- To przestępstwo, a nie wypadek – mówi Larry Vance w rozmowie z CBC. Były badacz wypadków lotniczych w Kanadyjskiej Izbie Bezpieczeństwa Transportu przekonuje, że za tragedię odpowiedzialny jest pilot lub drugi pilot.

- Było to zaplanowane i przeprowadzone przez osobę, która miała kontrolę nad samolotem w ramach swoich obowiązków służbowych – opowiada i przekonuje, żę było to najprawdopodobniej samobójstwo. 

Po zniknięciu maszyny z radarów powstało mnóstwo teorii wyjaśniających tragedię, nie brakowało w nich także zakładających porwanie czy zestrzelenie. Wnioski Vance'a, jak sam przekonuje, opierają się na własnych osiemnastomiesięcznych badaniach okoliczności lotu MH370. Nie był jednak członkiem oficjalnej komisji badającej to wydarzenie. Swoje spostrzeżenia zebrał w książce “MH370 Mystery Solved”. Vance pojawił się także jako ekspert w programie “60 Minutes Australia”, gdzie dzielił się wnioskami. 

W języku angielskim funkcjonuje kategoria “murder-suicide”, czyli połączenie morderstwa z samobójstwem. Taką kategoria ekspert opisuje wydarzenie z 2014 roku. Nie jest to samobójstwo rozszerzone, gdzie sprawca zabija często swoją rodzinę lub innych ludzi w ramach współczucia. 

Rewelacje Vance'a podważają raport ATSB z 2016 roku, który przedstawił następujący wniosek: maszynie zabrakło paliwa i rozbiła się na oceanie. Wcześniej miała lecieć na autopilocie lub bez udziału sterujących. 

Boeing 777 miał na pokładzie 239 osób. Wystartował z Kuala Lumpur do Pekinu 8 marca 2014 roku. 

Według rządu Malezji ostatnim komunikatem, który kontrolerzy w Kuala Lumpur odebrali około 1:19 czasu lokalnego było: “Dobranoc Malaysian trzy-siedem-zero.” Po 40 minutach lotu maszyna zniknęła z radaru, a pokładowy transponder przestał nadawać. Odnaleziono jedynie fragmenty szczątków wraku na wschodnim wybrzeżu Afryki. 

Vance przekonuje, że kraksa była działaniem celowym, o czym mają świadczyć uszkodzenia na klapach skrzydeł. Klapy według niego miały być wysunięte gdy samolot uderzał w wodę, a to oznacza, że uderzał w wodę z relatywnie niewielką prędkością. 

- Możemy to nazwać kontrolowanym zejściem do wody – mówi i dodaje, że możliwe jest to tylko 
wtedy gdy za sterami siedzi człowiek. 

A jeśli klapy były wysunięte, oznacza to, że silnik działał, czyli paliwo nie było na wyczerpaniu. 

Pilotem samolotu był kapitan Zaharie Ahmad Shah, jak drugi pilot leciał Fariq Ab Hamid. Vance nie określa na 100% który z nich jest odpowiedzialny, choć podejrzewa Shaha, który wcześniej poprosił o dotankowanie maszyny na dwie dodatkowe godziny lotu. To on według autora książki, miał być także tym, który wyłączył transponder, wyłączył światła w kabinie pasażerskiej oraz uruchomił jej dekompresję. W wyniku nagłej zmiany ciśnienia powietrza pasażerowie mogą umrzeć z niedotlenienia lub stracić przytomność. 

Krótkie okno czasowe pozwoliło, według autora książki, wyeliminować drugiego pilota. Najpierw został on wywabiony z kokpitu, a potem zamknięty w kabinie pasażerskiej, gdzie umarł z braku tlenu. Zapas tlenu pilotów starczy na kilka godzin. Po dekompresji w kabinie pasażerskiej bardzo łatwo by było przywrócić odpowiednie ciśnienie. 

Vance pisze, że dopiero po kolejnych sześciu godzinach pilot dokonał zejścia do wody, by uniknąć dużej ilości szczątków. Raczej chodziło mu o to by wrak w całości zatonął na dużej głębokości w oceanie. 

- Moje przekonanie jest takie, że wiedział jaki czeka go dystans, miał to zaplanowane. Wziął samolot i doprowadził do jego zniknięcia tak, by nikt nigdy go już nie znalazł – przekonuje. 

Wnioski autora książki nie przekonują jednak wszystkich. Martin Dolan, były szef Australian Transport Safety Bureau, który także pojawił się w programie “60 Minutes” poświęconym tej katastrofie podważa teorie Vance'a. Przekonuje, że nie ma wystarczających dowodów na potwierdzenie tych tez. Zebrane informacje mogą przemawiać zarówno za tym, że ktoś siedział za sterami MH370 gdy ten zniknął, jak i za tym, że maszyna nie była pilotowana przez człowieka. 

Odejść i zabrać innych - kiedy pilot zabija siebie i pasażerów

Historia zna kilka przypadków samobójstw pilotów, którzy zabrali ze sobą samolot oraz podróżujących nim ludzi. W 2015 roku w Alpach rozbił się airbus linii Germanwings. Lot nr 9525 zakończył się samobójstwem drugiego pilota. 28-letni, leczący się wcześniej na depresję, Andreas Lubitz poczekał aż kapitan uda się do toalety, a potem zamknął drzwi od kokpitu i skierował maszynę w ziemię. Wskazania urządzeń świadczą, że planował swój krok i manewry kilkukrotnie ćwiczył przed decydującym momentem. Zginęło 150 osób. 

W 1982 roku samolot lotu nr 350 linii Japan Airlines rozbił się na podejściu do lotniska w Tokio. Odpowiedzialny za to był 35-letni kapitan Seiji Katagiri, który wypadek przeżył i trafił do więzienia. Orzeczono u niego chorobę psychiczną. 

W 1994 roku rozbił się ATR 42 linii Royal Air Maroc. Zginęły 44 osoby. Pilot, który świadomie wyłączył autopilota i skierował maszynę ku katastrofie, miał mieć problemy miłosne w swoim związku. 

W 1997 roku Boeing 737 linii SilkAir rozbił się lecąc z Dżakarty do Singapuru. Pilot bez wyraźnej przyczyny wyłączył urządzenia nagrywające dźwięk w kabinie po czym skierował dziób w dół. Maszyna wbiła się w ziemię, zginęły 104 osoby. Wypadek badali specjaliści z USA i Indonezji. Ci pierwsi stwierdzili, że kapitan działał świadomie, miał mieć wcześniej poważne problemy finansowe. Indonezyjscy śledczy nie poparli jednak tych wniosków. 

Kolejny przypadek to Boeing 767 egipskich linii Egyptair. Nagrania z kokpitu sugerowały, że pilotujący maszynę 36-letni Adel Anwar chciał zemścić się na przełożonych, którzy mieli go zbyt ostro potraktować i zdegradować za złe zachowanie.

W 2013 roku Embraer 190 linii Mozambican rozbił się w Namibii. Zginęły wszystkie 33 osoby na pokładzie. Śledztwo ustaliło, że samolot ku ziemi skierował kapitan Herminio dos Santos Fernandes. Drugi pilot na chwilę wyszedł do łazienki, po czym wracając natrafił na zamkniętą kabinę. Rejestratory dźwięku zapisały dźwięki alarmów w kokpicie oraz krzyki dobijającego się drugiego pilota. 

Źródło: CBC