26 czerwca 1734 roku

Już była w pogotowiu odzież tak wytarta, iakiey właśnie potrzeba mi było do roli, którą grać musiałem; koszula z grubego płótna, czapka prosta i kiy sękaty na rzemyku; obuwia mi tylko brakowało takiego, iakie zwykle w każdey

porze tam noszą, abym mógł lepiey uchodzić za wieśniaka z tych okolic. (…) Zdawało mi się, że bóty iednego officera francuzkiego na mnieby się zdały, zwłaszcza że iuż były bardzo przeszarzane. (…) Minister więc namówił swego lokaia, aby ten przekupstwem nakłonił służącego tego officera, do skradzenia iego bótow i do sprzedania onych.

Przewodnicy króla mieli na niego czekać w umówionym miejscu. Do rozpoczęcia podróży została godzina. Robiło się nerwowo.

Ale nieszczęściem, kiedy już wszystko przysposobiono do drogi, wciągnąć ich nie mogłem. Trzeba było nowych szukać sposobów do wynalezienia innych bótow.

Minister stanął na wysokości zadania:

znalazł u siebie obuwie iednego ze swoich służących, iakoby umyślnie dla mnie robione.

Więc po chwili: Kiedy już wszystko przygotowano, wyszedłem z domu wschodami tajemnemi.

Rok 1733

We wrześniu do Polski przybywa wprost z Wersalu Stanisław Leszczyński – ojciec Marii, królowej francuskiej i tym samym – teść Ludwika XV. Francuzom zależy, żeby zasiadł na tronie w Warszawie. Dyplomaci znad Sekwany robią, co mogą, nie szczędzą złota, i w efekcie, 12 września, sejm elekcyjny wybiera go na króla Rzeczypospolitej. Nie podoba się to jednak sąsiadom, głównie Rosji i Austrii. Mają swoją propozycję: we wsi Kamień koło Pragi odbywa się druga elekcja – niewielka grupa szlachty wybiera królem polskim Sasa – Fryderyka

Augusta. W tym czasie wojska rosyjskie już przekroczyły granicę i rozpoczęły marsz na Warszawę.

Stanisław Leszczyński postanowił uciec do Gdańska. Zawitał nad Motławę 2 października 1733 roku. Wiedział, że zostanie tu ciepło przyjęty – już wcześniej docierały do niego wyrazy sympatii gdańskich mieszczan. Gdańszczanie nie musieli wychodzić przed szereg, być może rozsądniej było przyczaić się i poczekać na rozwój wypadków. Jednak postanowili wesprzeć Leszczyńskiego. Woleli narazić się Rosji i Austrii niż Francji, konflikt z Wersalem więcej mógł ich bowiem kosztować. W samym mieście nie brakowało jednak i sceptyków wobec entuzjazmu części patrycjuszy i plebsu, którzy z radością witali Stanisława Leszczyńskiego.

26/27 czerwca 1734 roku

Król w towarzystwie generała Steinflichta (również w chłopskim przebraniu) przepłynął miejską fosę. Tam jednak został zatrzymany przez jednego z obrońców oblężonego miasta. Nic nie dało się zrobić – trzeba było wyjawić sekret żołnierzowi, który zagroził rozstrzelaniem podejrzanych nocnych wędrowców w chłopskich koszulinach.

Podofficer żąda mnie widzieć i mówić ze mną, a gdym się właśnie zbliżył, obeyrzał z bliska a lubo pociemku, poznawszy, ukłon głęboki uczynił, rozkazując swym ludziom przepuścić.

Król wsiadł do łodzi, którą rozpoczął wędrówkę przez zalane (w celu obronnym) przylegle do miasta pola.

Z wielkiem mojem podziwieniem upłynąwszy zaledwie ćwierć mili, wylądowaliśmy do iakieyś nędzney chaty leżącey wśród bagnisk; a przewodnicy pod pozorem iakoby iuż było za późno przeprawić się przez rzekę, oświadczyli mi, że trzeba się w tem mieyscu zatrzymać przez resztę nocy i dzień następny.

