Fragment książki Sprawa Stalina. Jak wyglądała polityka, gdy trzeba było negocjować z człowiekiem, którego wszyscy się bali?

Latem 1941 roku świat nagle zrozumiał, że wojna może potoczyć się w stronę, której nikt nie planował. Po ataku Hitlera na ZSRR Armia Czerwona znalazła się w sytuacji krytycznej, a dla Londynu i Waszyngtonu stało się jasne, że bez Moskwy nie będzie mowy o realnym zatrzymaniu III Rzeszy. Problem był oczywisty: jak zbudować sojusz z człowiekiem, który sam budził lęk, odrazę i polityczną nieufność.
Fragment książki Sprawa Stalina. Jak wyglądała polityka, gdy trzeba było negocjować z człowiekiem, którego wszyscy się bali?

Churchill i Roosevelt zdecydowali się na ruch wysokiego ryzyka: wysłali do Moskwy tajną misję dyplomatyczną, której stawką było utrzymanie Stalina po stronie koalicji. Na pierwszej linii tej operacji stanęli dwaj zupełnie różni ludzie: amerykański bogacz Averell Harriman oraz brytyjski ekscentryk Archi Clark Kerr. To oni mieli wejść w bezpośrednie negocjacje z przywódcą ZSRR i wypracować warunki, które pozwolą mówić o wspólnym froncie.

W praktyce była to dyplomacja w warunkach permanentnej niepewności. Stalin potrafił zmieniać ton, żądania i priorytety, a jego decyzje bywały równie chłodne, co nieprzewidywalne. Harriman i Clark Kerr musieli jednocześnie rozbrajać nieufność gospodarza, pilnować interesów własnych rządów i myśleć kilka ruchów naprzód, bo w tle dojrzewała perspektywa spotkania Wielkiej Trójki.

Najciekawsze w tej historii jest to, że negocjacje nie były wyłącznie grą o doraźne przetrwanie na froncie. W toku rozmów emisariusze zaczęli dostrzegać, że Stalin ma własną wizję powojennego ładu i nie jest to plan, który Zachód przyjąłby bez drżenia. Książka pokazuje kulisy tych działań m.in. przez pryzmat dzienników, listów i tajnych raportów, w tym zapisków córki Harrimana, Kathy, które nadają politycznej rozgrywce bardziej intymny, reporterski wymiar.

Poniżej możecie zapoznać się z fragmentem książki “Sprawa Stalina” – Gilesa Miltona

Wstęp

Noc świętojańska, 1941 rok

Była to najkrótsza noc roku.

Niebo na zachodzie było pokryte smugami światła, ale na sowieckich pograniczach, rozciągających się od Bałtyku po Morze Czarne, w końcu zapadła ciemność. Ubywający księżyc jawił się jako ledwie srebrzysty przebłysk.

Na całej zachodniej granicy Związku Sowieckiego długości około dwóch tysięcy dziewięciuset kilometrów czaiła się w ciemności największa armia w dziejach. Piechota, artylerzyści, kierowcy, mechanicy; wszyscy obserwowali i czekali. Ponad trzy miliony zahartowanych w boju żołnierzy Wehrmachtu znajdowały się w stanie najwyższej gotowości po otrzymaniu wiadomości, że tej właśnie nocy ma się rozpocząć Operacja Barbarossa — niemiecki najazd na Związek Sowiecki.

Te trzy miliony żołnierzy1 stanowiły straż przednią wielkich zmechanizowanych wojsk, które zdążyły już przetoczyć się niczym walec przez Polskę, Norwegię, Danię, Belgię, Holandię i Francję i je zmiażdżyć. Teraz Wehrmacht miał się zmierzyć ze swoim najgroźniejszym wrogiem — Armią Czerwoną. Hitler i jego generałowie byli pewni sukcesu, dokonujące inwazji siły zbrojne miały bowiem do dyspozycji 3350 czołgów, 2770 samolotów oraz 7184 działa, jak również 600 000 ciężarówek i 600 000 koni. Z ponad 148 dywizji utworzono trzy olbrzymie Grupy Armii: „Północ”, „Środek” i „Południe”. Miały one wedrzeć się głęboko na sowieckie terytorium w celu zdobycia Leningradu, Moskwy i sowieckiej Ukrainy. Hitler był zdecydowany triumfować tam, gdzie spektakularną porażkę ponieśli Napoleon i jego Wielka Armia.

