Przez lata roboty domowe miały jeden cel: wykonywać za nas konkretne zadania. Odkurzały podłogi, myły okna, kosiły trawniki czy czyściły baseny. Teraz coraz częściej producenci próbują odpowiedzieć na zupełnie inne potrzeby użytkowników. Nie chodzi już o oszczędność czasu, ale o obecność, interakcję i budowanie relacji. Do tego trendu dołącza właśnie ECOVACS.
LilMilo wygląda bardziej jak interaktywna maskotka niż klasyczny gadżet technologiczny
Lubię patrzeć na kierunek, w którym zmierza tego typu robotyka, bo producenci starają się podchodzić do jednego zagadnienia na wiele różnych sposobów. Twórca Roomby poszedł w konstrukcję przypominającą niedźwiadka, inni w formy raczej inspirowane dziecięcymi rysunkami, a ECOVACS stawia na klasykę. Interaktywne zabawki w kształcie domowych pupili są dostępne na rynku od wielu lat, ruszały się, szczekały, a te droższe mogły też zrobić jakieś ograniczone sztuczki. LilMilo ma więc poniekąd przewagę nad konkurencją, bo wygląd puchatego szczeniaka na pewno budzi zaufanie.

Przechodząc już do konkretów, konstrukcję pokryto miękkim, biomimetycznym futrem, a całość uzupełniają ruchoma szyja oraz animowane oczy, które reagują na otoczenie. Producent postawił przede wszystkim na stworzenie urządzenia zachęcającego do interakcji fizycznej, bo kiedy tak patrzę na zdjęcia, naprawdę chciałabym go pogłaskać i sprawdzić, czy jest tak miękki, na jakiego wygląda. W dodatku, kiedy go dotniemy, nie będziemy czuć zimnej maszyny, bo temperatura powierzchni utrzymywana ma być na poziomie około 38 stopni Celsjusza. Na pewno tulenie takiego robota będzie bardzo przyjemne.
Chociaż wygląd jest istotny, to w przypadku takich sprzętów liczy się wnętrze, a pod pluszowo obudową kryje się bardziej zaawansowana technologia, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. LilMilo wykorzystuje system multimodalnej percepcji, który pozwala analizować kilka rodzajów danych jednocześnie. Może też rozpoznawać twarze, identyfikować głosy poszczególnych domowników, reagować na gesty oraz interpretować dotyk. Producent twierdzi, że urządzenie nie tylko odpowiada na polecenia, ale również obserwuje sposób interakcji użytkownika i stopniowo dostosowuje swoje zachowanie. System operuje na zestawie cech osobowości oraz emocji, tworząc kilkadziesiąt różnych stanów zachowania, a to oznacza, że teoretycznie nie zareaguje identycznie nawet na ten sam typ sytuacji.

Ciekawą kwestią jest też działanie, bo LilMilo może funkcjonować całkowicie offline. Nie wymaga stałego połączenia z internetem ani integracji z systemem inteligentnego domu, a to dla mnie plus i zapewne wiele osób też to doceni. Jeśli chodzi o czas pracy, tutaj mowa o sześciu godzinach, co też jest przyzwoitym wynikiem. W sumie to może być również zaleta, bo daje użytkownikowi możliwość odpoczęcia od robota i stworzenia odpowiedniego dystansu.
Coraz więcej robotów chce być towarzyszem
To całkiem ciekawe, że kiedy spojrzymy na popkulturowy obraz robotyki – ciężkiej, w stylu Terminatora albo androidów z Westworld – to mocno się on mija z tym, co faktycznie trenduje na rynku. W ostatnich miesiącach maszyn podobnych do LilMilo tylko przybywa i najwyraźniej po prostu poszukujemy czegoś, co będzie połączeniem asystenta AI, interaktywnej zabawki i towarzysza, mającego trochę złagodzić samotność, z którą coraz więcej osób się zmaga.
Dlatego, zamiast skupiać się na produktywności czy automatyzacji, producenci eksperymentują z robotami mającymi zapewniać bardziej emocjonalne doświadczenia. Jedne stawiają na rozmowę, inne na ekspresję wizualną, a jeszcze inne – jak LilMilo – na fizyczną obecność i dotyk. Zwłaszcza że ten robotyczny szczeniak reaguje na głos, rozpoznaje nadane mu imię i potrafi wykonywać proste interakcje związane z codziennym życiem domowym. Na przykład porusza się w rytm muzyki czy reaguje na obecność użytkownika w pomieszczeniu.

Owszem, nie zastąpi żywego psa, ale też wiem, że nie każdy ma czas i możliwości posiadania zwierzaka. To może być substytut. Zawsze mam mieszane uczucia co do tego typu gadżetów, bo nie zastąpią one relacji z ludźmi. Jednak jeśli komuś pomagają, to dlaczego nie? Zresztą, nie wydaje mi się, by LilMilo faktycznie celował w wyeliminowanie ludzi z naszego życia. Wygląda raczej jak kolejny krok w stronę elektroniki, która ma być nie tylko użyteczna, ale również przyjemna w codziennym kontakcie i w tym może się świetnie sprawdzić. Kosztuje 599 dolarów (ok. 2200 zł), więc to niemały wydatek i za tę kwotę kupimy spokojnie porządny robot sprzątający, nawet tej samej marki. Mimo wszystko myślę, że ktoś na pewno się skusi, bo uroku temu robotowi odmówić się nie da.