O swoich towarzyszach – przewodnikach pisze: Niezaniechali używać pozwolenia obchodzenia się ze mną jak równy z równym – i w zdaniu tym czuć gorycz wykształconego arystokraty.

Zima 1734 roku

Nadciągające od strony Warszawy rosyjskie wojska pod dowództwem gen. Piotra Lacy na początku lutego dotarły do Pruszcza Gdańskiego. U wrót Gdańska stanęło 30 tys. Moskali. W Gdańsku, ukrywającym za swoimi

murami króla, do obrony szykowało się 6,5 tys. żołnierzy. Do tego zmobilizowano ok. 8 tys. mieszczan. Oczekiwano wsparcia ze strony Ludwika XV. Ale Francuzi wylądują w mieście dopiero w maju, w sile 2400 żołnierzy. Pomoc ta będzie jedynie symboliczna i na niewiele się zda. Tymczasem oblegający otrzymują

posiłki – 15 tys. żołnierzy rosyjskich i 10 tys. austriackich. Przybywa i obejmuje dowództwo nad oblężeniem

uważany za najzdolniejszego spośród rosyjskich oficerów hrabia von Münnich. 20 marca 1734 roku zostaje zaatakowane południowe przedmieście – wieś Orunia.

27 czerwca 1734 roku

Orszak królewski stanowią, nie licząc generała Steinflichta, cztery osoby. Jaśnie oświecony monarcha strasznie się nudzi w wiejskiej chacie. Z braku lepszego zajęcia zajmuje się obserwacją swoich towarzyszy – ludzi,

którzy teraz decydują o jego losie.

Pierwszy ich dowódzca, zdawał się mieć nędzną głowę, gdyż z miernością dowcipu łączył wiele zarozumiałości.

O innym towarzyszu podróży król napisał: …naywiecej mnie obchodził; zapytałem go czembył? (…) otwarcie i z uszanowaniem odpowiedział: iż ucieka z Gdańska, z powodu bankructwa, dodaiąc że przewodnicy moi zobowiązali się zaprowadzić go do Prus, gdzie ukryć się spodziewa przed poszukiwaniem wierzycieli.

O pozostałych dwóch pisze niemal z obrzydzeniem: Dway drudzy byli, jak to nazywaią w Niemczech, Sznapany (...) lecz ieżeli natura zaszczepiła w nich uczucie honoru, trudno było ie rozpoznać wśród zwierzęcości ich instynktu i dzikiego zachowania się.

Król przeleżał resztę nocy na ławie, wsparłszy głowę na ramieniu bankruta, z którym najchętniej rozmawiał. Wstał rano 28 czerwca, wyszedł przed izbę i spojrzał w kierunku bombardowanego Gdańska.

Serce moie, od dawna przeięte losem tego nieszczęśliwego miasta, tem bardziej cierpiało, gdym go uważał z tego miejsca. Oto iest, pomyślałem sobie, nagroda za iego wierność.

Wiosna 1734 roku

 

Walki w Oruni były zażarte i krwawe – zginęło 200 obrońców i 800 atakujących, którym w końcu udało się przeprawić przez Radunię. Wojska nieprzyjaciela zajęły szaniec na Grodzisku. 30 kwietnia, po uprzednim

ostrzeżeniu, rozpoczęło się zmasowane bombardowanie miasta. Teraz pociski trafiały w Główne i Stare Miasto.

Władze miasta opublikowały instrukcję, jak mieszkańcy mają zabezpieczać się przed pożarami. 9 maja atakujący

Rosjanie i Austriacy postanowili przeprowadzić szturm, który rozstrzygnie o losach oblężenia. W nocy na obrońców w rejonie Grodziska ruszyło wojsko nieprzyjaciela – ok. 8 tys. żołnierzy. Na szańcach, obok zaciężnych, stanęli uzbrojeni mieszczanie. Walka trwała cztery godziny. Bój był tak zażarty, że – jak wynika z relacji świadków, kiedy szturmujący dali rozkaz do odwrotu, żołnierze nie chcieli się wycofywać. Po ciężkiej

nocy rozwidniło się. Na polu bitwy pozostało 700 ciał. Atak został odparty.

