Czy papież może mieć syna? Czy ten syn może zostać jego następcą? – dziś takie pytania brzmią jak tandetna prowokacja. A jednak historia zna przynajmniej dwa przypadki, gdy po śmierci ojca zwierzchnictwo Kościoła obejmował jego potomek. W latach 402–417 na tronie papieskim zasiadał Innocenty I, syn Anastazego I. W roku 536 papieżem został Sylweriusz, syn Hormizdasa, który panował między rokiem 514 a 523. Z bardzo niepełnych biografii papieży wczesnego chrześcijaństwa wynika, że kilkunastu z nich było dziećmi duchownych – księży, prezbiterów, nawet biskupów. Niektórzy posiadali własne rodziny. Ich listę otwiera pierwszy papież – święty Piotr. Aż trzy Ewangelie (Marka, Mateusza i Łukasza) wspominają o jego teściowej, więc nie ulega wątpliwości, że był żonaty. Tradycja przypisuje mu też ojcostwo córki – św. Petroneli.

Spętana natura

Co prawda już synod biskupów w Elwirze w roku 300 zalecił, by wyżsi rangą duchowni nie zawierali małżeństw, ale była to bardziej sugestia niż nakaz. Na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) padła propozycja wprowadzenia obowiązkowego celibatu. Przeważył jednak głos powszechnie szanowanego, pobożnego biskupa Pafnucego, który ostrzegał przed skutkami nadmiernej surowości: „Kto chce stworzyć anioła, może stworzyć zwierzę”, gdyż „spętana natura potrafi potajemnie znaleźć sobie zadośćuczynienie”. Przyjęto więc kompromisowe rozwiązanie, zgodnie z którym duchowni, którzy przed przyjęciem święceń zawarli małżeństwo, mogą w nim trwać. Zasada ta obowiązuje do dziś w Kościele prawosławnym. Natomiast w Kościele rzymskokatolickim bardzo długo ścierały się dwie tendencje – rygorystyczna, opowiadająca się za całkowitym wyeliminowaniem seksu z życia duchowieństwa, i liberalna, przyznająca księżom prawo do posiadania rodziny. W instytucjach opartych na hierarchii i dyscyplinie brak jednoznacznego stanowiska zwierzchników z reguły sprzyja ekstremistom. I to po obu stronach. Równocześnie pojawiali się więc asceci maltretujący swe ciała, by stłumić naturalne popędy, i sybaryci zaspokajający wszelkie zachcianki. Każda z tych grup dążyła do uznania wyznawanych zasad za obowiązujące powszechnie. Efektem był postępujący chaos moralny, który apogeum osiągnął w epoce, nazywanej nawet przez historyków życzliwych Kościołowi ciemnym stuleciem papiestwa.

Perwersja i polityka

Rozpoczęło się krótko przed Bożym Narodzeniem roku 882. Sędziwy Jan VIII panował od 10 lat i wbrew oczekiwaniom rzymskich rodów arystokratycznych nie zamierzał przenieść się na tamten świat. Trzeba pamiętać, że papież był wówczas nie tylko głową Kościoła, ale również władcą państwa obejmującego Rzym i sporą część środkowych Włoch. Jego tron stanowił zatem łakomy kąsek dla żądnych władzy patrycjuszy. Nie mogąc się doczekać na schedę, postanowili przyspieszyć bieg zdarzeń. Wykonanie zadania powierzyli skoligaconemu z Janem VIII księdzu, który podsunął krewniakowi truciznę. Ta jednak nie zadziałała, więc duchowny sięgnął po skuteczniejsze narzędzie i roztrzaskał papieżowi głowę. Jedne źródła mówią, że użył młotka, inne – że był to złoty puchar lub kielich mszalny. Do końca średniowiecza ofiarą skrytobójczych morderstw padło jeszcze siedmiu papieży. Podłożem wszystkich zbrodni były odwieczne motywy – władza, bogactwo i kobiety. Pierwsza dama, która pod względem temperamentu i ambicji dorównywała dawnym rzymskim heterom, wkroczyła na scenę 20 la po zabójstwie Jana VIII. O wyborze jego na stępców nie decydował już Duch Święty, lecz układ sił między dwoma wielkimi rodami Krescencjuszami (Crescentio) i Tuskulańczy kami (hrabiowie z Tusculum).

