Mafia na Śląsku rodziła się w bólach, ale od razu na wielką skalę. To tam prowadził interesy Ricardo Fanchini – gangster, którego poważało i rosyjskie sołncewo, i włoscy mafiosi.


Policje i  tajne służby całego świata znały go pod wieloma nazwiskami i  ksywkami. Miał paszporty, w których występował jako Ricardo Marian Fanchini, ale nazywał się również Richard Rotman, Richard Fanchini, Riccardo Rotmann, Riccardo Fanchini, Riccardo Kozina, Richard Kozina, Riccardo Wojciechowska, Jerzy Bank, Ioannis Skandalis-Themistoklis, Michael Prokupecz, Aksamitny, Yura, Warhol, Rysiek, Richard Ryjwirski, Bank, The Polack, The Gypsy i Vasjar. Uważany był za szarą eminencję międzynarodowej przestępczości zorganizowanej. Miał świetne kontakty i prowadził interesy z mafią sycylijską, kartelami narkotykowymi oraz gangsterami z byłego ZSRR.


Teraz odsiaduje wyrok w więzieniu w USA. Trafił tam pod koniec września 2007 roku, kiedy londyńska policja otoczyła posiadłość w dzielnicy Mayfair na West Endzie, należącą do cudzoziemca Ricarda Rotmana vel Ricarda Fanchiniego.


Ricardo Fanchini vel Richard Rotmann z Londynu został przewieziony do Nowego Jorku. Tam zajęli się nim specjaliści z FBI od zmiękczania zatwardziałych mafiosów. Ponad sześciomiesięczny pobyt Fanchiniego w  amerykańskim areszcie sprawił, że ten doświadczony i  twardy przestępca nabrał jednak ochoty do współpracy z wymiarem sprawiedliwości USA. Fanchiniemu postawiono ponad 40 zarzutów. Zdecydował się na „układ” z amerykańskimi prokuratorami. Dzięki niemu został skazany tylko za kilka przestępstw. Odpowiedział m.in. za zorganizowanie przemytu do USA ponad 1,5 miliona tabletek ecstasy.


Fanchini przyznał się do winy i  zgodził się na odbycie kary 10 lat pozbawienia wolności. Zapłacił także grzywnę w wysokości 2 milionów dolarów oraz ujawnił Amerykanom swój majątek wartości 30 milionów dolarów znajdujący się w Holandii, Belgii, Francji, na Ukrainie (w Odessie), w Rosji i w krajach azjatyckich. Dla jego „partnerów w biznesie” najgorsze jest to, że opowiedział śledczym z  FBI i DEA (agencja antynarkotykowa) o wpływowych postaciach, które utorowały mu drogę na szczyt. Prysł mit bezkarnego gangstera i biznesmena.


Wraz z Fanchinim do więzienia trafili jego dwaj ochroniarze, bracia Nikolai Dozortsev (5 lat więzienia i 250 tysięcy dolarów grzywny) i  Artur Dozortsev (2 lata więzienia i 250 tysięcy dolarów kary). W tej samej sprawie są oskarżeni Roberto Alcaino oraz Boris Najfeld.


Rysiek  i rosyjska mafia


Ścisłe związki Fanchiniego z rosyjską mafią pokazuje historia firmy „M and S”. Rozpoczyna się w latach 90. ubiegłego wieku w Gliwicach. Nikt tak na dobrą sprawę nie wie, jak Tadeusz M., zwany Chytrym, został biznesmenem. Najpierw zaczął „dyrektorować” w składzie celnym firmy Olech w Gliwicach. Po kilkunastu miesiącach w miejsce Olecha pojawił się skład celny Mikador, kontynuator tego pierwszego ze zmienioną nazwą.


Rozkwit biznesu Tadeusza M. przypada na rok 1991. W czerwcu w Państwowym Biurze Notarialnym przed pełniącym obowiązki notariusza Jerzym Horbanem stawił się Tadeusz M. z pełnomocnictwami trzech zagranicznych wspólników: Rachmiela Brandwaina, jego szwagra Alexandra Krivoruchko i Ricardo Fanchiniego.


