Spearmint oraz wersji dla zębów wrażliwych. Użytkownicy mogą również korzystać z własnych, ulubionych, przezroczystych płynów, tylko po prostu trzeba sprawdzić, czy nie ma w składzie SLS.
Nie zapomniano o tym, co w szczoteczce najważniejsze
Pod wszystkimi cyfrowymi bajerami kryje się dopracowana szczoteczka soniczna. Głowica posiada wyprofilowane, dwustrefowe włosie – twardsze włókna wewnętrzne odpowiadają za usuwanie przebarwień powierzchniowych, podczas gdy miększe, zewnętrzne pasma delikatnie masują linię dziąseł. Unikalny system zmiennej oscylacji sonicznej zapobiega zatrzymywaniu się włosia pod wpływem zbyt mocnego nacisku.

Każda wymienna końcówka wyposażona została w tłumik hałasu oraz tag RFID. Ten nie tylko rozpoznaje podłączoną głowicę, ale precyzyjnie zlicza wykonane sesje, informując w aplikacji o idealnym momencie na wymianę elementu na nowy.
Cena potrafi zwalić z nóg
Wszyscy wiemy, że Dyson do tanich nie należy. Za suszarkę, oczyszczacz czy inne sprzęty trzeba słono zapłacić i tutaj jest podobnie. W polskiej dystrybucji za urządzenie trzeba zapłacić tyle, co za całkiem dobrego smartfona – 1999 złotych. Dużo? Oczywiście. To cena, która naprawdę potrafi zwalić z nóg i nie ma co tego ukrywać. Ale jednocześnie Dyson wie, co robi. Celuje w konkretną grupę odbiorców, którzy chcą wycisnąć ze sprzętów codziennego użytku znacznie więcej.

W zestawie mamy stację dokującą, która działa trochę jak ta w robotach sprzątających – ładuje urządzenie między oraz potrafi uzupełnić płyn w zbiorniku w zaledwie trzy sekundy. W komplecie znajdziemy również eleganckie etui podróżne, dwie końcówki, niepieniądzą się pastę do zębów oraz nisko pieniący się płyn do płukania ust, oba oczywiście marki Dyson. Urządzenie zadebiutowało w dwóch ikonicznych dla producenta wariantach kolorystycznych: Ceramic Ultra Blue oraz Ceramic Pink.
Źródło:Dyson
