Latem 1971 r. prof. Zimbardo zamieścił w lokalnej gazecie ogłoszenie o poszukiwaniu studentów-ochotników do udziału w badaniach dotyczących życia w więzieniu. Mieli otrzymywać zapłatę w wysokości 15 dolarów dziennie. Z 24 kandydatów starannie wyselekcjonowanych i nie wykazujących żadnych odchyleń psychofizycznych, w przedsięwzięciu wzięło udział 18. Podzielono ich losowo na strażników i więźniów. Cele urządzono w podziemiach gmachu Wydziału Psychologii Uniwersytetu Stanforda. Strażnicy otrzymali mundury, pałki policyjne i ciemne okulary. Więźniów ubrano w długie białe koszule z numerem identyfikacyjnym, na nogi nałożono im łańcuch z kłódką, na głowę – upokarzające nakrycie z damskich pończoch. Opracowano więzienny regulamin, za naruszenie którego groziły kary. Strażnicy mieli pilnować jego przestrzegania, ale nie wolno im było bić więźniów. Autorzy eksperymentu nie ingerowali w jego przebieg.

Stanfordzki eksperyment więzienny zaplanowano na dwa tygodnie. Został przerwany już po sześciu dniach. Jeden z „więźniów” załamał się psychicznie, inni się
zbuntowali, a „strażnicy” tak wczuli się w role, że zaczęli się znęcać nad podopiecznymi. Wymierzali im coraz bardziej brutalne kary, za najdrobniejsze przewinienie kazali czyścić gołymi rękami sedesy i wykonywać wyczerpujące ćwiczenia fizyczne, nie pozwalali spać, urządzali niekończące się apele, zmuszali do symulowania aktów homoseksualnych. Gdy zobaczyła to psycholożka (i przyszła żona Zimbardo) Christina Maslach, ostrzegła, że sytuacja staje się niebezpieczna dla zdrowia i psychiki uczestników eksperymentu. Dlatego go zakończono.

HISTORIA KŁAMSTWA

Zimbardo w niezliczonych publikacjach przekonywał, że był mocno zaskoczony przebiegiem zdarzeń. Nie spodziewał się, że w ciągu kilku dni zwykli studenci aż tak się zmienią. Ponieważ wcześniej nie wykazywali skłonności do okrucieństwa, przyczyna mogła być tylko jedna – sytuacja, w której się znaleźli. Zimbardo wymieniał jej elementy: możliwość przedmiotowego traktowania innych, anonimowość ofiar zuniformizowanych przez jednolity ubiór i oznakowanych numerami, solidarność grupowa strażników wspólnie odpowiadających za dyscyplinę, poczucie władzy i bezkarności gwarantowanej przez autorytet, którym był organizator eksperymentu. W późniejszych pracach Zimbardo nazwał te czynniki „efektem Lucyfera”, który dobrych ludzi zmienia w złych.