Sporządzono akt notarialny powstania M and S Investment Group Spółka z o.o. z siedzibą w Warszawie, przy ulicy Zielnej 37. Czas trwania spółki określono jako nieograniczony, a kapitał zakładowy wynosił 580.264.600 ówczesnych złotych, podzielony na  100 równych udziałów. I tak Rachmiel Brandwain, Ricardo Fanchini oraz Alexander Krivoruchko otrzymali po  33 udziały, a Tadeusz M. – jeden.


Ustalono, że spółką będzie zarządzał w jednej osobie Tadeusz M. – Swoje odcierpiałem i odsiedziałem. Jestem innym człowiekiem. Wtedy naprawdę nie wiedziałem, kim jest Fanchini. Poznaliśmy się poprzez kogoś w Berlinie. Ta osoba była związana ze składem Olech – mówi dziś M.


Zakres działalności M and S Investment Group był szeroki. Spółka miała zajmować się m.in. produkcją i usługami w zakresie przemysłu rolno-spożywczego z wyłączeniem napojów alkoholowych oraz tytoniowych, produkcją urządzeń elektronicznych i elektrotechnicznych, usługami leasingowymi, szeroko pojętym doradztwem oraz organizowaniem konferencji, spotkań i wizyt. Ponieważ w spółce występowały tzw. zagraniczne podmioty (Brandwain, Fanchini, Krivoruchko), potrzebne było zezwolenie Prezesa Agencji ds. Inwestycji Zagranicznych. Zezwolenie takie, podpisane przez Zbigniewa Piotrowskiego, zostało wydane 29 maja 1991 roku. Nic nie stało na przeszkodzie w stworzeniu jointenture. W sierpniu 1991 roku w Sądzie Rejonowym w Warszawie, w  Wydziale XVI Gospodarczym wpisano spółkę do rejestru RHB pod numerem 28113. W listopadzie spółka przeniosła się do Gliwic. Z akt wynika, że R. Brandwain i A. Krivoruchko byli posiadaczami belgijskich paszportów, natomiast R. Fanchini – niemieckiego. Adresy Fanchiniego i Brandwaina były identyczne (Luxemburg L-1420, 298 Av Garton Diederich). Mieściła się tam wtedy belgijska firma M and S International. Nie było mowy o przypadku. Alexander Krivoruchko mieszkał natomiast w Antwerpii przy Pelikan Straat 42. Poprzednio był obywatelem Związku Radzieckiego o swojsko brzmiącym nazwisku Kriworuczkow. Brandwain został zastrzelony w 1998 roku w Antwerpii.


Radiowe  hobby Chytrego


Nasz informator z policyjnych kręgów twierdzi, że służby specjalne prawie natychmiast zaczęły się interesować zarówno prężnie działającą firmą-matką, jak i powstałymi wokół niej przedsiębiorstwami. Tadeusz M. wyczuł to zainteresowanie i powoli usuwał się w cień. W czerwcu 1994 roku przestał być prezesem spółki. Został nim Daniel Mync, którego na początku 1995 r. zastąpił Janusz Rakowski. Kilka dni przed aresztowaniem Tadeusz M. pozbył się wszystkich udziałów (ponad 90 proc.) w komercyjnym Radiu „Flash”.


Tadeusz M. (a właściwie M and S Investment Group) był także właścicielem tygodnika „Nowiny Gliwickie”. Pracował w nim zresztą jako „doradca”. Prezesowi M. bacznie przyglądał się Urząd Skarbowy. Efektem tego była decyzja o wymierzeniu podatku dochodowego za lata 1991–1992 z tytułu prawa własności do udziałów w  spółce w wysokości 27 milionów zł.