29/30 czerwca 1734 roku

Drużyna królewska rozdzieliła się: generał Steinflicht z bankrutem, na polecenie przewodników poszli groblą.

Jego Królewska Mość, po drugim dniu wyczerpującej podróży łodzią, w towarzystwie już tylko trzech przewodników, dotarł w końcu do chaty wieśniaka, którego dom nie wiele więcey był wart od tey chatki,

którąśmy wczoray opuścili. Dalej pisze król Stanisław: Już dwie nocy spędziwszy bezsennie, chciałem cokolwiek zasnąć, lecz na próżno. Bóty pełne błota i wody, strata Steinflichta, widoczny zamiar przewodników umyślnego

zboczenia z drogi, którey się trzymać mieli, niebespieczeństwo na iakie byłem wystawiony w mieyscu gdzie mnie zaprowadzili i tysiąc podobnych myśli, trapiły móy umysł. (…) Wstałem nakoniec, i wyjrzawszy przez dymnik,

spostrzegłem officera Rossyjskiego przechodzącego się z wolna po łące i dwóch żołnierzy pasących konie. Na ten widok dreszdż mnie przenikał.(...) Bojażń moia bardziey ieszcze powiększyła się, gdym o sto kroków daley

postrzegł kilku w zawód idących kozaków, zmierzających ku temu nędznemu schronieniu. Tak niespodziewany widok oddalił mnie od okna; a położywszy się na nowo na kulu słomy, rozmyślałem nad środkami ucieczki przed

ściganiem tych ludzi.

 I siedział najjaśniejszy pan na strychu, a w dole posilali się przez dwie godziny Rosjanie. Po ich odjeździe weszła na strych gospodyni.

 Lecz proszę powiedzieć, co WPana powoduie do podobnego ukrywania się? Czemuś nie przyszedł zabawić

się z nimi i z towarzyszami swymi; zresztą kto iesteś i z kąd przybywasz? WPana fizjonomia zapowiada coś dostoyniejszego nad to, co odzież okazuje….Co WPan odpowiedział? Coś wymijającego, w każdym razie nie zdradził się. To dla mnie było naypomyślnieyszem, że strych nie był dosyć widnym; inaczey bowiem, mogłaby była wyczytać prawdę z rumieńca, iakim płonąłem za każdem słowem. Zarumieniony monarcha spędził kolejną noc na słomie. Zgryzoty tłumem cisnęły się do mey duszy, których nie byłem mocen uśmierzyć.

Lato 1734 roku

W czerwcu skapitulowali Francuzi walczący na Westerplatte i załoga Wisłoujścia. Sytuacja mieszczan stawała się beznadziejna. Gdańszczanie od dłuższego czasu prowadzili pertraktacje. Zamierzali wynegocjować jak najlepsze warunki kapitulacji. W czerwcu stało się oczywiste, że będą musieli złożyć hołd Fryderykowi Augustowi. I stało się jasne, że obecność Stanisława Leszczyńskiego jest ze wszech miar niewygodna i ostatecznie może doprowadzić do kompletnego zrujnowania Gdańska przez wojska rosyjskie i austriackie. Alternatywą było wydanie króla w ręce najeźdźcy. Ale tego gdańszczanie zrobić nie chcieli. Wobec tego Leszczyńskiemu nie pozostało nic innego jak

ucieczka z oblężonego miasta.

30 czerwca/1 lipca 1734 roku

Boże co widzę! – zawołał wieśniak, gospodarz, u którego mieli spędzić kolejną noc. Cóż tak osobliwego

widzisz, odezwali się moi przewodnicy – opisywał w liście to spotkanie Stanisław Leszczyński. O nie, niemylę się, to Król Stanisław. W tym przypadku monarcha musiał zdać się na wierność poddanego, nie było sensu zaprzeczać. Nazajutrz we Czwartek dnia 1 Lipca, na nowey naradzie z moiemi ludźmi względem tak ważney

