Gdy młody człowiek oświadcza, że w szkole mu źle i za żadne skarby tam nie wróci, jego rodzice mają trzy opcje. Pomoc psychologa, nauka w domu i tzw. wolna szkoła (istniejąca poza oficjalnym systemem edukacji) gdzie uczniowie mogą robić co im się żywnie podoba.

Ponoć ta ostatnia opcja zapewnia natychmiastową poprawę. Przynajmniej samopoczucia ucznia. O takich dzieciach ministerstwo edukacji mówi futōkō. Definicja urzędnicza skupia się na nieobecności. Jeżeli uczeń nie chodzi do szkoły ponad 30 dni z powodów innych niż zdrowotne lub finansowe, staje się futōkō.

Spojrzenie na problem z perspektywy ucznia oferuje w swojej pracy naukowej m.in. Brittany Nicole Lozano z Baylor University w Teksasie. W ”Understanding Futōkō as a Social Problem in Japan: The Social Context and Motivation for Change”  pisze ona: [Futōkō] to dzieci u których wytworzyła się faktyczna fobia i nie mogą przebywać w szkole bez odczuwania fizycznego cierpienia wywołanego silnym stanem lękowym.

Z cytowanej powyżej pracy wynika, że choć zjawisko motywowanej lękiem absencji znane jest w japońskiej literaturze naukowej przynajmniej od 90 lat, dopiero w ostatnich dekadach zaczęto postrzegać jako problem społeczny.

Mówiąc o dzieciach unikających szkoły, jeszcze pod koniec XX wieku używano na zmianę terminów określających bunt (tōkōkyohi) lub fobię (kyōfushō). Dorośli trzymający się tych określeń uznawali, że  obu przypadkach ”wina” leżała po stronie ucznia. W XXI wieku zaczęto zmieniać podejście, pojawiło się neutralne futōkō.

W październiku tego roku rząd Japonii zaczął bić na alarm, bo liczba nieusprawiedliwionych i trwających ponad 30 dni nieobecności w szkołach podstawowych (shōgakkō) i gimnazjach (chūgakkō) była najwyższa w historii. W 2018 roku do szkół nie chciało chodzić 165 tys. uczniów, o 21 tys. więcej niż rok wcześniej. Żeby ocenić to w perspektywie: w japońskich szkołach podstawowych i gimnazjach uczy się obecnie odpowiednio 6,3 i 3,2 mln dzieci.

- Na młodych uciekających z tradycyjnych szkół czeka, obok nauki w domu, coraz więcej miejsc w szkołach wolnych bazujących na ideałach indywidualizmu i wolności osobistej. Są one akceptowalną alternatywą, ale nie zapewniają oficjalnie uznawanych kwalifikacji – wyjaśnia BBC. W 2017 roku uczyło się w nich ponad 20 tys. uczniów.

Brak opieki państwowej nad futōkō kończy się często tragicznie. W 2018 roku liczba samobójstw dzieci w szkołach była najwyższa od 30 lat. Życie odebrało sobie w tamtym roku 332 uczniów. Jeżeli dziecko nie trafi do alternatywnej szkoły, istnieje ryzyko kompletnego odcięcia się od społeczeństwa. Ludzi zamkniętych w czterech ścianach, zwanych hikikomori, w 2016 roku było w Japonii ponad 1,5 mln.

Czemu uczniowie uciekają ze szkół? Literatura naukowa najczęściej wskazuje przyczyny leżące w sytuacji rodzinnej, życiu osobistym czy stosunkach z kolegami. Olbrzymim problemem jest szkolne prześladowanie. Opisujący ten problem serwis BBC przywołuje przypadek 12-letniej Tomoe Morihashi

- W towarzystwie wielu ludzi nie czułam się komfortowo. Życie szkolne było źródłem prawdziwego bólu. Po wyjściu z domu, z dala od rodziny, nie byłam w stanie wydusić z siebie żadnego słowa – opowiada dziewczynka, która pod wpływem zaburzeń lękowych zaczęła cierpieć na mutyzm

Tomoe nie radziła sobie z długą listą zakazów stosowanych w jej szkole. – Nie wolno nosić kolorowych spodni ani farbować włosów. Nawet gumki, którymi je wiązałam, musiały mieć określoną barwę. I nie wolno mi było trzymać ich na nadgarstku – żali się 12-latka.