M and S pojawia się też w aktach FBI. Wynika z nich, że firma była kontrolowana przez Borisa Najfelda, który nadzorował szlak przemytu narkotyków z Tajlandii. Kupione tam narkotyki pakowano do kineskopów telewizyjnych i za pośrednictwem M and S przewożono do Polski. Stąd kurierzy przemycali narkotyki w żołądkach do USA.


Policja miała operacyjne informacje, że Tadeusz M. na polecenie swoich protektorów tworzy fikcyjne firmy. Ich finansami zaczął zajmować się Urząd Kontroli Skarbowej. Wyszło na jaw, że wszystkie spółki skupione wokół M and S Investment Group „prały” pieniądze oraz służyły do „wypompowywania” dolarów z Polski do zagranicznych banków. Fanchini wraz ze wspólnikami wytransferował na Zachód 1,5 miliona dolarów. Mechanizm operacji dziś nie wydaje się skomplikowany, ale dwadzieścia lat temu był nieznany policji i prokuraturze w Polsce. „Wyprane” pieniądze wpłacano do małego banku w Bielsku-Białej. Bank ten nie mógł prowadzić operacji walutowych, dlatego dokonywano tzw. blokady na oddział Banku Handlowego w Katowicach. Stąd szło polecenie przekazania za granicę odpowiedniej ilości dewiz, równej co do wartości sumie wpłaconej w  polskich złotych. Naturalnie firma wpłacająca złotówki istniała jedynie na papierze.


Podczas śledztwa natrafiono na kilka luksusowych samochodów (bentley turbo, jaguar) sprowadzonych do Polski bez cła i podatku. Polecenie ich rejestracji na podstawie sfałszowanych papierów wydał Tadeusz M. Jeden z tych samochodów został potem przekazany Borisowi „Bibie” Najfeldowi, jednemu z  najważniejszych szefów mafii z Brighton Beach, niegdyś ochroniarzowi ojców-założycieli rosyjskiego syndykatu zbrodni – Jewsieja Agrona i Marata Bałaguły.


Tadeusz M. trafił w latach 90. ubiegłego stulecia na kilka lat do więzienia. Wyrok odsiadywał w zakładzie karnym w Bytomiu. Tam kontynuował radiową pasję – był prezenterem więziennego radiowęzła. Dziś mieszka w Trójmieście. Działa w Zarządzie Polskiego Stowarzyszenia Sprawiedliwego Handlu.


Chłopak  z ulicy Mariackiej


Ricardo Mario Fanchini urodził się w Katowicach 18 kwietnia 1956 roku. Matka Katarzyna Kozina pracowała jako bufetowa w katowickich lokalach. Ricardo był owocem krótkiego romansu z  obcokrajowcem Villiamem Fanchinim z  Neapolu. Mały Ricardo od urodzenia mieszkał z przyrodnim bratem i  ojczymem niemal w centrum miasta, w obskurnej kamienicy przy ulicy Mariackiej. To ciesząca się do niedawna złą sławą ulica „kurew i złodziei”.


„Rysiek” Fanchini był przystojny i wygadany. W połowie lat 70. obracał się w środowisku katowickich cinkciarzy. Razem imprezowali w katowickim „Santosie”, „Silesii” czy hotelu „Katowice”.  – Miał gadane, potrafił zabajerować każdą dupę, dlatego pozwoliliśmy mu z nami imprezować i robić interesy, handlować walutą. To ja zabrałem go na pierwszy wyjazd do Budapesztu, gdzie nauczył się robić »wajchy«, czyli oszustwa na sprzedających marki lub dolary. Polegało to na tym, że w pewnym momencie podczas transakcji krzyczało się »milicja«, wyrywało całą kasę i w nogi. Albo podmieniało w stosownym momencie plik forintów na zwitek pociętego papieru – wspomina były cinkciarz. W tym światku Ricardo czuł się coraz pewniej i  coraz bardziej zaczął marzyć o wyrwaniu się z PRL-u w szeroki świat. Zakumplował się z Andrzejem Kuną i Zbigniewem Nawrotem, ps. Kanada. – Nawrot dołączył do naszej ekipy trochę później, po tym, jak w 1976 roku wyszedł z więzienia po pięcioletniej odsiadce za gwałt zbiorowy na dwóch uczennicach. Kanada miał wprost nieprawdopodobny zmysł do interesów, zawsze wiedział, na czym można dobrze zarobić. Fanchiniemu zaczynało w Budapeszcie odbijać. W parę osób mocno pobił jakieś handlary i razem obrabowali je ze złota i „kamyków”, no, brylantów – dodaje nasz rozmówca.