We wczesnych godzinach rannych w niedzielę 22 czerwca 1941 roku niemieccy artylerzyści zaczęli zdejmować siatki maskujące ze swoich dział i wyprowadzać je z ukrycia. Żołnierze zsynchronizowali zegarki i przekazywali szeptem polecenia z ostatnich chwil. W Grupie Armii „Środek” sprawdzali wodoszczelne osłony na czołgach, które miały się przeprawiać przez Bug. Była godzina druga czasu niemieckiego i atmosfera stała się bardzo napięta. Za niespełna godzinę czołgiści mieli uruchomić buchające spalinami silniki.

Po sowieckiej stronie granicy panowała cisza. W dziesiątkach wsi rolnicy, robotnicy i gospodynie domowe już dawno położyli się spać bez świadomości, że niebawem ich życie zostanie wywrócone do góry nogami. Podobnie nieprzygotowani byli pilnujący granicy żołnierze Armii Czerwonej. Większości brakowało uzbrojenia, a wszystkim informacji.

Zaledwie kilka tygodni wcześniej Hitler ostrzegł swoich generałów, że Operacja Barbarossa będzie wymagała całkowicie nowej formy działań wojennych, w której bronią miała być brutalność . „To wojna na wyniszczenie — powiedział. — Dowódcy muszą być gotowi wyzbyć się skrupułów”. Schwytani sowieccy oficerowie, sabotażyści i partyzanci mieli być rozstrzeliwani w trybie doraźnym wraz z tysiącami Żydów. Miano likwidować całe społeczności, żeby Niemcy mogli mieć więcej Lebensraum, czyli przestrzeni życiowej. Nie mniej złowrogi był „plan głodowy” Führera, który miał służyć zagłodzeniu na śmierć milionów sowieckich obywateli.

Hitler był przekonany o szybkim zwycięstwie. „Będziemy musieli tylko kopnąć w drzwi — powiedział — a cały przegniły gmach runie”. Spodziewał się, że jeśli nie po kilku tygodniach, to po kilku miesiącach zwycięscy niemieccy żołnierze będą defilować w Moskwie.

Führer położył podwaliny pod zwycięstwo wiosną, zwabiając do swojego obozu Bułgarię, Rumunię i Jugosławię. Gdy proniemiecki rząd Jugosławii został obalony w wyniku prozachodniego zamachu stanu — nieprzewidziana komplikacja — Hitler najechał na ten kraj i w ciągu zaledwie dziesięciu dni zmusił Belgrad do kapitulacji. Teraz, w sytuacji gdy pod hitlerowskim butem była zachodnia, środkowa i wschodnia Europa, otworzyła się droga do jego największego zwycięstwa. Tylko Wielka Brytania mogła pokrzyżować plany Hitlera, ale tego lata znalazła się w poważnym niebezpieczeństwie. Hitlerowskie U-Booty zatapiały brytyjskie okręty w tempie uniemożliwiającym uzupełnianie strat.

Dwa lata wcześniej, latem 1939 roku, Hitler i Stalin wstrząsnęli światem, podpisując oficjalny traktat o przyjaźni. Po długich zakulisowych negocjacjach ogłoszono, że wieloletnia wrogość została pokonana i dwaj dyktatorzy są teraz sojusznikami. Przywódcy polityczni w Europie i Ameryce czekali zbulwersowani na dalszy rozwój wydarzeń.

Długo czekać nie musieli, następstwa paktu Ribbentrop–Mołotow2 uwidoczniły się bowiem już po kilku tygodniach. Na mocy jednego z zapisów tajnego protokołu Polska miała być podzielona na pół — narodowosocjalistyczne Niemcy miały wchłonąć zachodnią część, a Związek Sowiecki wschodnią. Wczesnym rankiem 1 września 1939 roku wojska niemieckie zaatakowały Polskę, co doprowadziło do wypowiedzenia Niemcom wojny przez Wielką Brytanię i Francję3. To zaś oznaczało rozpoczęcie drugiej wojny światowej.

Niecałe trzy tygodnie później, 17 września, Stalin wysłał Armię Czerwoną do wschodniej Polski, a po jej zajęciu nakazał masową eksterminację polskich polityków, inteligencji i oficerów polskiej armii. Przez następne miesiące niepodległe niegdyś kraje były masowo pożerane przez Niemcy i Związek Sowiecki.