Średni czas trwania pontyfikatu wynosił w tym okresie niespełna półtora roku. Tylko szczęściarze umierali śmiercią naturalną; Bonifacy VI został otruty dwa tygodnie po wyborze [niektóre źródła podają, że zmarł na podagrę – przyp. red.] , Stefana VI uduszono, Leona V po dwóch miesiącach od koronacji kazał uwięzić i otruć jego następca Krzysztof, który cieszył się władzą przez cztery miesiące i podzielił jego los. Za dwiema ostatnimi zbrodniami kryli się: przywódca Tuskulańczyków – senator Teofilakt i jego żona Teodora. Według kronikarzy to ona miała przekonać swego kochanka Sergiusza do wyrażenia zgody na usunięcie Krzysztofa i zajęcie jego miejsca. Mąż tolerował romans, gdyż grał o wyższą stawkę. Nadał sobie tytuł Obrońcy Kościoła i przejął rządy nad Państwem Kościelnym, uzależniony od niego papież odgrywał jedynie rolę figuranta. Związek Teodory z Sergiuszem III był podszyty wyjątkową perwersją. Zgodziła się bowiem, by kochanką papieża została również jej 15-letnia córka Marozja! Jej małżonek (książę Alberyk I) pod względem cynizmu w niczym nie ustępował teściom. I tak jak oni przedkładał politykę nad szóste przykazanie. Nie ma na to ewidentnych dowodów, ale w Rzymie powszechnie uważano, że owocem schadzek Marozji z papieżem był jej syn – Alessandro. Wersję tę potwierdził m.in. słynący z zacności biskup Liutprad z Cremony, który w swojej kronice zapisał, że „przez nikczemne cudzołóstwo był jej synem”. Wspominał o tym nie bez powodu, gdyż chłopca czekała kariera nie byle jaka.

Pornokracja

 

Pontyfikat Sergiusza III trwał 7 lat i – co w tych czasach było rzadkością – skończył się śmiercią z przyczyn naturalnych. Teodora raczej nie opłakiwała kochanka, miała już innego pocieszyciela. Jan z Tossignano był młodym księdzem wysłanym przez arcybiskupa Rawenny do Rzymu tuż po wyborze Sergiusza. Przystojny, inteligentny przybysz od razu wpadł Teodorze w oko. Ksiądz Jan szybko zorientował się, kto naprawdę rządzi w Wiecznym Mieście, więc nie opierał się zalotom starszej od niego damy. Opłaciło się. Kilka tygodni później był już biskupem Bolonii, a kiedy nagle zmarł arcybiskup Rawenny, decyzją papieża został jego następcą. Nowe obowiązki zmusiły jednak Jana do opuszczenia Rzymu, a Teodora tęskniła… Po zgonie Sergiusza III znalazła sposób na sprowadzenie kochanka bliżej. Realizacja planu wymagała czasu, więc chwilowo wraz z rodziną zaangażowała się w wybór kolejnych papieży. O Anastazym III i Landonie nawet bardzo dociekliwi historycy mają do powiedzenia niewiele ponad to, że obaj byli marionetkami w ręku klanu z Tusculum i szybko umierali. Przygotowując się do głównej batalii, Teodora załatwiła sobie tytuł senatorski, dzięki czemu mogła już oficjalnie uczestniczyć w grze o władzę. I przeforsowała kandydaturę… Jana z Tossignano, który po zwycięskim konklawe przybrał imię Jana X. Odtąd miała kochanka pod ręką, tyle że nie nacieszyła się nim zbyt długo. Dwa–trzy lata później zmarła. O względy i kontrolę nad papieżem natychmiast zaczęły zabiegać jej dwie córki – Marozja i Teodora. Jan X na swoje nieszczęście wybrał tę drugą. Początkowo nic jednak nie zapowiadało kłopotów, papież osobiście poprowadził armię na wojnę z muzułmanami, analizował możliwości chrystianizacji Słowian, szukał sojuszników we Francji i na Węgrzech. Jednym słowem – okazał się władcą samodzielnym.