Jednak aby „chłopcy” z Katowic mogli wyjechać za granicę do krajów demokracji ludowej, handlować walutą na dworcu Keleti, robić „wajchy”, przemycać srebro lub rtęć, musieli mieć stosowną pieczątkę w dowodzie osobistym. Tu był jeden problem – aby taką pieczątkę dostać, trzeba było pracować. Fanchini z kolegami znaleźli na to sposób – przyjmowali się do pracy, po kilku dniach w kadrach na wniosku o wpis do dowodu osobistego dostawali poświadczenie zatrudnienia. Ricardo zatrudnił się jako malarz w zakładzie malarsko-tapeciarskim Helmuta Wioska w Chorzowie, Kuna – jako uczeń w zawodzie jubilera w zakładzie w Katowicach.


Pracowali niecały tydzień. W biurze paszportowym Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach przy ulicy Żwirki i Wigury jednak bez problemu wbito im upragnioną pieczątkę, bo mieli zaświadczenie z zakładu pracy. Zbigniew Nawrot jako kryminalista nie miał szans na opuszczenie kraju. Dlatego, jak wynika z informacji, jakie zachowały się w  archiwum IPN, „pieczątkę w dowodzie osobistym zdobył za 70 tysięcy złotych, które zapłacił pracownikowi SB, pracującemu w Biurze Paszportowym”.


Fanchini,  Nawrot i bezpieka


SB od dawna obserwowała podróżujących po krajach socjalistycznych cinkciarzy z Katowic. W grudniu 1978 roku sekcja operacyjna Biura Paszportów rozpoczęła sprawę operacyjnego sprawdzenia (SOS) o kryptonimie „Turyści”, która objęła 15 osób.


„Uzyskaliśmy agenturalne informacje, że na terenie województwa katowickiego istnieje grupa osób, które nieprawnie uzyskały wpisy do dowodów osobistych uprawniających do przekraczania granicy PRL i europejskich. Wspomniane osoby prowadzą pasożytniczy tryb życia, często wyjeżdżają do krajów socjalistycznych, trudniąc się nielegalnym handlem obcą walutą i innymi towarami przemycanymi przez granice KDL. Ich standard życiowy, częste przebywanie w  gastronomicznych lokalach rozrywkowych różnych atrakcyjnych miejscowości wskazuje na dysponowanie większymi zasobami pieniężnymi, mimo nieposiadania stałego zatrudnienia” – meldował major Zenon Drębkowski z KW MO w Katowicach swemu przełożonemu, naczelnikowi Wydziału Paszportów MSW w Warszawie.


O  Fanchinim informacji w aktach sprawy „Turyści” jest niewiele. Znajduje się tu meldunek agenta o tym, że Fanchini był jedną z kilku ofiar wypadku samochodowego zimą 1976 roku w centrum Katowic, który spowodował jego kolega – Włodzimierz Leśniowski. W wypadku zginęła Elżbieta Skaźnik, jadąca w  samochodzie, w który uderzył fiat 125p, kierowany przez Leśniowskiego. Kierowca został skazany na 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata i grzywnę.