W czerwcu 1940 roku Armia Czerwona zajęła trzy państwa bałtyckie (Litwę, Łotwę i Estonię) i zaatakowała Finlandię; w kwietniu 1940 roku Wehrmacht wkroczył do Danii i Norwegii. Następnie doszło do błyskawicznej inwazji na Francję, Belgię i Holandię. W tych miesiącach sojusz ze Stalinem napędzał wszystkie posunięcia Führera.

W czerwcu 1941 roku niemiecko-sowiecki pakt stawał się coraz bardziej niepewny i pojawiały się niezliczone sygnały, że Hitler szykuje się do zdrady swojego sojusznika. Stalin nie chciał w to wierzyć. Przymykał oko na loty zwiadowcze Luftwaffe nad sowieckim terytorium i lekceważył informacje wywiadowcze od pewnego sympatyka komunistów w niemieckim Ministerstwie Lotnictwa. „Powiedzcie temu informatorowi w sztabie niemieckich sił powietrznych, żeby się pierdolił! — brzmiała odpowiedź Stalina. — «Starszynę» powinno się wysłać do wszystkich diabłów. To nie informator, ale dezinformator”. Nie wziął pod uwagę nawet bardzo dokładnych informacji wy- wiadowczych od Richarda Sorgego, sowieckiego agenta pracującego w ambasadzie Niemiec w Tokio.

Kiedy brytyjski ambasador w Moskwie sir Stafford Cripps wystosował własne ostrzeżenie — które nadeszło bezpośrednio od Winstona Churchilla — Stalin zlekceważył je jako „angielską prowokację”. Gardził brytyjskim premierem i był przekonany, że Churchill próbuje sprowokować Związek Sowiecki do wojny z Hitlerem.

Stalinowski komisarz spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow był na tyle zaniepokojony tymi pogłoskami, że wezwał na Kreml niemieckiego ambasadora hrabiego Friedricha-Wernera von der Schulenburga. Zapytał go, czy to prawda, że żony wszystkich pracowników ambasady zostały wysłane z powrotem do Berlina. „Nie wszystkie kobiety — odparł nieszczerze ambasador. — Moja żona nadal jest w mieście”.

Najbardziej dobitne ostrzeżenie nadeszło w przededniu inwazji, gdy niemiecki dezerter Alfred Liskow przekroczył granicę i powiedział sowieckim strażnikom granicznym, że jego oddziałowi właśnie wydano rozkaz natarcia. Operacja Barbarossa miała się rozpocząć o czwartej rano. Wiadomość tę szybko przesłano Stalinowi, który wydał rozkaz rozstrzelania Liskowa za sianie dezinformacji4. Był jednak wystarczająco zaniepokojony, by postawić swoich pograniczników w stan gotowości, chociaż ów rozkaz przyszedł z zastrzeżeniem: „Zadanie naszych wojsk — nie dać się wciągnąć w żadne prowokacyjne działania”.

Stalin spędzał ten czerwcowy wieczór w swojej daczy w Kuncewie, dziesięć kilometrów od Moskwy, z małą świtą generałów i doradców. O jedenastej przenieśli się do jadalni na piętrze. „Stalin nieustannie zapewniał nas, że Hitler nie rozpocznie wojny” — wspominał jeden z obecnych. Nawet wówczas sowiecki przywódca nie chciał dać wiary informacjom wywiadowczym.

Około drugiej nad ranem jego goście wrócili do swoich mieszkań na Kremlu. Mniej więcej godzinę później Stalin sam udał się na spoczynek.

Kilkaset kilometrów na zachód, dokładnie o 3.15 tamtego rana, w niedzielę 22 czerwca, ciszę zakłóciła ogłuszająca kanonada artyleryjska, gdy tysiące niemieckich dział otworzyło ogień wzdłuż mierzącej prawie trzy tysiące kilometrów linii frontu. Równocześnie nad granicą przeleciała powietrzna armada Luftwaffe; jej zadaniem było sianie zniszczenia na sowieckich lotniskach i stanowiskach obronnych.

W poprzednich dniach niemieckie samoloty zwiadowcze zlokalizowały wszystkie obiekty strategiczne, w tym mosty, stanowiska dowodzenia, węzły kolejowe i elektrownie. Teraz, z bezduszną precyzją, hitlerowscy piloci siali spustoszenie w infrastrukturze na ziemi. Dokonywali dzieła zniszczenia z nonszalancją, bombardując sowieckie lotniska ze swoich zwinnych sztukasów. Na 66 sowieckich baz uderzyło 500 bombowców, 270 bombowców nurkujących oraz 480 myśliwców. Właściwie bez oporu zniszczyły one ponad 1200 samolotów. Stalinowskie siły powietrzne zostały przetrzebione za jednym zamachem.

