W Afryce żyje nieco ponad 400 tysięcy słoni. Z tego prawie jedna trzecia  na terenie Botswany – kraju dwukrotnie większego od Polski, w którym mieszkańców jest jednak tylko kilkanaście razy więcej niż słoni. Botswana znana jest z piękna przyrody: z pustyni Kalahari, Parku Narodowego Chobe, delty Okawango, a także z zyskownego wydobycia diamentów. Jej atutami są także w miarę stabilna sytuacja polityczna, długoletni wzrost gospodarczy oraz racjonalne radzenie sobie z problemami społecznymi (np. z wysoką zachorowalnością na AIDS). Niestety, ostatnio docierają stamtąd dramatyczne dramatyczne informacje dotyczące epidemii: aczkolwiek nie koronawirusa wśród ludzi, a tajemniczej choroby wśród słoni. Znaleziono już kilkaset zwłok tych wspaniałych zwierząt, których malejąca populacja na kontynencie od lat budzi niepokój, a teraz obawy ekologów jeszcze się powiększają.

Wydarzenia bez precedensu

Od początku maja wypatrzono w delcie Okawango ponad 350 martwych ciał słoni. Wiele z nich zaobserwowano tylko z lotu ptaka, ponieważ teren jest ogromny. Tym niemniej nikt nie ma pojęcia dlaczego zwierzęta nagle umarły. Jak powiedział brytyjskim mediom dr Cyril Taolo, pełniący obowiązki dyrektora departamentu dzikiej przyrody i parków narodowych w Botswanie, władze wciąż sprawdzają, co się dzieje. 

Informacje o tajemniczych zgonach potwierdził także biolog i podróżnik dr Niall McCann z organizacji charytatywnej National Park Rescue (znany także z programów telewizyjnych w Animal Planet i Discovery Channel). Jego zdaniem to wydarzenie zupełnie bez precedensu. Co gorsza, jego końca i przyczyn nie widać. 

To nie kłusownicy

Najpierw lokalni ekolodzy wypatrzyli 169 martwych zwierząt podczas trzygodzinnego lotu nad deltą Okawango na początku maja. Miesiąc później zidentyfikowano kolejnych dwieście sztuk słoni. Zwierzęta te nie umarły z braku żywności lub wody. Nie są również ofiarami kłusowników szukających kości słoniowej, ponieważ nie było widać, aby usunięto im kły. „Umierają tylko słonie i żadne inne zwierzęta” – dodaje dr McCann. – „Gdyby kłusownicy używali cyjanku, można byłoby się spodziewać także innych ofiar”. Badacze wykluczyli także zatrucie bakteriami wąglika (którego nieznany szczep odpowiadał już kiedyś za śmierć setki słoni w Botswanie). Ze zwłok padłych ostatnio zwierząt pobrano próbki, jednak analizy laboratoryjne potrwają jeszcze kilka tygodni. 

Zdaniem McCanna wiele wskazuje, że słonie dopadła jakaś niezidentyfikowana jeszcze choroba. Wiele zwierząt znaleziono przy źródłach wody, a według świadków chodziły przed śmiercią w kółko. To mogłoby świadczyć o jakichś zaburzeniach neurologicznych u padłych zwierząt. Tylko co jest ich przyczyną? Czyżby coś w glebie lub wodzie? Tego nie wiemy, jednak McCann ostrzega, że przecież pandemia Covid-19 wzięła się najprawdopodobniej od zwierząt. Nie mamy żadnej gwarancji, że także ta nieznana choroba, która dotknęła teraz słonie w Botswanie, nie przeniesie się na ludzi. To zaś mogłoby wywołać kryzys dla ochrony zdrowia w Botswanie, a może nawet poza jej granicami.