W listopadzie 1979 roku SB otrzymała od Zenona Skubisza informację, która odkrywa sposób, w jaki Fanchini wydostał się z Polski do RFN: „Ricardo Fanchini i Włodzimierz Leśniowski za granicę wyjechali w końcu lipca, natomiast Zbigniew Nawrot i Urszula Chroboczek miesiąc później. Wymienieni wyjechali do Bułgarii, a następnie z uwagi na fakt, że władze Rumunii wprowadziły obowiązek zakupu paliwa za dolary, udali się tranzytem przez Jugosławię i dalej przedostali się do RFN.


Trzy tygodnie temu otrzymałem pocztówkę z RFN od znajomych: Ryszarda Fanchiniego i Włodzimierza Leśniowskiego. Fanchiniego znałem około 10 lat, pływając razem z nim w klubie. Mieszkał stale w  Katowicach przy ulicy Mariackiej, posiadał samochód marki Fiat 125 p, Citroena, nie pracował zawodowo, ukończył szkołę podstawową.


[…] W  towarzystwie Włodka Leśniowskiego i Ryśka Fanchiniego widywałem dziewczynę o imieniu Renata, zamieszkałą obecnie w  RFN. W/w  osoby były bardzo skryte, o ich wyjeździe nie było nic wiadomo dopiero do momentu otrzymania pocztówki z dopiskiem, że kupili sobie samochód osobowy marki Mercedes 280 SLC. […] Z pogłosek, jakie krążą po mieście, wynika, że Leśniowski oraz Rysiek wyjechali razem”.


Bezpiece udało się ustalić, że Leśniowski, Fanchini i Nawrot otrzymali paszporty na wyjazd do krajów kapitalistycznych w  Wydziale Paszportowym w Gdańsku za łapówkę po 200 tysięcy złotych od każdego. W  1984 roku SOS „Turyści” zostaje złożona w archiwum SB i tym samym zakończona.


Bomba  pod Ferrari „króla schnapsa”


Fanchini i Nawrot rozpoczęli nowe życie. Nawrot zakotwiczył w Hamburgu. Fanchini, ścigany przez niemiecką policję za jakieś oszustwo, zniknął. Wyjechał do USA i otworzył tam w 1983 roku polską restaurację „Yolanta”. Wkrótce rozpoczął swoje pierwsze nieśmiałe interesy z rosyjską mafią w USA. Jako Jerzy Bank był ścigany w 1987 roku przez FBI za przestępstwa podatkowe. Uciekł wówczas do Niemiec, do Hamburga, gdzie razem ze Zbigniewem Nawrotem rozwinął kolejny interes. Po upadku PRL i otwarciu granic Nawrot zbił majątek na schnapsgate (afera z początku III RP: dzięki luce prawnej do grudnia 1992 r. do Polski legalnie wpłynęła rzeka spirytusu z Zachodu. Po 1992 r. legalny import alkoholu do Polski bez płacenia cła stał się niemożliwy). Jego firma w Hamburgu produkowała Royal – tani przemysłowy spirytus. W listopadzie 1991 r. Nawrot zginął w  zamachu. Podłożona bomba wysadziła jego Ferrari

Testarossę. Schedę po nim przejął Fanchini, który rozwinął interesy na globalną skalę.


Proces płatnych morderców, którzy 1 listopada 1991 roku wysadzili w Hamburgu w  powietrze auto Zbigniewa Nawrota, rozpoczął się przed Sądem Wojewódzkim w Bielsku-Białej w  niespełna rok od tragedii, 28 października 1992 roku. Jerzy B. i Jan N., działali na zlecenie Mieczysław Marka, biznesmena z Bielska. Wszyscy, łącznie z Markiem, który został ujęty 15 lat po zbrodni, zostali skazani.


Pozycję Fanchiniego w strukturach mafii umocniła inwestycja w produkcję wódki Kremlyovskaya. Sprzedawał ją m.in. w Rosji, nie płacąc podatków, bo jego partnerzy z Narodowego Funduszu Sportu byli z nich przez władze zwolnieni, o co zadbał Szamil Tarpiszczew, doradca wpływowego mera Moskwy Jurija Łużkowa.


