Latem 2012 r. doktorantka Aneta Sikora pochylała się nad kwiatami rosnącymi w Ogrodzie Roślin Leczniczych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, by oznaczyć różne gatunki pszczół. Nagle zobaczyła owada, którego w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt Ginących i Zagrożonych opisano jako prawdopodobnie wymarły: zadrzechnię fioletową uznawaną za bardzo rzadki gatunek śródziemnomorski. W tym przypadku trudno jednak było o pomyłkę. Zadrzechnia to największa w Polsce pszczoła, o charakterystycznym czarnym ciele, osiągającym nawet 4 cm długości, i fioletowo pobłyskujących skrzydłach.
 

To nie jedyne tego typu odkrycie. „Na porośniętych chwastami poboczach torowisk kolejowych – i tylko tam we Wrocławiu – można spotkać zagrożonego wyginięciem trzmiela szarego” – opowiada „Focusowi”, już po obronie doktoratu Aneta Sikora, obecnie prezes stowarzyszenia Natura i Człowiek (NiC). Zostało ono powołane do życia m.in. po to, żeby zachęcać do obserwowania przyrody w mieście. Owady są szczególnie atrakcyjne, bo jest ich wiele i łatwo można im pomóc, np. hodując kwiaty i zioła choćby na parapecie. Stowarzyszenie NiC wspiera takie inicjatywy, rozdając nasiona m.in. kłosowca pomarszczonego – rośliny, którą zadrzechnia fioletowa uwielbia. Nic dziwnego, że rzadka pszczoła coraz częściej pojawia się na wrocławskich osiedlach.
 

 

Metropolie pełne życia

Do warszawskiego Parku Łazienkowskiego przychodzi się m.in. po to, żeby karmić zwierzaki. Łabędzie i kaczki – okruchami, wiewiórki – orzechami, a sikory i kowaliki słonecznikiem, który stali bywalcy podają prosto z otwartej dłoni. „Warszawa i Łódź należą do najlepiej zbadanych miast świata pod względem bogac- twa żyjących tu gatunków” – mówi „Focusowi” prof. Maciej Luniak, ornitolog z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Warszawie, wybitny popularyzator wiedzy o miejskiej faunie.
 

Zespół naukowców różnych dziedzin zoologii w latach 80. i 90. ubiegłego wieku prowadził badania w stolicy. Na terenie miasta uczeni zaobserwowali ponad 4000 gatunków zwierząt, z czego aż 320 stanowiły kręgowce. „Listę kręgowców można uznać za w miarę kompletną, ale jeśli chodzi o bezkręgowce, gatunków jest zapewne dwa razy więcej. To zaskakująca obfitość, nawet jeśli porówna się ją z najbogatszym lądowym ekosystemem Polski – Puszczą Białowieską, gdzie stwierdzono 12 tys. gatunków zwierząt”– dodaje prof. Luniak.
 

Dzięki wieloletnim obserwacjom wiemy też, że życie w miejskim środowisku zmienia zwierzęta. Naukowcy mówią o synurbizacji – przystosowaniu gatunku do funkcjonowania w betonowej dżungli, wśród hałasu ulic, wysp zieleni, rozpędzonych samochodów, w specyficznym klimacie, a przede wszystkim w bezpośredniej bliskości człowieka i we „współpracy” z nim. Prof. Luniak wymienia wiele z takich przystosowań. Rozmiary bronionych terytoriów maleją. W samym centrum Warszawy na powierzchni około 50 km kw. gnieździ się ponad 60 tys. par gołębi, wróbli, srok, szpaków, kwiczołów, zięb, sikor, krzyżówek... Kosy żyją w dwudziestokrotnie większym zagęszczeniu niż ich leśni kuzyni. Stają się przez to bardziej agresywne i odważniejsze. W lesie kos ucieka, gdy człowiek zbliży się do niego na odległość 50–80 metrów. W mieście trzeba podejść na półtora metra, żeby odfrunął.
 

Zmiany dotyczą też miejsc, w których ptaki zakładają gniazda. W centrum Warszawy aż 81 proc. par korzysta z obiektów takich jak budynki. Pożywienia dla piskląt też nie brakuje. W stolicy roi się od chrząszczy, gąsienic, pająków, mrówek, wijów, motyli. W koronach drzew żyje 2800 bezkręgowców na metr sześcienny,
 

 

Dużo jedzenia, światła i hałasu

Zimą w akcję dokarmiania włączają się ludzie – ptaki przestają więc odlatywać do ciepłych krajów. W centralnej Europie gatunki spędzające zimę w mieście, w którym się wykluły, to m.in. rudziki, kaczki krzyżówki, łyski, łabędzie czy gawrony. Zimą dołączają do nich osobniki, które przerwały migrację, natknąwszy się na miasto i jego bogato zaopatrzone karmniki. W centrum Warszawy tłoczy się wówczas ponad 180 tys. ptaków.
 

Światła miasta sprawiają, że zwierzęta mają inne pory aktywności niż w naturalnych ekosystemach. Myszy polne, zazwyczaj aktywne nocą, w mieście poszukują przysmaków i partnera w dzień. Z kolei ptaki, które w dzikich okolicach są aktywne wyłącznie w dzień, można zaobserwować również nocą.
 

