Właśnie w tych trzech krajach w ostatnich 2 tygodniach temat dżumy pojawia się w serwisach informacyjnych, i za każdym razem w kontekście przechodzenia słynnej średniowiecznej ”czarnej śmierci” z małych zwierząt futerkowych na ludzi.

Po wykryciu dymieniczej dżumy u pasterzy owiec w Bayannur w chińskiej Wewnętrznej Mongolii na początku lipca, tydzień później strach zarazą padł na mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Chorobę wykryto u wiewiórki w Colorado. W USA na szczęście nikt się nie zaraził a w Chinach pasterzom zdołano odpowiednio szybko (do 24 godzin po infekcji) podać antybiotyki. Chłopiec z Mongolii nie miał tyle szczęścia.

- 15-latek upolował i zjadł chorego świstaka. Zmarł w niedzielę. Wykonano autopsję. Testy potwierdziły przypuszczenia odnośnie dżumy. W konsekwencji wprowadzono tygodniową kwarantannę dla całego regionu Tugrug w ajmaku (jednostka administracyjna – red.) Gobijsko-Ałtajskim, skąd pochodził nastolatek – wyjaśnił Dorj Narangerel, rzecznik mogolskiego ministerstwa zdrowia. 

Lekarze przebadali wszystkie 15 osób z którymi miał kontakt zarażony chłopak. Wszystkie są zdrowe. Chłopca zabiła dymienicza postać dżumy, która w przeciwieństwie do płucnej (najbardziej rozsiewającej się, bo drogą kropelkową) przenosi się przez krew i kontakt bezpośredni z zarażonymi tkankami zwierząt (oraz ugryzienia pcheł żyjących na chorych zwierzętach).

W Mongolii pod koniec czerwca w ajmaku kobdoskim wprowadzono kwarantannę, gdy w podobnych okolicznościach (upolowanie i zjedzenie dzikiego, chorego świstaka) zaraziła się 27-letnia kobieta i jej 17-letni brat. Tam też chodziło o dżumę dymieniczą. Różnica jest zasadnicza, bo to odmiana płucna odpowiada za największe epidemie dziesiątkujące średniowieczną Europę i Azję.

”Czarna śmierć” w XIII i XIV wieku zabiła na naszym kontynencie 50 milionów ludzi. W 1855 roku wybuch trzeciej pandemii dżumy w Chinach, a później w Indiach, doprowadził do śmierci 12 mln osób.  Dziś można ją bez większych problemów pokonać antybiotykami. Liczy się jednak czas jego podania.

Wśród najczęstszych symptomów wymienia się nagłą wysoką gorączkę, dreszcze, ból głowy, nudności i opuchliznę w pachwinach (zaatakowane są węzły chłonne). Wystąpić mogą od 2 do 7 dni do zakażenia.

Choroba ta zabija obecnie 11 na 100 zarażonych osób, przy czym więcej w regionach słabo rozwiniętych. Jeżeli nie jest leczona, zabija 30 do 60 proc. zarażonych. Od 1928 do 2018 roku w Mongolii odnotowano 692 przypadki dżumy, z czego 513 osób zmarło. Ostatnio na Madagaskarze w 2017 roku odnotowano 300 chorych, z czego zmarło mniej niż 10 proc.