2 maja 1945 w zdobytym Berlinie żołnierze 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki zawiesili polską flagę na Kolumnie Zwycięstwa („Focus Historia” nr 5/2010). Od lat krążą jednak pogłoski, że biało-czerwona pojawiła się również na budynku Reichstagu, ale po jakiejś krwawej awanturze z czerwonoarmistami znikła.

Co na to weterani? Niestety, o takim wydarzeniu nic nie wiedzą żyjący żołnierze, którzy byli wtedy na Kolumnie – ani Antoni Jabłoński, ani Ludwik Skokuń. Nie dowierza tej opowieści również prezes Koła Tradycji 1. Dywizji Piechoty Lech Tryuk. Jego zdaniem ludzi zawodzi już pamięć, a są też i tacy, których ponosi fantazja. On nie widział ani flagi na Reichstagu, ani awantur z Rosjanami. „Było bratanie się, strzelanie na wiwat” – opowiada o tym, czego doświadczył w zdobytym Berlinie, mając siedemnaście lat.

A co na to historycy? Mariusz Skotnicki, kustosz Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, tak mówi o incydencie w Reichstagu: „Wspominał kiedyś o tym w telewizji prof. Paweł Wieczorkiewicz. Krąży taka informacja, ale nie jestem w stanie jej potwierdzić. Traktuję to raczej w kategoriach takiej półlegendy. Ale może coś w tym wszystkim było?”...

Prof. Wieczorkiewicz zmarł w 2009 r. Swoich źródeł więc już nie ujawni. Ale postanowiliśmy sami sprawdzić historię flagi nad Reichstagiem. I faktycznie, coś w niej jest.

Zwiadowca Kossakowski

Na forum portalu Odkrywca.pl znajduję wypowiedź krewnego pewnego weterana z 1. Dywizji Piechoty, który był ponoć świadkiem tego, co się stało w Berlinie. Z jego opowieści wynika, że po tym, jak Polacy dostali się na dach Reichstagu, część z nich została zaatakowana przez nadbiegających Rosjan. Wywiązała się krótka i zażarta strzelanina, ale czerwonoarmistów było więcej. Polaków, biorących udział w walce, zatrzymano i rozbrojono.

Ci, którzy się tylko przypatrywali zajściu, zostali odesłani na tyły z dodatkową porcją jedzenia oraz wódki. Musieli jednak przysiąc pod groźbą śmierci, że zachowają skandaliczne i tragiczne wydarzenie w sekrecie. Co stało się z innymi zatrzymanymi? Podobno zostali rozstrzelani. A przynajmniej strzały słyszeli zobowiązani do milczenia świadkowie, odchodzący z okolicy Reichstagu pod uzbrojoną eskortą...

Żołnierzem, który miał to opowiedzieć, był śp. Mieczysław Kossakowski ze Złotorii pod Tykocinem. Zwiadowca 1DP, który przeszedł szlak od Lenino do Berlina. Słuchaczem – jego krewny Wojciech Fabin, funkcjonariusz policji i pasjonat historii z Łomży. „Jeszcze raz potwierdzam w całości to, co napisałem” – mówi „Focusowi Historia” Fabin.

Udaje mi się skontaktować z córkami Mieczysława Kossakowskiego. One historii o Reichstagu nie słyszały, ale – jak same przyznają – nie wypytywały ojca o wojnę. Zresztą opowiadał o niej niechętnie, był skryty. „Nie wszystko mówił, pewne rzeczy wolał ukryć w tamtych czasach” – można usłyszeć w jego rodzinie. Na wypadek, gdyby ktokolwiek wątpił, czy Kossakowski w ogóle był na wojnie, jego córki mówią mi o książce, w której pojawia się na zdjęciu i w tekście. To „Lenino” Henryka Huberta, wydane pod koniec lat pięćdziesiątych. Faktycznie, o Kossakowskim jest tam wzmianka przy opisie działań zwiadu, widać go też na fotografii.

Gdyby jeszcze były jakieś fizyczne dowody na jego relację z Berlina! Wojciech Fabin, jako miłośnik historii, też marzył o ich zdobyciu. Kilka lat temu miał okazję poznać byłego pułkownika rosyjskiej armii, który... za odpowiednią kwotę obiecał wydostać odpowiednie dokumenty z moskiewskiego archiwum. Fabin uwierzył mu, ponieważ widział próbkę zdobytych w podobny sposób materiałów o carskich fortyfikacjach. „Za te dokumenty o flagach zażądał ode mnie, bagatela, 20 tys. euro. To suma dla mnie nieosiągalna. Zapytałem, dlaczego tak dużo. Odparł, że ma jedną córkę, którą chce wysłać na studia, a nie ma na to kasy. Dodał: »Chcesz zmieniać historię, a nie masz na to kasy« i się zaśmiał” – opowiada po latach Fabin.

Wciąż mamy więc jednego człowieka i jedną opowieść (bardzo dramatyczną), przekazaną kolejnemu pokoleniu. Żadnych więcej dowodów i relacji...

Talizman Hitlera

Proszę więc o dalszą pomoc kpt. Mateusza Łyska z wydziału wychowawczego obecnej 1. Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej. Jednak w dostępnych dla niego materiałach historycznych nie ma żadnych informacji ani o incydencie w Berlinie, ani o żołnierskich losach Mieczysława Kossakowskiego. Po rozmowie z kpt. Łyskiem kontaktuję się jeszcze z Erazmem Domańskim, kustoszem Muzeum Historycznego w Legionowie. Wciąż zastanawiam się, czy polska flaga na Reichstagu to nie tyle legenda, ile zapomniany „niewygodny” epizod. Są w końcu ciekawe opowieści z Berlina zupełnie niekontrowersyjne, a też rzadko przypominane – właśnie przy pomocy Domańskiego trafiam na jedną z nich.