Sztywne zasady unifikujące ubiór uczniów (tzw. zasada czarnej szkoły, burakku kôsoku) wywodzą się z lat 70-tych zeszłego stulecia, gdy ”kolorowi” uczniowie byli powszechnie gnębieni przez klasowych łobuzów. Naiwnie uznano, że jeżeli nikt nie będzie się wyróżniał, problem przemocy zniknie.

Obecnie wiele szkół nakazuje swoim uczniom ujednolicenie stroju z kolorem majtek włącznie. Może nawet nakazać przefarbowanie włosów na jednolity dla wszystkich czerń. Dotyczy to także uczniów z wymiany spoza Japonii.

W 2017 roku światowe media obiegła sprawa 18-latki pozywającej do sądu regionalne władze Osaki za zmuszenie jej do regularnego farbowania naturalnie kasztanowych włosów pod groźbą wydalenia. W konsekwencji jej włosy i skóra na głowie zostały uszkodzone.

Zupełnym przeciwieństwem są ustalenia zawierane między uczniami, ich rodzicami oraz władzami wolnych szkół. Tam dzieci ubierają się jak chcą i uczą tego, co ich interesuje. Są pracownie językowe, matematyczne, ale i biblioteki pełne mangi.

Nieformalna atmosfera sprawia, że uczniowie są traktowani jak członkowie rodziny. Tu mają się tworzyć przyjaźnie a spory rozwiązywane być bez przemocy, dzięki umiejętnościom społecznym których uczniowie nie potrafią wykształcić w rygorystycznym systemie publicznej edukacji.

Szkoła państwowa uczy przede wszystkim konformizmu. Przygotowuje młodych Japończyków do życia w olbrzymim ludzkim gąszczu. Nie da się przetrwać, tłumaczą propagatorzy klasycznej edukacji, nie umiejąc koordynować swojego zachowania z zachowaniem innych.

W 40-osobowych klasach nie ma miejsca na indywidualizm, tak jak nie ma go w zatłoczonym wagonie tokijskiego metra. Sęk w tym, że nie wszyscy chcą i umieją się dostosować do pracy w grupie, na małej przestrzeni. Wolne szkoły są dla nich szansą na wyrażenie własnej tożsamości.

Istnienie alternatywy jest ważne, ale nie rozwiązuje podstawowego problemu systemu edukacji. Eksperci od spraw edukacji, jak prof. Ryo Uchida z uczelni w mieście Nagoja, za jego sedno uważają niezdolność ”maszyny szkolnej” do wzmacniania i rozwijania różnorodności wśród uczniów. – To pogwałcenie ich praw człowieka – przekonuje w rozmowie z BBC.

Utrzymana właśnie w tym tonie, otwarta krytyka burakku kôsoku w mediach ogólnokrajowych (m.in. w dzienniku Tokyo Shimbun) pokazuje, że rośnie poparcie dla dużej reformy. W sierpniu 2019 roku 60 tys. osób podpisało się pod petycją do ministra edukacji o ”zlikwidowanie zasad czarnej szkoły” (Black kosoku o nakuso! Project).

Władze wspomnianej wyżej Osaki nakazały podległym im szkołom liberalizację sztywnych zasad i 40 proc. placówek już to zrobiło. Według prof. Uchidy rząd centralny przestał traktować futōkō jako anomalię, a raczej trend. Także ciężar odpowiedzialności przenosi się z dzieci na niesprawny system edukacji.