Elektron wystrzelony jak z procy. Ten wynik może namieszać w fotowoltaice

W fizyce i chemii materiałów słonecznych przez lata obowiązywał dość wygodny obrazek. Elektron, żeby przejść z jednego fragmentu układu do drugiego, potrzebuje wyraźnego “spadku terenu”, czyli odpowiednio dużej różnicy energii. Bez tego miał poruszać się mniej chętnie, wolniej i z większym ryzykiem strat. Najnowsze badanie zespołu z Cambridge pokazuje jednak, że natura potrafi wybrać znacznie sprytniejszą drogę. Elektron nie tyle spokojnie schodzi po zboczu, ile dostaje krótki, gwałtowny impuls i przeskakuje niemal natychmiast.
...
fot. Nordin Ćatić / St John’s College, Cambridge

Badacze zaobserwowali transfer ładunku w czasie około 18 femtosekund, czyli 18 biliardowych części sekundy. To tempo tak krótkie, że trudno je opisać bez popadania w abstrakcję. Wystarczy powiedzieć, że dzieje się to szybciej niż większość procesów, które w takich materiałach uznawano dotąd za naturalną skalę ruchu elektronu. Co więcej, cały mechanizm zachodzi przy bardzo małej różnicy energii między sąsiadującymi stanami elektronowymi, mniejszej niż 100 meV.

Praca została opublikowana w Nature Communications pod tytułem Vibronically assisted sub-cycle charge transfer at a non-fullerene acceptor heterojunction. Już sam tytuł sugeruje, że kluczową rolę odgrywa tu nie tylko elektronika układu, ale również drgania atomów. I właśnie w tym miejscu zaczyna się najciekawsza część całej historii, bo okazuje się, że w materiałach słonecznych atomy nie są tylko tłem. Potrafią zadziałać jak idealnie wyczuty ruch nadgarstka przy wyrzucie kamienia z procy.

Nie chodzi o zwykły transport, ale o precyzyjny kopniak od drgającej cząsteczki

Autorzy badania analizowali modelowe heterozłącza zbudowane z polimerowego donora i akceptora opartego na pochodnej perylenodiimidu. W klasycznym ujęciu tak mały offset energetyczny i słabe sprzężenie donor–akceptor powinny utrudniać bardzo szybki transfer ładunku. Tymczasem eksperyment pokazał coś odwrotnego: elektron przemieszczał się błyskawicznie, a towarzyszył temu wzbudzony, spójny pakiet drgań na powierzchni energii akceptora.

Najprościej można to sobie wyobrazić tak: zamiast czekać, aż elektron “zdecyduje się’ przejść przez granicę między dwiema częściami układu, sama cząsteczka wykonuje bardzo szybki ruch, który pomaga mu znaleźć odpowiedni moment i kierunek. To nie jest łagodne popychanie, raczej idealnie trafiony impuls zsynchronizowany z ruchem atomów. Badacze opisują to jako transfer wspomagany wibronicznie, czyli taki, w którym stany elektronowe i drganiowe działają wspólnie, a nie osobno.

Kluczowe okazały się tu drgania o okresie około 26 femtosekund. Skoro sam transfer zachodził w około 18 femtosekund, to elektron przechodził jeszcze przed zakończeniem jednego pełnego cyklu drgań. To trochę tak, jakby huśtawka zdążyła dopiero ruszyć, a ktoś już wykorzystał ten pierwszy, najmocniejszy moment wybicia. Właśnie dlatego autorzy mówią o procesie sub-cycle, czyli szybszym niż pojedynczy pełny cykl odpowiedniego drgania molekularnego.

Stare reguły nie tyle upadły, ile przestały wystarczać

Przez długi czas dominowało przekonanie, że skuteczny transfer ładunku w materiałach dla fotowoltaiki organicznej wymaga albo wyraźnego energetycznego “zjazdu”, albo bardzo silnego sprzężenia między donorami i akceptorami. Taki model był użyteczny, bo porządkował projektowanie materiałów. Problem w tym, że jednocześnie narzucał pewne ograniczenia: duże offsety energetyczne mogą poprawiać rozdzielanie ładunku, ale potrafią też obniżać maksymalne napięcie i zwiększać straty energetyczne.

Ogniwa fotowoltaiczne – zdjęcie poglądowe /Fot. Unsplash

Nowe wyniki sugerują, że istnieje trzecia droga. Zamiast budować układ na dużej różnicy energii, można projektować go tak, by odpowiednie drgania atomowe współpracowały z lokalnym sprzężeniem elektronowym. To ważna zmiana perspektywy. W takim ujęciu materiał słoneczny nie przypomina już statycznej struktury, po której elektron ma po prostu przejść z punktu A do punktu B. Bardziej przypomina scenę, na której ruch elektronów zależy od dobrze zsynchronizowanej choreografii.

Autorzy pokazali też porównawczo, że gdy odpowiedni tryb drgań jest gorzej ulokowany przestrzennie względem obszaru transferu, cały proces dramatycznie zwalnia. W jednym z analizowanych układów czas transferu wynosił około 376 femtosekund zamiast około 18. To ogromna różnica. Nagle widać, że nie każdy materiał z podobnym składem chemicznym będzie zachowywał się podobnie, bo liczy się nie tylko “z czego” został zrobiony, ale też jak drga w najważniejszym miejscu.

Jeśli szybki transfer da się osiągać nawet przy niewielkich offsetach energetycznych, otwiera się szansa na budowanie układów, które jednocześnie sprawnie rozdzielają ładunek i ograniczają straty energii. A to jeden z odwiecznych problemów w rozwoju bardziej wydajnych ogniw organicznych i innych technologii wykorzystujących wzbudzenia świetlne. Autorzy i towarzyszące publikacji materiały zwracają uwagę, że podobne mechanizmy są ważne również dla fotokatalizy i fotodetekcji. W każdej z tych dziedzin stawką jest szybkie i skuteczne rozdzielenie ładunku po pochłonięciu światła. Im mniej energii po drodze wycieka w postaci ciepła lub niepożądanych procesów pośrednich, tym większa szansa na naprawdę wydajne urządzenie.

Źródła: Phys; Nature