A potem coś nagle przeskoczyło i z obeznanych w cyfrowym świecie, małych ekspertów, dzieci znów przeskoczyły do etapu, w którym fizyczna klawiatura jest dla nich prawdziwą czarną magią. O co tu chodzi?
Mit pokolenia „digital natives”
To trochę dziwne, by współcześnie twierdzić, że dzieci nie są obeznane z technologią. Skoro rosną w otoczeniu ekranów, skomplikowanej technologii i internetu, to wszystko powinno być im dobrze znane. Problem w tym, że nie do końca. Większość młodego pokolenia biegle posługuje się telefonem, tabletem i może laptopem (choć to rzadziej. Badania pokazały, że chociaż nastolatki doskonale radzą sobie z konsumpcją treści i obsługą interfejsów dotykowych, ich znajomość podstawowej obsługi komputera jest na naprawdę niskim poziomie
Zamiast płynnego, bezwzrokowego pisania, w szkołach króluje tak zwana metoda dziobania – żmudne szukanie wzrokiem pojedynczych liter i uderzanie w nie dwoma palcami wskazującymi. To obrazek, który większości z nas kojarzy się raczej z seniorami, a na pewno nie z dziećmi.
Z danych EdWeek Research Center wynika, że tylko około 69 procent okręgów szkolnych w USA prowadzi jeszcze jakiekolwiek formalne zajęcia z nauki pisania na klawiaturze. Wyznacznik WPM (słów na minutę), który kiedyś był powodem do dumy w klasie, dziś u wielu uczniów można by bez złośliwości przeliczać na słowa na godzinę. Nauczyciele na forach internetowych załamują ręce: dla współczesnych uczniów wykonanie prostej kombinacji Ctrl+C i Ctrl+V bywa niepojętą magią, a skrót Ctrl+Z potrafi wywołać na ich twarzach prawdziwy szok, gdy “magicznie” przywraca skasowany fragment tekstu. Badania przeprowadzone na uniwersytetach ujawniają, że nawet spore grupy studentów nie mają pojęcia o istnieniu podstawowych skrótów klawiszowych.
Co to jest folder? Era chmury zabiła strukturę plików
Jeszcze poważniejszy problem dotyczy zrozumienia tego, jak w ogóle działa komputer. Smartfony, tablety oraz systemy operacyjne oparte na aplikacjach stworzyły środowisko, w którym wszystko dzieje się automatycznie. Pliki zapisują się same w chmurze, zdjęcia trafiają do biblioteki, a wyszukiwarka wbudowana w każdy interfejs pozwala odnaleźć dokument bez wiedzy o tym, gdzie fizycznie się znajduje.

Efekt? Dla współczesnego nastolatka pojęcie ścieżki dostępu, katalogu czy podfolderu jest całkowicie abstrakcyjne. Wykładowcy akademiccy i nauczyciele z przerażeniem odkrywają, że ich podopieczni nie potrafią uporządkować własnych materiałów. Hierarchiczna struktura folderów – fundament organizacji pracy na komputerze od dziesięcioleci – została zastąpiona przez jeden wielki cyfrowy chaos, w którym wszystko ląduje w jednym miejscu, a jedyną deską ratunku pozostaje pasek wyszukiwania. Gdy plik zniknie z widoku albo wyszukiwarka zawiedzie, uczeń staje się bezradny.
Jak do tego doszło?
Winnych nie trzeba szukać daleko, bo za taki stan rzeczy odpowiada po prostu znaczny postęp technologiczny. Kiedy ja chodziłam do szkoły, sala informatyczna robiła wrażenie. Chociaż telefony komórkowe już były, to jedynie w formie pancernych Nokii i modeli, które wciąż jeszcze miały antenkę. Dorastałam razem z technologią, nowości wchodziły do mojego życia – a więc i do procesu nauczania – stopniowo. Dziś natomiast jest inaczej. Na rynku nowości technologiczne pojawiają się w zastraszającym tempie.
Z tego powodu edukacja zbyt szybko uznała podstawy cyfrowe za coś oczywistego i przestała ich uczyć w dedykowany, strukturalny sposób. Zamiast ugruntować fundamentalne umiejętności – obsługę klawiatury, myszki, organizację plików i podstawy bezpieczeństwa – szkoły rzuciły się w stronę nowoczesnych haseł. W USA stanowe programy nauczania pośpiesznie zastępują naukę pisania czy informatykę nowymi przedmiotami, takimi jak “edukacja o sztucznej inteligencji” czy “kompetencje medialne”.

W ten sposób znów obudziliśmy się z przysłowiową ręką w nocniku. Dzieci dostają dostęp do skomplikowanych narzędzi opartych na generatywnej sztucznej inteligencji, te z kolei robią wszystko za nich, a jeśli w dłuższym tekście trzeba nawet wprowadzić poprawki, można zrobić to na telefonie. Komputer z tradycyjną klawiaturą i myszką przestaje być potrzebny. Zauważyłam to nawet w swojej ulubionej grze, w której mogą grać osoby korzystające z różnych platform. Parę razy miałam sytuację, gdy zostałam zapytana o to, na czym gram, a kiedy odpowiadałam, że na PC, pojawiały się odpowiedzi typu „klawiatura jest zbyt skomplikowana, gram na telefonie”. Ktoś nawet wprost powiedział mi, że jestem stara, bo młodzież nie używa już komputerów.
Wygląda więc na to, że pisanie na klawiaturze zaczęło być traktowane jak pisanie odręczne – jako coś przestarzałego. Tymczasem to ważny proces poznawczy, który wspomaga formułowanie myśli i płynność wypowiedzi. Dlatego powrót do podstaw znów staje się koniecznością. Jeśli chcemy, aby młode pokolenie tworzyło cyfrową przyszłość, a nie tylko bezmyślnie konsumowało treści dostarczane przez algorytmy, musimy na nowo nauczyć je podstawowych narzędzi.