Na tyłach wojsk wroga działali również żołnierze niemieckich sił specjalnych. Przebrani w mundury Armii Czerwonej byli zrzucani ze spadochronami w kluczowych strefach i przecinali linie telefoniczne i kable telegraficzne. Sparaliżowało to sowieckie ośrodki dowodzenia i kontroli, wywołując chaos organizacyjny.

Gdy zakończył się wstępny ostrzał artyleryjski, pierwsze linie niemieckiej piechoty przekroczyły sowiecką granicę. Führer liczył na uzyskanie taktycznego zaskoczenia i w pełni mu się to udało, ponieważ pierwsza fala wojsk Wehrmachtu przetoczyła się przez marne umocnienia obronne Sowietów jak walec parowy.

Hitler od dawna przewidywał szybkie zwycięstwo. „Gdy rozpocznie się Barbarossa — powiedział — świat wstrzyma oddech”. A dokładniej świat obserwował z trwożliwym zdumieniem, jak Armia Czerwona idzie w rozsypkę. Sowieccy strażnicy graniczni wychodzili o świcie zaspani z koszar i oglądali lufy niemieckich karabinów. Większość ginęła od kul, zanim zdała sobie sprawę z powagi tego, co się działo.

Stalin spał w Kuncewie, gdy generał Gieorgij Żukow zadzwonił do jego daczy. Telefon odebrał nonszalancki generał NKWD.

„Towarzysz Stalin śpi”.

„Obudź go natychmiast! — wykrzyknął Żukow. — Niemcy bombardują nasze miasta”.

Minęło kilka minut, zanim Stalin osobiście podszedł do telefonu. Żukow przekazał mu tę szokującą wiadomość.

„Czy zrozumieliście mnie?” — zapytał.

Cisza.

„Towarzyszu Stalin…?”

Stalin milczał. Żukow słyszał, jak ciężko oddycha. Słowa generała powoli docierały do świadomości Stalina. Kiedy w końcu się odezwał, zlekceważył napaść jako ograniczony akt prowokacji. Jego zdaniem Hitler nie zerwałby układu o przyjaźni. Mimo to zwołał zebranie Politbiura, a także rozkazał, by komisarz spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow skontaktował się z ambasadorem Niemiec.

Jak się okazało, Mołotow nie musiał tego robić. Ledwie nad Moskwą wstał świt, a hrabia von der Schulenburg już zmierzał z kamienną twarzą na Kreml. Pora na spotkanie była niezwykle wczesna, lecz ambasador wiózł ogromnie ważną wiadomość.

Otrzymał ją z Berlina nad ranem, w chwili gdy pierwsze niemieckie czołgi przekraczały granicę Związku Sowieckiego. Telegram, napisany przez ministra spraw zagranicznych Niemiec Joachima von Ribbentropa, poprzedził rozkaz skierowany do samego Schulenburga. „Proszę natychmiast poinformować Herr Mołotowa, że ma Pan do przekazania pilną wiadomość i dlatego chciałby go natychmiast odwiedzić”.

Ambasador Schulenburg zadzwonił do biura Mołotowa i powiedział, że musi rozmawiać z komisarzem spraw zagranicznych, po czym udał się prosto na Kreml. Mołotow z pewnością spodziewał się złych wieści, otrzymał już bowiem informacje wywiadowcze o zajściach na granicy. Mimo to był oszołomiony, gdy Schulenburg odczytał słowo w słowo treść telegramu z Berlina: „Rząd sowiecki złamał układy z Niemcami i w walce o przetrwanie jest gotów zaatakować Niemcy od tyłu. I dlatego Führer rozkazał niemieckim żołnierzom przeciwstawić się tej groźbie wszelkimi środkami w ich dyspozycji”.

Niemiecki ambasador zdawał sobie sprawę, że rząd sowiecki nie złamał żadnych postanowień traktatów z Niemcami i nie dążył do zaatakowania Niemiec. Ze strony Hitlera i Ribbentropa były to dziwaczne kłamstwa. Podobnie jak reszta telegramu, w którym otwarcie oskarżono Sowietów o wrogie zamiary.