przeprawy przez Wisłę, rozważyliśmy wszystkie mieysca przez któreby można było probować bezpiecznie przeprawy. Wnioski moich przewodników były mniey lub więcey rozumne, w miarę jak flaszka wódki stoiąca pomiędzy niemi, mniey lub więcey była napełnioną. Król, który chciał jak najprędzej znaleźć się na drugim brzegu, polewał dość obficie, ale tylko na tyle, by dodać odwagi swoim przewodnikom. Miał bowiem plan: kiedy już

animusz w pełni dopisywał, zaproponował, żeby wsiedli na konie i ruszyli w drogę. Tak też uczynili. Wkrótce przekradali się między ogniskami stacjonujących w pobliżu Rosjan. Musieli dotrzeć do Kiezmarka. Ale tam akurat stacjonował duży oddział wojska rosyjskiego, o czym poinformował wysłany na przeszpiegi gospodarz domostwa. Ten sam, który rozpoznał króla, zdobył jego zaufanie, a teraz – jeśli wierzyć królewskiej relacji – jako jedyny spośród towarzyszy monarchy okazywał męstwo. Bo wieść o znacznym oddziale Moskali w Kieżmarku odebrała przewodnikom animusz – od ucieczki powstrzymała ich jedynie groźba króla, który zapowiedział zemstę za zdradę. Ruszyli w stronę Wisły. Ostatnie ćwierć mili szli piechotą, wypatrując Rosjan – gdy ci się pojawiali, król ze swymi lękliwymi towarzyszami uchodzili w krzaki. Po drugiej stronie Wisły wcale nie było bezpieczniej, tu też teren patrolowali kozacy. Tymczasem towarzysze króla udawszy się do karczmy, iakem się wkrótce przeświadczył, wleźli do brudnego łóżka i razem wszyscy trzey smaczno spoczywali, w tenczas kiedym ia musiał ich zastąpić stoiąc na straży tego domu, i odbywając rodzay patrolu w obawie napadu nieprzyjaciół.

Stanisław Leszczyński postanowił wówczas zbudzić jednego z nich i polecić mu szukanie fury, żeby w ten sposób dotrzeć do Kwidzyna – celu ich podróży.

 

We dwie godzin ledwie powrócił, ale tak piiany, że nie mógł się utrzymać na nogach, iednakże przyprowadził z sobą człowieka, życzącego wynaiąć konie, z wozem wypakowanym towarami.

28 czerwca 1734 roku

Gdańszczanie skapitulowali i uznali Fryderyka Augusta za króla Polski. Nałożono na miasto milionowe kary pieniężne w dukatach, które gdańszczanie mieli zapłacić za poparcie, jakiego udzielili Leszczyńskiemu.

 

1–3 lipca 1734 roku

Król sprzedał wóz, pokłócił się ze swoimi przewodnikami, którzy grozili mu, że go opuszczą, przeprawił się w końcu przez Nogat, zakupił nowy wóz i samotnie odprawiwszy swoich towarzyszy – wjechał do Kwidzyna.

Wiazd móy do miasta odprawiłem siedząc na wozie; sam się śmiejąc nieraz z niepozoru mego ekwipażu.

Nastąpiło spotkanie z generałem Steinflichtem, który na szczęście się odnalazł i również dotarł do Kwidzyna. Wkrótce Stanisław Leszczyński miał osiąść w Królewcu, gdzie król pruski ugościł go w pałacu i ustalił miesięczną pensję w wysokości 300 talarów.

Dalsze losy ministerialnego sługi, co stracił buty, bankruta, co ramieniem wsparł królewską głowę, dociekliwej gospodyni mieszkającej w nędzney chacie, nadużywających alkoholu lękliwych przewodników, którzy jednak nie zdradzili swego króla, choć mogli to zrobić, i odważnego gospodarza, który od razu rozpoznał monarchę u swego

progu – pozostają nieznane.

 

List Stanisława Leszczyńskiego do córki Marii Leszczyńskiej, królowej francuskiej, zawierający opis podróży z Gdańska do Kwidzyna, został opublikowany w: „Rys życia i wybór pism Stanisława Leszczyńskiego Króla Polskiego Xięcia Lotaryngii i Baru zwanego Filozofem Dobroczyńcą”, Nakładem A. Brzeziny, Warszawa, 1828 rok.