Zdaniem Marozji zbyt samodzielnym. Wciąż też cieszył się dobrym zdrowiem, a tymczasem do wieku dojrzałego zbliżał się jej ukochany syn Alessandro. W końcu uznała, że 13 lat pontyfikatu wystarczy. Opłacani przez nią ludzie sprowokowali zamieszki, gdy rozjuszony motłoch wdarł się do siedziby papieża, pojawili się żołnierze Tuskulańczyków. Kazali Janowi X patrzeć, jak mordują mu brata, i zawlekli do więziennej celi. To jednak nie wystarczyło Marozji. Przekonała swego drugiego męża (pierwszy zmarł), że znienawidzonego wroga należy usunąć definitywnie. Strażnicy spętali papieża, a małżonek hetery osobiście udusił go poduszką. W podobny sposób pożegnał się z tym światem następca Jana Stefan VII i już nic nie mogło powstrzymać Marozji przed osadzeniem na tronie syna. Alessandro został Janem XI. Duchowni, którzy traktowali wiarę poważnie, zatrzęśli się z oburzenia. Rzym widział już wiele, ale jeszcze się nie zdarzyło, by głową Kościoła został domniemany syn papieża i kobiety uważanej powszechnie za prostytutkę. W kronikach zapisano, że Teodora i jej córki „zmieniły Święte Miasto w dom publiczny”, historyk Edward Gibbon nazwał ten okres w dziejach papiestwa pornokracją.

Osiągnięto dno

Faworyzując Aleksandra, matka nie doceniła jego brata Alberyka II. Lekceważony przez matkę, znieważany przez ojczyma, w końcu się zbuntował. Opanował Rzym, ojczyma przepędził, matkę i brata zamknął w więzieniu. Alberyk II skończył z pornokracją, ale „ciemne stulecie” trwało nadal. To on, jako niekoronowany władca Rzymu, decydował, kto zasiądzie na papieskim tronie. Z reguły byli to przyzwoici, lecz całkowicie mu posłuszni starcy. Na łożu śmierci wpadł jednak na zdumiewający pomysł i wymusił na kościelnych hierarchach przyrzeczenie, że na kolejnego zwierzchnika Kościoła wybiorą jego syna Oktawiana. Chłopak miał wówczas szesnaście lat. Przysięgi złożonej umierającemu nie można było nie dotrzymać, tak więc kilkanaście miesięcy później Oktawian został Janem XII. Rudolf Fischer-Wollpert, powściągliwy w komentarzach autor „Leksykonu papieży”, napisał: „Ogólny sąd o tym pontyfikacie – nawet przy tak ogromnym zdziczeniu obyczajów tego okresu – może być jedynie druzgocący: osiągnięto dno”. Wypowiedziana sześć wieków wcześniej przestroga biskupa Pafnucego stała się faktem, gdyż natura zmuszonego do celibatu nastolatka „znalazła sobie zadośćuczynienie”. Młodziutki papież bardziej niż Chrystusowi służył Erosowi. Kronikarze konstatowali, że jego rezydencja na Lateranie stała się burdelem. Prostytutkom za ich usługi płacił złotymi kielichami i innymi naczyniami liturgicznymi. Kompanów od wyuzdanych zabaw, hazardu i pijatyk mianował biskupami, do godności tej wynosił również chłopców, którzy szczególnie przypadli mu do gustu. Odnotowano nawet nominację 10-latka!

W końcu wszyscy mieli tego dość. Cesarz Otton w 963 r. ponownie wkroczył z wojskiem do Rzymu [pierwszy raz zjawił się tam rok wcześniej – przyp. red.], zwołał synod biskupów, który osądził papieża. Uznano go winnym rozpusty, symonii, krzywoprzysięstwa, kazirodztwa i morderstwa. Wyrok mógł być tylko jeden – detronizacja i dożywotnie więzienie. Ale Jan zdołał uciec i spokojnie czekał, aż cesarz wyjedzie z miasta. Gdy to nastąpiło, natychmiast wrócił, zwołał własny synod i – jak łatwo przewidzieć – został uniewinniony. Po tym werdykcie oświadczył, że uznaje następcę za uzurpatora. W trakcie przygotowań do walki o odzyskanie papieskiego tronu zmarł. By już bardziej nie gorszyć ludu, podano do wiadomości, że przyczyną śmierci był wylew krwi. Ale średniowieczny kronikarz zapisał: „Zabrał go diabeł, gdy popełniał grzech cudzołóstwa z zamężną kobietą w jej domu”. Wieść gminna głosiła, że owym diabłem był zazdrosny mąż, który przyłapał kochanków na gorącym uczynku.