Komisarzowi spraw zagranicznych Mołotowowi nieobca była dwulicowość, a jednak był szczerze wstrząśnięty tym, co usłyszał. Przez chwilę siedział w milczeniu. Potem zwrócił się do ambasadora:

„To jest wojna” — powiedział z goryczą.

CZĘŚĆ I

Fale uderzeniowe
Londyn, Waszyngton i Moskwa – 22 czerwca 1941 roku

Rozdział 1

Radiowe orędzie Winstona

Osobisty sekretarz Winstona Churchilla John „Jock” Colville drzemał, gdy w niedzielę 22 czerwca 1941 roku o czwartej nad ranem rozległ się dźwięk telefonu. Dzwonili z Ministerstwa Spraw Zagranicznych z sensacyjną wiadomością. Tysiące żołnierzy Wehrmachtu przekraczały sowiecką granicę. Był to wyraźny znak, że rozpoczęła się od dawna spodziewana hitlerowska inwazja na Związek Sowiecki.

Colville’owi surowo nakazano, by budził premiera tylko wtedy, gdy zaatakowane zostaną same Wyspy Brytyjskie. Dlatego też zaczekał parę godzin, zanim zapukał do drzwi sypialni Chur- chilla. W pierwszej reakcji premier „uśmiechnął się z zadowoleniem”, była to bowiem wiadomość najlepsza z możliwych.

Hitler toczył teraz wojnę na dwa fronty. Premier podjął pośpieszną decyzję. „Proszę poinformować BBC, że wystąpię dzisiaj o 9 wieczorem”. W końcu, choć było jeszcze wcześnie, sięgnął po cygaro, żeby to uczcić. Życie zmieniło się właśnie na lepsze.

W miarę upływu czasu wiadomości stawały się coraz bardziej dramatyczne. Wielka fala niemieckich czołgów i piechoty postępowała na wschód, przebijając się przez sowieckie pozycje obronne. Najpilniejszym pytaniem, z jakim mierzył się Churchill, było to, jak zareagować.

Odpowiedź na to pytanie nie była taka łatwa. Wielu z bliskiego kręgu współpracowników premiera uważało, że Stalina należy rzucić na pastwę losu, twierdząc, że sowiecki dyktator jest jednym z najbardziej zbrodniczych przywódców w historii, władcą absolutnym z rękami unurzanymi we krwi. Jego bezlitosna polityka gospodarcza spowodowała głód 1932 roku, który skutkował śmiercią co najmniej pięciu milionów Ukraińców. Zasłynął również z likwidacji wielu lojalnych komisarzy w wielkiej czystce końca lat trzydziestych. Stalin chętnie wspierał również Komintern, organ ustanowiony w celu wzniecania rewolucji w zachodnich demokracjach.

Churchill podzielał antysowieckie poglądy swoich doradców. Nie cierpiał Związku Sowieckiego i przez większość swojej kariery politycznej piętnował Stalina i jego komisarzy. W jednym ze swoich barwniejszych przemówień opisał sowiecki reżim jako „przymierze nieudaczników, przestępców, ludzi chorych obłąkanych i strapionych”. I właśnie Churchill jako minister wojny wysyłał w 1919 roku żołnierzy i amunicję do północnej Rosji — w skazanej na niepowodzenie próbie zdławienia rodzącego się bolszewickiego reżimu.

Ale w tym czerwcowym dniu premier musiał dokonać pragmatycznego rozrachunku. Czy Wielka Brytania powinna przyglądać się z boku, jak hitlerowski Wehrmacht przedziera się przez sowieckie linie obronne? Czy też pójść Stalinowi na ratunek w chwili, gdy jest w potrzebie? Sprowadzało się to do jednego prostego pytania: kto jest gorszy — Hitler czy Stalin?

Churchill rozważał ten dylemat z Jockiem Colville’em poprzedniego wieczoru, przechadzając się po ogrodzie w Chequers, schronieniu premiera. Jak na Anglię dzień był upalny, temperatury sięgały dwudziestu sześciu stopni Celsjusza, i obaj wyszli na dwór, by cieszyć się wieczornym chłodem. Gdy przecinali trawnik, Churchill wyznał Colville’owi, że w razie niemieckiego najazdu „zrobi wszystko, co w jego mocy, by pomóc Rosji”. Colville był zaskoczony i zapytał, jak może wspierać Stalina, skoro od lat otwarcie sprzeciwiał się komunistycznemu reżimowi.

