Wirus Ebola zbiera swoje żniwo w Afryce Zachodniej. Gorączka krwotoczna zabiła w tym rejonie już 1427 osób, a ofiar wciąż przybywa. Zdaniem wicedyrektora WHO, mamy obecnie do czynienia z najbardziej przerażającą epidemią od wielu lat. 

Czytaj także: Epidemia w dobie globalizacji

Wirus pojawił się początkowo na południu Gwinei, a następnie bardzo szybko rozprzestrzenił się do stolicy tego kraju Konakry oraz do sąsiedniej Liberii. Następnie przedostał się do Nigerii i Demokratycznej Republiki Konga.

Wirus Ebola w ciągu ostatnich 50 lat wywołał sześć epidemii w Afryce Centralnej. Przyczynami epidemii był zazwyczaj brak higieny i bardzo niskie standardy służby zdrowia, w tym m.in. wielokrotne używanie tych samych materiałów medycznych. Gorączka krwotoczna po raz ostatni na terenie Afryki wystąpiła w 1976 roku, w Demokratycznej Republice Konga. Wskutek choroby zmarło tam wówczas ok. 1200 osób.

Gorączka krwotoczna Ebola jest zaliczana do najgroźniejszych wirusowych gorączek krwotocznych. Zakażenie wirusem w 60-90% przypadków kończy się śmiercią z wykrwawienia. Choroba przenosi się poprzez płyny ustrojowe i krew. Pierwsze objawy zakażenia przypominają początek zwykłej grypy. Występuje wysoka gorączka, bóle mięśni czy biegunka. Chory szybko jednak zaczyna wymiotować, odczuwać silne bóle głowy i klatki piersiowej, pojawia się wysypka. W szczytowej fazie choroby dochodzi do krwawień z otworów ciała i silnych krwotoków wewnętrznych. Chory w tym czasie traci przytomność, a nawet doznaje zaburzeń umysłowych.

Czytaj także: Zarazki porzucają zwierzęta i atakują nas na niespotykaną skalę

Na gorączkę krwotoczną do tej pory nie opracowano leku ani szczepionki. Preparaty znajdujące się w fazie eksperymentu zostały skierowane na szybką ścieżkę badań, tak aby mogły być jak najszybciej podane chorym w Afryce. Zdaniem lekarzy epidemia potrwa jeszcze co najmniej pół roku.