Elektryczne rowery Nomads Pro, T3 i T3 Max nie wyglądają jak trzy wersje tego samego pomysłu rozciągnięte ceną. Bardziej przypominają próbę rozpisania współczesnej mobilności na kilka konkretnych ról, a w tym codzienny dojazd, dłuższy wyjazd, rodzinne przewożenie rzeczy, pracę w mieście i wyprawę, podczas której energia w akumulatorze przydaje się nie tylko do jazdy.
Fiido nie sprzedaje już tylko roweru z silnikiem
Największa zmiana w takim podejściu polega na tym, że e-bike przestaje być klasycznym rowerem z dodatkowym wspomaganiem. Zaczyna być małym pojazdem użytkowym. Nie w sensie prawnym, bo w Europie nadal mówimy o wspomaganiu ograniczonym do 25 km/h, lecz w sensie codziennego zastosowania. Rower ma zawieźć człowieka do pracy, pomóc w zakupach, udźwignąć dziecko, dowieźć torbę kurierską i pokonać z nami podjazd z obciążeniem. Fiido zbudowało nowe trio wokół tego założenia.

Każdy z nowych modeli korzysta z centralnego silnika o momencie obrotowym 100 Nm, aluminiowej ramy, hydraulicznych hamulców tarczowych z czterotłoczkowymi zaciskami, wyjmowanego akumulatora, oświetlenia LED i wyposażenia kluczowego w codziennym użytkowaniu. Błotniki, blokady, bagażniki i opony dobrane pod konkretne zastosowanie – właśnie takie elementy roweru decydują, czy sprzęt faktycznie zostaje codziennym środkiem transportu, czy po kilku tygodniach wraca do roli sprzętu na okazjonalny weekend.

Wspólny silnik 100 Nm dla tych e-bike jest tutaj ważny nie przez samą liczbę, ale przez charakter pracy. Centralny napęd lepiej rozkłada masę niż silnik w piaście, naturalniej korzysta z przełożeń i ma sens przy cięższym rowerze, podjazdach oraz przewożeniu ładunku. Przy takim zastosowaniu nie chodzi o efekt “wystrzału” spod świateł, tylko o przewidywalne i mocne wsparcie wtedy, gdy rower wraz z człowiekiem, zakupami i dodatkowym obciążeniem zaczyna ważyć znacznie więcej niż typowy jednoślad.

Nomads Pro jest dla tych, którzy nie chcą wybierać między dojazdem a wycieczką
Fiido Nomads Pro wydaje mi się najbardziej klasycznym modelem z nowej trójki, ale nie oznacza to, że jest najmniej ciekawy. Ten rower celuje w użytkownika, który chce jednego sprzętu do dojazdów, jazdy po mieście, szutrów i dłuższych tras. Nie jest to więc agresywny e-MTB ani typowy miejski rower z koszykiem. Bliżej mu do elektrycznego trekkingu, który ma wytrzymać codzienność i weekendowe odbicie poza asfalt.
Podstawą jest wspomniany centralny silnik 100 Nm, czujnik momentu obrotowego, 29-calowe opony CST 29 x 2,1 cala, czyli o szerokości około 5,3 cm, oraz powietrzny amortyzator z przodu o skoku 120 mm. Dochodzi napęd Shimano CUES U3020 1×9, co pasuje do charakteru roweru mającego radzić sobie zarówno na płaskiej trasie do pracy, jak i wtedy, gdy trasa zaczyna falować albo nawierzchnia robi się gorsza.



Najciekawszy pozostaje jednak system zasilania. Standardowo Nomads Pro ma akumulator 417,6 Wh i podawany zasięg do 75 km. Wersja z dodatkowymi akumulatorami podnosi ten wynik do 225 km, bo specjalny bagażnik pozwala przewieźć dwa kolejne moduły. Podoba mi się ta logika, ponieważ nie zmusza użytkownika do wożenia pełnego zapasu energii każdego dnia. Do pracy można jechać lżej, a przed dłuższą trasą dołożyć opcjonalne dodatkowe moduły.



Nomads Pro waży 26,2 kg z akumulatorem i obsługuje obciążenie do 120 kg. Wariant Standard kosztuje 1999 euro, czyli po przeliczeniu około 8560 zł. Konfiguracja Extender za 2699 euro podnosi cenę do około 11560 zł. Nie są to małe pieniądze, ale przy e-bike’u z centralnym napędem, mocnymi hamulcami i modułowym zasilaniem trudno już udawać, że mówimy o zwykłym rowerze z elektryczną pomocą.
T3 pokazuje, że cargo nie musi być wielkim klocem
Drugi model, Fiido T3, jest dla mnie najbliższy codzienności miasta. Mowa o kompaktowym cargo typu short-tail, czyli konstrukcji, która ma przewieźć więcej niż zwykły rower, ale jednocześnie nie powinna zachowywać się jak mały autobus na dwóch kołach. W takim sprzęcie kluczowe są gabaryty, zwrotność i wygoda przechowywania. Cargo, którego nie da się łatwo zaparkować, wstawić do windy albo obrócić w ciasnym miejscu, bardzo szybko traci część codziennego sensu.



T3 korzysta z mniejszych, 20-calowych opon CST 20 x 2,4 cala, a taki rozmiar pomaga obniżyć środek ciężkości i ułatwia kontrolę roweru z obciążeniem. Maksymalny udźwig wynosi 150 kg, więc mówimy już o sprzęcie do zakupów, torby roboczej, rodzinnej logistyki albo lekkich zastosowań kurierskich. Waga na poziomie 33 kg przypomina jednak, że cargo zawsze wiąże się z pewnym kompromisem. W zamian dostajemy nośność i stabilność, ale znoszenie takiego roweru po schodach raczej nie będzie niczyim ulubionym rytuałem.

