Przy okazji piątej edycji konferencji Masters&Robots odbywającej się w dniach 21-22 września a organizowanej przez Digital University, przeprowadziliśmy rozmowę z jednym z jej prelegentów – prof. Dariuszem Jemielniakiem (na zdj. poniżej), badaczem społecznym, analizującym m.in. dezinformację w sieci i ruchy antynaukowe, członkiem korespondentem Polskiej Akademii Nauk, a od 2015 członkiem Rady Powierniczej Fundacji Wikimedia, która zarządza m.in. Wikipedią.

 


Panie Profesorze, jakie jest obecnie największe zagrożenie wynikające z rozwoju nowoczesnych technologii?
Jest ich niestety wiele, ale na dziś, największym jest brak społecznej kontroli nad dostępem do informacji. Firmy takie jak Facebook czy Twitter są tak naprawdę poza wszelką kontrolą. Brakuje odpowiednich regulacji, które ograniczałyby rozprzestrzenianie nieprawdy i tzw. „fake newsów”. Wiemy, że Facebook może być użytecznym narzędziem służącym dyktatorom do prześladowań lub wzniecania przemocy przez różne grupy jak np. ostatnio w Ekwadorze czy Myanmarze. Dużym problemem jest to, że np. Facebook traktuje znane postaci w sposób uprzywilejowany. Konta należące do sław mogą sobie pozwolić na dużo więcej. To wprowadza ogromną dysproporcję między użytkownikami i grozi niekontrolowanym rozprzestrzenianiem się fałszywych wiadomości. 

Jaka jest według Pana przyszłość mediów społecznościowych?
Są pomysły (jestem ich zwolennikiem) podziału Facebooka na kilka mniejszych podmiotów. Dziś Facebook to nie tylko portal społecznościowy ale też np. komunikator Messenger, czy Instagram, który jest przecież własnością Facebooka, który jest po prostu monopolistą. Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć jaka jest przyszłość mediów społecznościowych, ale jestem pewien, że należy niezwłocznie działać, by ograniczyć ich negatywny wpływ na życie społeczeństw. Nie może być tak, że firmy potajemnie gromadzą i handlują danymi miliardów ludzi bez ich zgody i wiedzy. 

Każdy z nas, kto jest użytkownikiem mediów społecznościowych, tkwi w tzw. „bańce informacyjnej” widząc tylko wiadomości, które zgadzają się z naszymi upodobaniami. Jak temu zaradzić.
Trudno jest tu cokolwiek doradzić. Nawet jeśli ktoś jest świadomy tego, że tkwi w „bańce informacyjnej” bardzo jest trudno się z niej wydostać. Algorytmy Facebooka są tak skomplikowane i pozwalają na gromadzenie takiej ilości danych o jego użytkownikach, że wydostanie się poza to, co chce pokazać nam Facebook jest bardzo utrudnione. To, co każdy z nas może zrobić jako obywatel, to wpływać na rządy i polityków, którzy tworzą regulacje prawne, tak by prywatność i prawo do obiektywnej informacji były chronione. Zrezygnowanie z używania portali społecznościowych jest przecież nierealne w większej skali.

Czy istnieje możliwość poprawy obecnej sytuacji w tym względzie? A jeśli nawet ona nastąpi, czy da się jeszcze naprawić szkody wyrządzone przez wielkie portale społecznościowe, czy są one już nieodwracalne?
Nastąpiła rewolucja w hierarchii wiedzy w społeczeństwie. Chodzi o to, że o ile kiedyś mieliśmy określoną ilość wiarygodnych źródeł wiedzy (mediów, środowisk naukowych itd.), z których korzystała zdecydowana większość ludzi, dziś każdy może znaleźć sobie własne, niekoniecznie rzetelne źródło. Nie wszystkie źródła wiadomości są wiarygodne, co niestety nie przeszkadza im zdobywać ogromnych rzeszy odbiorców, co może prowadzić do bardzo negatywnych skutków. Przykładem jest choćby dezinformacja dotycząca epidemii i szczepionek. Ludzie lubią wierzyć w różne teorie spiskowe, a to napędza „klikalność”. To prowadzi do wzrostu źródeł dezinformacji. Co gorsza, ten proces przyspiesza. Wiele zmian dotyczących obiegu informacji i rozprzestrzeniania nieprawdy, obawiam się, jest nieodwracalnych. 
 

Rozmawiał: Rafał Dadura