Sprzedam koronę za żonę

Wydawało się, że nic już nie jest w stanie przyćmić ekscesów Jana XII. A jednak niemal 70 lat po jego nagłej śmierci na papieskim tronie zasiadł kolejny przedstawiciel rodu Tusculum i tego dokonał. Benedykt IX w momencie rozpoczęcia pontyfikatu miał według wersji oficjalnej osiemnaście, według nieoficjalnej – szesnaście lat. Władzę nad Kościołem obejmował jako osoba świecka, ale dla jego ojca – Alberyka III nie było rzeczy niemożliwych. Nacisnął, gdzie trzeba i ukochany syn w ciągu jednego dnia otrzymał święcenia kapłańskie i sakrę biskupią. Rzymianie darzyli go szczerą pogardą, kilkakrotnie wywoływali powstania. W roku 1044 wreszcie skutecznie. Benedykt ratował się ucieczką, a ród Krescencjuszy wykorzystał okazję i w styczniu następnego roku powołał swojego papieża Sylwestra III. Po dwóch miesiącach Benedykt odzyskał tron, ale w jego życiu zaszła wówczas zmiana. Tak długo uganiał się za kobietami, aż w końcu naprawdę się zakochał. Dbający o reputację ojciec piętnastolatki zgodził się na jej związek z papieżem jedynie pod warunkiem, że przypieczętują go ślubem. Po powrocie do Rzymu Benedykt IX stanął więc przed alternatywą – Kościół albo kobieta. Przemyśliwał nad zmianą prawa o celibacie, ale nie miał dość siły, by ją przeforsować. W końcu postanowił… sprzedać godność papieża!

Gotowość zakupu wyraził jego ojciec chrzestny Jan Gracjan. Cena wyniosła według różnych źródeł tysiąc lub półtora tysiąca funtów srebra. Nabywca przybrał imię Grzegorza VI. Po pewnym czasie Benedykt doszedł jednak do wniosku, że nie zrobił najlepszego interesu i uznał transakcję za nieważną. Oczywiście kontrahent wyraził przeciwną opinię i w efekcie w Rzymie zaczęło panować jednocześnie trzech papieży: Sylwester III, Benedykt IX i Grzegorz VI. Na to bezhołowie musiał zareagować cesarz, który po prostu przepędził całą trójkę. Benedykt zmarł na wygnaniu [przedtem przez niecałe dziewięć miesięcy sprawował jeszcze funkcję papieża – przyp. red.], a jego następcy zaczęli mozolnie odbudowywać utracony autorytet. Z pomocą spieszyli im chrześcijańscy intelektualiści oraz dobrze wykształceni mnisi z opactwa w Cluny. By wiedzieli, z jaką spuścizną muszą się mierzyć, święty Piotr Damiani, doradzający pięciu kolejnym papieżom, napisał dzieło o wymownym tytule „Liber Gomorrhianus”. Bo rzeczywiście w „ciemnym stuleciu” papieski dwór bardziej przypominał Sodomę i Gomorę niż siedzibę zwierzchnika Kościoła.

Kardynał w ślubnym posagu

 

Erosa przepędzono z Watykanu, ale jak się okazało – nie na zawsze. Powrócił w epoce odrodzenia, która na nowo odkryła cywilizacje starożytnej Grecji i Rzymu, z ich filozofią, sztuką i religią. Najgorliwszym wyznawcą boga miłości był Aleksander VI. Nie był on jednak wyjątkiem wśród papieży hołdujących renesansowemu zawołaniu: „Nic, co ludzkie, nie jest mi obce”. Co najmniej pięciu ówczesnych zwierzchników Kościoła poznało smak miłości i ojcostwa. Pierwszym był Innocenty VIII, który jeszcze jako kardynał Giovanni Battista Cibo dochował się sporej gromadki potomstwa. Pogłoskom, że dzieci było aż szesnaścioro, zawdzięczał złośliwy przydomek „Ojca ojczyzny”. Dwoje z nich, syna Franceschetta i córkę Teodorinę, uznał oficjalnie, pozostałe przedstawiał jako bratanków i bratanice. Jak przystało na troskliwego ojca, dbał o ich przyszłość, swatając z posażnymi pannami i kawalerami. Największym osiągnięciem był ożenek Franceschetta z córką najsłynniejszego z Medyceuszy – Wawrzyńca Wspaniałego. Władca Florencji zgodził się na to małżeństwo pod warunkiem, że papież wyniesie do godności kardynalskiej jego 14-letniego syna.