Dr Donald N. Jensen, dyrektor Radia Wolna Europa/Svoboda, specjalizujący się w tematyce rosyjskiej, w swym raporcie z grudnia 1999 r. napisał: „Szamil Tarpiszczew był zaangażowany w organizację importu wódki i papierosów przez Narodowy Fundusz Sportu. (...) Wódka miała pochodzić z zarejestrowanej w Antwerpii firmy gangstera Riccarda Fanchiniego (...) podejrzewanego przez amerykańską agencję DEA o handel narkotykami”. Raport został przygotowany dla Królewskiej Akademii Wojskowej Sandhurst. Kremlyovskaya stała się marką światową na rynku wódek (w Polsce handlowali nią pruszkowscy gangsterzy Marek Medwesek, ps. Oczko oraz bracia Danielakowie – Wańka i Malizna). Zyski z  jej sprzedaży Fanchini zainwestował w nieruchomości w Europie. Kremlyovskaya stała się jednak początkiem kłopotów Fanchiniego. W 2000 r. za malwersacje finansowe, fałszerstwa i pranie pieniędzy został skazany na cztery lata więzienia i ponad 5,5 mln dol. grzywny. Przedterminowo wyszedł z belgijskiego więzienia – po trzech latach. Przeniósł się do Londynu, przyjmując nazwisko Katariny, trzeciej żony: Rotmann. O Fanchinim było już wtedy naprawdę głośno. Zaczęto go zaliczać do gangsterskiej elity. Bo Fanchini – według ustaleń tajnych służb kilku krajów UE – znał ważnych rosyjskich gangsterów działających w USA: Marata Bałagułę (zatrzymanego pod koniec lat 80. w Niemczech i skazanego za malwersacje finansowe i oszustwa w USA) oraz Wiaczesława Iwankowa, ps. Japończyk. O znaczeniu Fanchiniego w świecie rosyjskiej mafii może również świadczyć lista gości na jego ślubie na początku lat 90. Byli tam m.in. tacy bossowie jak bracia Najfeldowie (Boris i Beniamin). Ślub Ricardo zaszczycili też Andrzej Kuna i Aleksander Żagiel, znani z „afery Orlenu”.


Nasz człowiek w Antwerpii


Według policji Belgii, Niemiec i Francji Fanchini był przedstawicielem rosyjskiej mafii rezydującym na stałe w Antwerpii. W  raporcie ekspertów ds. ponadnarodowej przestępczości zorganizowanej z krajów G-8 ze stycznia 1998 r. grupa Fanchiniego znalazła się w jednym rzędzie z organizacją Siemiona Mogilewicza, ps. Seva. Poszukiwany przez FBI Mogilewicz ma opinię najgroźniejszego rosyjskiego gangstera i szefa mafii z Sołncewa. Według informacji polskich organów ścigania Fanchini był w 1996 r. gościem na 50. urodzinach Mogilewicza. Przez co najmniej pięć lat rozpracowywali go oficerowie amerykańskiej agencji DEA. Jak kilka lat temu ustalili reporterzy „Superwizjera”, za czasów Jelcyna Fanchini był pod opieką córki Jelcyna Tatiany Diaczenko i wpływowego wówczas na Kremlu Pawła Borodina, szefa prezydenckiej kancelarii. Wraz upadkiem klanu Jelcyna kłopoty zaczął mieć zarówno Borodin (zarzucono mu m.in. gigantyczne defraudacje przy okazji remontu Kremla), jak i Fanchini. Jednak dzięki Najfeldowi Ricardo zyskał kontakty z bossami mafii włoskiej w Palermo oraz z gangami w Marsylii. To otwierało drogę do wielkich operacji przemytniczych zarówno na morzu, jak i w powietrzu.


Podobno Fanchini ma nadzieję, że w 2014 r., po odsiedzeniu siedmiu lat z dziesięcioletniego wyroku, wyjdzie z amerykańskiego więzienia. Czy będzie miał do czego wracać?