Tak, brzmi to bardzo negatywnie i katastroficznie, ale trzeba w końcu zrozumieć, że chociaż głównym problemem jest przemysł fast fashion, to niestety napędzają go nasze zakupowe nawyki. Więc my też jesteśmy problemem. Na szczęście tam, gdzie zdrowy rozsądek jednostki nie do końca działa, wchodzą organy regulacyjne. Do Francji i Holandii właśnie dołączyły Niemcy, które chcą zaostrzenia unijnych przepisów dotyczących producentów taniej odzieży.
Tania koszulka wcale nie jest taka tania
Model działania marek określanych mianem ultra-fast fashion (bo tak, może być jeszcze gorzej) opiera się na prostym mechanizmie. Kolekcje zmieniają się praktycznie z tygodnia na tydzień, algorytmy błyskawicznie wyłapują nowe trendy z mediów społecznościowych, a do sklepów trafiają kolejne partie bardzo tanich ubrań. Kuszą ceną, ale często również równie szybko trafiają do kosza.
Problem polega na tym, że rachunek za tę “okazję” płaci ktoś inny. Produkcja ogromnych ilości odzieży pochłania gigantyczne ilości wody, energii i surowców. Do tego dochodzi zanieczyszczanie środowiska podczas barwienia tkanin oraz ogromne góry tekstylnych odpadów, z którymi coraz trudniej sobie poradzić. Branża od lat jest również krytykowana za warunki pracy w fabrykach, gdzie niska cena ubrań często oznacza bardzo niskie wynagrodzenia pracowników.
Nawet jeśli kogoś to mało obchodzi, to nie ma co się oszukiwać, ten model nie jest opłacalny dla klientów. Koszulka, która po kilku praniach traci fason, mechaci się albo rozciąga, szybko wymaga wymiany. W efekcie pozornie tanie zakupy potrafią w dłuższej perspektywie kosztować więcej niż kupno jednej porządnie wykonanej rzeczy z dobrego materiału.
Niemcy dołączają do walki z tekstylnymi odpadami
By zacząć walczyć z tym problemem potrzebny jest głos z góry. Podczas spotkania unijnych ministrów środowiska w Luksemburgu Niemcy oficjalnie poparły pomysł zaostrzenia przepisów dotyczących ultra-fast fashion. Tym samym stanęły po stronie Francji i Holandii, które od miesięcy przekonują, że obecne regulacje nie nadążają za tempem zmian na rynku odzieżowym.
Proponowane rozwiązania zakładają przede wszystkim zwiększenie odpowiedzialności producentów za odpady tekstylne. Firmy miałyby w większym stopniu uczestniczyć w kosztach ich zagospodarowania, zamiast przerzucać ten obowiązek na samorządy i państwa. Równocześnie Unia chce mocniej promować wykorzystywanie materiałów z recyklingu oraz projektowanie ubrań, które łatwiej naprawić, ponownie wykorzystać lub poddać recyklingowi.
Jak podkreślił Jochen Flasbarth, sekretarz stanu ds. środowiska w Niemczech, skala problemu jest ogromna.
Widzimy, że wywiera to ogromną presję na środowisko. Zużycie zasobów jest olbrzymie. Ostatecznie te tekstylia są produkowane tylko po to, by trafić do kosza, a my chcemy to ograniczyć – powiedział.
Dodał również, że “celem jest wzmocnienie odpowiedzialności producentów. Ci, którzy przewidywalnie wytwarzają coraz większe ilości odpadów, powinni również uczestniczyć w kosztach ich zagospodarowania.”

Moda nie musi być jednorazowa
To powinno być coś, co wszyscy musimy wbić sobie do głów. Mam wrażenie, że przez lata daliśmy się przekonać, iż ubrania są niemal produktem jednorazowym. Skoro T-shirt kosztuje tyle co kawa na mieście, łatwo uznać, że nie ma sensu przejmować się jego jakością. Tak samo pomyśli milion osób, a potem góry odpadów tekstylnych rosną.
Oczywiście nikt nie oczekuje, że z dnia na dzień wszyscy zaczną kupować wyłącznie drogie, luksusowe ubrania. Dobrej jakości bawełna nie jest zresztą materiałem premium i chociaż taka koszulka będzie kosztować więcej niż ta Shein, zostanie z nami na dłużej. I wierzcie mi, wystarczy jeden gorący dzień (a takich teraz u nas nie brakuje), by na własnej skórze odczuć różnicę. W jednej się zagotujemy, a w drugiej przetrwamy wysokie temperatury w miarę komfortowo. W dodatku ze świadomością, że po kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu praniach wciąż będzie z nią wszystko w porządku.
Bo tak naprawdę chodzi w tym wszystkim o zmianę podejścia. Jasne, nowe przepisy celują głównie w producentów odzieży, by tworzyli ją trwalszą i więcej korzystali z materiałów z recyklingu. Tylko że wszystko i tak sprowadza się do klientów i nie mam wątpliwości, że nawet mimo konieczności zapłacenia przy kasie większej kwoty, wyjdzie to na dobre zarówno nam, jak i środowisku. Co prawda fast fashion przez to nie zniknie, ale być może częstotliwość, z jaką wymieniane są asortymenty sklepów choć trochę zwolni. A to już byłaby wygrana.