Ćwierć wieku później wniesiony Kościołowi w posagu medycejski kardynał został wybrany na papieża. Jako Leon X zasłynął z niebywałej rozrzutności i zamiłowania do luksusu, ale od kobiet stronił. Zdaniem współczesnego mu kronikarza i polityka Francesco Guicciardiniego dlatego, że był gejem. Trójkę dzieci miał Juliusz II, czwórkę – Paweł III, którego ironicznie nazywano „papieżem kiecką” i to bynajmniej nie z powodu noszenia sutanny. Karierę zawdzięczał swej siostrze, pięknej Giulii Farnese, kochance Aleksandra VI. Mimo że nie miał święceń kapłańskich, dzięki jej protekcji został kardynałem. Przez czterdzieści pięć lat wiódł życie renesansowego birbanta, przedkładając łoże i stół nad ołtarz. Po czym radykalnie się zmienił, przyjął święcenia i pogrążył w ascezie. Zyskał taki szacunek, że zaczęto widzieć w nim jedynego hierarchę, który powstrzyma degradację Kościoła i stawi czoła reformacji. W wieku 66 lat został papieżem i na tyle odmienił obyczaje, że jego następca Juliusz III już nie odważył się na żadną erotyczną ostentację. Chłopca, który prawdopodobnie był jego dzieckiem, oddał bratu, prosząc, by go usynowił.

Zwołany przez Pawła III sobór trydencki definitywnie potwierdził obowiązek celibatu i pod groźbą usunięcia z urzędu zakazał hierarchom życia w konkubinatach. Wstrząs, jaki wywołała reformacja, sprawił, że przepisy prawa kanonicznego zaczęto traktować poważnie.Od końca XVII w. nawet zaprzysięgli wrogowie Kościoła nie znajdowali już podstaw do oskarżania jego zwierzchników o rozpustę. Nawet jeśli w Watykanie pojawiały się kobiety, ich relacje z papieżami nie miały żadnych podtekstów erotycznych. Olimpia Maidalchini, szwagierka Innocentego X, stała się szarą eminencją rzymskiej Kurii. To ona decydowała, kto zostanie dopuszczony przed oblicze papieża, jakie sprawy dotrą do niego, kto awansuje w hierarchii, a kto zostanie strącony niżej. Tej pozycji nie zawdzięczała jednak walorom fizycznym, lecz silnemu charakterowi i talentom administracyjnym. Schorowany, sędziwy Innocenty nie miał ani sił, ani zdolności, by zarządzać biurokratyczną machiną, Olimpia miała ich aż nadto. I dawała to odczuć nawet najbardziej wpływowym purpuratom, którzy się jej zwyczajnie bali. Oficjalnie tytułowali ją  „Donną Olimpią”, a po cichu nazywali „papieżycą”.

Podobnym przydomkiem obdarzono Pasqualinę Lehner, która przez 40 lat towarzyszyła Piusowi XII. Poznali się w szwajcarskim sanatorium, gdzie on – 41-letni ksiądz Eugenio Pacelli leczył się z gruźlicy, a ona – 23-letnia zakonnica opiekowała się pacjentami. Gdy w 1917 r. objął funkcję nuncjusza w Monachium, zwrócił się do papieża z prośbą o oddelegowanie siostry Pasqualiny do prowadzenia mu domu. Życzenie zostało spełnione i odtąd już się nie rozstawiali. Przyjechała z nim nawet na konklawe, a po wyborze przeniosła się do Watykanu. Wszyscy biografowie Piusa są zgodni, że chociaż wywierała na niego olbrzymi wpływ, nie łączyło ich nic poza przyjaźnią i przywiązaniem. Włoscy urzędnicy Kurii nazywali ją virgo potens, mocarną dziewicą. Pełniła funkcję osobistego sekretarza papieża, szefowej kuchni, pielęgniarki, najbardziej zaufanego doradcy. Gdy w grę wchodziło dobro podopiecznego, nie wahała się okazywać swej władzy. Potrafiła przerywać spotkania z najwyższej rangi dostojnikami, oznajmiając nieznoszącym sprzeciwu tonem, że „Ojciec Święty musi zjeść obiad”. Również Jana Pawła II łączyła głęboka, trwająca ponad pół wieku przyjaźń z kobietą. Doktor Wanda Półtawska ujawniła to dopiero po śmierci papieża, publikując w 2009 roku część korespondencji, jaką przez cały ten czas prowadzili. W wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” powiedziała, że zdecydowała się na to, by pokazać jak mogą i powinny wyglądać związki duchownego z kobietą: „Ksiądz ma się zajmować nie kobietą, a jej duszą”. To ideał, o który w dzisiejszych czasach znów trudno.