Technicznie T3 ma ten sam najważniejszy fundament co reszta rodziny, bo centralny silnik 100 Nm. Do tego dochodzi czujnik momentu Mivice X700, 9-rzędowy napęd S-Ride, przednie zawieszenie sprężynowe z tłumieniem olejowym i skokiem 70 mm, hydrauliczne czterotłoczkowe hamulce oraz akumulator 972 Wh. Podawany zasięg sięga 120 km, co w przypadku miejskiego cargo brzmi rozsądnie. Taki rower nie musi bić rekordów wyprawowych. Powinien wytrzymać dzień pełen krótszych przejazdów bez nerwowego sprawdzania poziomu energii po każdym kursie.



Cena wynosi 1899 euro, czyli po przeliczeniu około 8140 zł. Przy takim poziomie T3 staje w ciekawym miejscu rynku, bo nie jest tani jak najprostsze e-bike’i z silnikiem w piaście, ale też nie wchodzi w absurdalny pułap cenowy najbardziej rozbudowanych cargo. Dla rodzin i osób traktujących rower jako narzędzie codziennej logistyki może być najbardziej sensownym punktem wejścia w całą serię.
T3 Max idzie najdalej, bo wozi ludzi, rzeczy i jeszcze oddaje prąd
Fiido T3 Max jest najbardziej bezpośrednią próbą wejścia w terytorium “rower zamiast samochodu”. Długi tył, większy udźwig, opcja podwójnego akumulatora i funkcja mobilnego zasilania sprawiają, że ten model nie udaje lekkiego miejskiego roweru. Mamy tu wielkiego longtaila typu cargo z maksymalnym obciążeniem do 200 kg, z czego 120 kg przypada na siodło, a 80 kg na tylną część transportową.


W praktyce oznacza to rower do przewożenia dzieci, cięższych zakupów, sprzętu roboczego albo bagażu na dłuższy wyjazd. Masa 36,3 kg nie zaskakuje przy tej konstrukcji, ale wymusza trzeźwe spojrzenie na warunki użytkowania. T3 Max najlepiej pasuje do osób, które mogą przechowywać rower na poziomie gruntu, w garażu, komórce, rowerowni albo w miejscu pracy. W bloku bez windy jego użytkowy sens może mocno ucierpieć.

Napęd ponownie opiera się na centralnym silniku 100 Nm, 9-rzędowym osprzęcie S-Ride, oponach CST 20 x 2,4 cala, przednim zawieszeniu 70 mm i czterotłoczkowych hamulcach hydraulicznych. Wersja Single Battery kosztuje 2299 euro (po przeliczeniu około 9850 zł) i oferuje zasięg do 80 km. Odmiana Dual Battery za 2999 euro kosztuje około 12850 zł i korzysta z zestawu akumulatorów o łącznej pojemności 1620 Wh, co podnosi zasięg do 200 km.

Najbardziej nietypowy element T3 Max nie dotyczy jednak samego dystansu. Dodatkowy akumulator 972 Wh może działać jak przenośne źródło energii z wyjściem do 800 watów. Da się z niego zasilać telefon, laptop, aparat, drona, oświetlenie, małą lodówkę turystyczną albo ekspres kempingowy. Właśnie tutaj Fiido wychodzi poza klasyczne myślenie o rowerze elektrycznym. Akumulator nie służy wyłącznie do napędzania pojazdu. Staje się częścią zaplecza na biwaku, podczas pracy w terenie albo w scenariuszu awaryjnym.



Nie wiem, ilu użytkowników faktycznie będzie zasilać z roweru lodówkę albo sprzęt kempingowy, ale sam kierunek uważam za bardzo ciekawy. Skoro e-bike ma wozić większy akumulator, to warto zadać pytanie, czy energia zgromadzona w tym module musi być zamknięta wyłącznie w układzie napędowym. T3 Max odpowiada, że nie.
Wyjątkowe cechy i francuska produkcja
Europejskie wersje T3 i T3 Max mają powstawać we Francji, a Nomads Pro w sklepie Fiido również widnieje jako model “Made in France”. W przypadku rowerów elektrycznych jest to akurat ważne, bo taki sprzęt użytkowy musi dać się serwisować, części powinny być dostępne, a czas obsługi nie może przypominać loterii związanej z wysyłką przez pół świata. Przy klasycznym rowerze rekreacyjnym można machnąć ręką na część takich problemów. Jednak przy cargo, które ma wozić dziecko do szkoły albo służyć do pracy, przestój zaczyna mieć finansowy i organizacyjny koszt. Bardziej lokalne zaplecze produkcyjne oraz dystrybucyjne mogą więc okazać się kluczowe.

Nomads Pro, T3 i T3 Max pokazują, w którą stronę może iść rynek, gdy elektryczne wspomaganie staje się czymś zwyczajnym. Rower przestaje wyróżniać się tym, że ma silnik. Zaczyna wyróżniać się tym, co pozwala zrobić dzięki temu silnikowi. Tak więc model Nomads Pro ma sens dla osób, które chcą jednego roweru do pracy i dalszych tras. T3 odpowiada na bardziej miejskie pytanie, a T3 Max idzie najdalej, bo zaczyna mieć ambicję do zastąpienia roweru, a przy tym traktuje swój akumulator jako mobilną infrastrukturę, a nie tylko paliwo dla napędu.