Miejskie sokoły atakują gołębie, wróble, jerzyki. Polują nawet w nocy na ptaki oślepione światłami miasta, choć wcześniej, w warunkach naturalnych, nigdy tego nie czyniły. Miejskie pustułki zaś – mniejsze i znacznie częściej spotykane sokoły – różnią się od „dzikich” tym, że chomikują pożywienie. Samiec poluje i znosi do gniazda wróble, norniki, jaszczurki zwinki. Czasem można znaleźć stos nawet kilkunastu takich stworzeń, upchnięty w kącie na poddaszu.
 

Miejski hałas wpływa na ptasi śpiew. Rudziki zaczynają godowe trele wcześniej, zanim zacznie je zagłuszać uliczny gwar. Sikory czy słowiki śpiewają głośniej i w wyższych rejestrach, lepiej słyszalnych na tle basowego warkotu samochodowych silników.
 

Wiele skrytych z natury zwierząt można łatwiej zauważyć w miastach. Myszy polne, króliki, bobry, kuny kamionki, lisy, wydry, dziki czy łosie potrafią pojawić się nawet w centrum metropolii. Bywają atrakcją, ale też utrapieniem. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że tylko Sopot i Gdańsk mają kłopot z dzikami buszującymi po osiedlowych trawnikach. Teraz to problem wielu miast, które się rozbudowują i coraz częściej wchodzą na tereny zamieszkiwane także przez sarny, łosie, a nawet wilki.
 

 

Goście z dalekich stron

„Z roku na rok notujemy więcej zgłoszeń dotyczących osobników rodzimej fauny” – informuje Piotr Mostowski, zastępca naczelnika Wydziału Ochrony Środowiska Straży Miejskiej m.st. Warszawy. Nieco więcej niż co dziesiąta interwencja Eko Patrolu warszawskiej Straży Miejskiej dotyczy dzikich zwierząt. Ale trafiają się też bardziej egzotyczni goście. „W przesyłce z ubraniami tkwił skorpion, jego ukąszenie mogło być naprawdę groźne. W pobliżu placu zabaw pojawił się półtorametrowy pyton. Ten raczej nikomu by nie zagroził, zwłaszcza wyziębiony, ale mógł przestraszyć. Mieliśmy skunksa, który wybrał się do fryzjera na ul. Klarysewskiej, kraba tęczowego wędrującego po chodniku we Włochach, 40-centymetrowego legwana, któremu trzeba było pomóc zejść z sosny” – wymienia Monika Niżak, rzeczniczka prasowa Straży Miejskiej w Warszawie.
 

Obce gatunki potrafią się w mieście zado- mowić na stałe. W polskich warunkach pyton czy skorpion raczej nie przeżyje zimy, ale wy- stępujące w łazienkach rybiki cukrowe są prawdopodobnie właśnie przybyszami z tropików. W warszawskim Parku Skaryszewskim jedynym przedstawicielem gadów jest żółw czerwonolicy, jeszcze do niedawna spotykany wyłącznie w hodowli. Jego ojczyzną jest Ameryka Północna. Powiedzmy jasno: nie wszystkich cieszy obecność obcych gatunków. Dla biologów jest to raczej powód do zmartwienia.
 

 

Piękni najeźdźcy

Zimą 1990 r. szłam przez warszawskie osiedle na Gocławiu. Na jeziorku zobaczyłam dziwną kaczkę z charakterystycznym białym rysunkiem na oku, jakby była elegantką ze starożytnego Egiptu. Mój mąż, ornitolog, nie uwierzył w pierwszej chwili, że naprawdę widziałam dziką mandarynkę. Wszak to ptak Dalekiego Wschodu, spotykany też w parkach Londynu i Berlina, ale nie u nas. Kilka dni później jednak wiadomość się potwierdziła. Od 2001 r. kilka par mandarynek gniazduje w parkach stolicy. 10 lat później egzotyczne kaczki pojawiły się Krakowie.
 

Tacy goście, choć cieszą oko, bywają niebezpieczni dla rodzimej przyrody. Początkowo nie jest ich dużo, ale szybko mogą stać się utrapieniem – jak Aleksandretta obrożna w Europie Zachodniej. Zielona papuga z charakterystyczną czarną półobrożą i czerwonym dziobem mieszka w Afryce Środkowej, na Półwyspie Indyjskim i Cejlonie. Dziś można ją spotkać w Londynie, Brukseli, Paryżu czy Rzymie. Zaczęło się od kilku par, prawdopodobnie w pierwszej połowie ubiegłego wieku. W 2015 r. Aleksandretta zakładała gniazda w 10 państwach naszego kontynentu, a jej europejska populacja, obecnie szacowana na ponad 85 tys. osobników, stale rośnie. Papugi konkurują z rodzimymi gatunkami ptaków, podobnie jak amerykańskie raki, które wyparły nasze raki szlachetne, czy norki amerykańskie, które przyczyniły się do wyginięcia norki europejskiej w Polsce.
 

Fundusz Ludnościowy Narodów Zjednoczonych szacuje, że do 2030 r. 60 proc. ludzkiej populacji zamieszka w miastach. Już teraz tereny miejskie stanowią niemal 3 proc. powierzchni Ziemi.
 

Obszary przekształcone przez człowieka są znacznie większe. Na niespotykaną skalę zmieniamy oblicze naszej planety, a wraz z nim dzikie zwierzęta. Przetrwają te, które przystosują się do życia w miastach. Coraz więcej z nich to umie, wiele jeszcze się nauczy. Wygląda więc na to, że miejska przyroda będzie coraz bardziej różnorodna.