Churchill miał gotową odpowiedź. „Mam tylko jeden cel — rzekł. — Zniszczenie Hitlera”. Po chwilowym wahaniu dorzucił jak zwykle dowcipną refleksję. „Gdyby Hitler najechał piekło, w Izbie Gmin postarałbym się przynajmniej życzliwie wyrażać o diable”. Colville’a tak to rozbawiło, że zapisał te słowa w swoim dzienniku.

W tamten weekend w Chequers przebywało wielu wyższych urzędników, w tym minister spraw zagranicznych Anthony Eden. Na niedzielnym lunchu dołączył do nich ambasador Wielkiej Brytanii w Związku Sowieckim sir Stafford Cripps, który przypadkiem odbywał jedną z nielicznych wizyt w Anglii. Churchill nie znosił Crippsa, który był abstynentem, wegetarianinem i ewangelikiem — trzy niewybaczalne przywary. Co gorsza, z perspektywy premiera, Cripps był socjalistą.

W istocie to właśnie jego polityczny radykalizm sprawił, że otrzymał ambasadorską nominację w nadziei, że uda mu się poprawić stosunki między Wielką Brytanią a Związkiem Sowieckim. Cripps nigdy nie zdołał jednak zobaczyć się ze Stalinem, nie był również mile widziany na Kremlu. Przy pewnej okazji, gdy wielokrotnie domagał się spotkania z komisarzem spraw zagranicznych Mołotowem, otrzymał oschłą odpowiedź od jego sekretarza: „Pan Mołotow nie życzy sobie spotkań z brytyjskim ambasadorem”.

W ciągu minionych dwóch lat sowiecki reżim nie wykazywał zainteresowania nawiązaniem bliższych kontaktów z rządem brytyjskim. Składał się on ze znienawidzonych postaci, takich jak Winston Churchill, który bezustannie dawał wyraz swojej wrogości wobec Związku Sowieckiego. Poza tym Stalin wytrwale zabiegał o względy narodowosocjalistycznych Niemiec, dominującego mocarstwa w Europie i jedynego kraju, który stanowi potencjalne zagrożenie dla istnienia sowieckiego reżimu.

Gdy ambasador Cripps opuszczał Moskwę dwa tygodnie wcześniej, sowieckie władze wyraziły radość z pozbycia się go. Państwowa agencja informacyjna TASS posunęła się do tego, że uznała Crippsa za persona non grata. Koledzy z ambasady zakładali, że do nich już nie wróci.

Teraz, przy niedzielnym lunchu w Chequers, Winston Churchill domagał się od Crippsa informacji na temat Stalina. Zaistniała pilna potrzeba uzyskania wiedzy, jak sowiecki przywódca może zareagować na niemiecki najazd. Cripps nie wiedział jednak prawie nic o Stalinie, który rzadko pojawiał się publicznie. Stalin nie zajmował żadnego oficjalnego stanowiska, nie licząc tego, że był sekretarzem generalnym partii komunistycznej, ani nie brał udziału w oficjalnych przyjęciach dla odwiedzających Moskwę dyplomatów. Nie przyjmował też cudzoziemskich ambasadorów5. Przybywający do ZSRS dygnitarze wręczali listy uwierzytelniające przewodniczącemu Prezydium Rady Najwyższej ZSRS Michaiłowi Kalininowi, nominalnej głowie państwa, nie Stalinowi.

Ton tego przemówienia był mocny i poważny, a mrukliwy głos premiera przydawał mu siły. Churchill mówił nienaturalnie powoli i robił długie pauzy, co wzmacniało znaczenie każdego kluczowego zwrotu.

„Hitler jest potwornie nikczemny, nienasycony w swojej żądzy krwi i grabieży. Nie zadowolił się tym, że narzucił jarzmo niewoli lub w inny sposób zmusił strachem do różnych form służalczej uległości, i musi teraz dokonywać rzezi i siać spustoszenie wśród milionów mieszkańców Rosji i Azji”.

Churchill był brutalnie szczery, gdy przyznał, że przez całą swoją karierę polityczną gardził sowieckim reżimem. „W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat nikt chyba nie był bardziej konsekwentnym przeciwnikiem komunizmu niż ja sam. I w obecnej sytuacji nie zamierzam odwołać ani jednego słowa, które wypowiedziałem na ten temat. Lecz wszystko to blednie w obliczu spektaklu, który rozpoczyna się na naszych oczach”. Nie lubił — bardzo nie lubił — Józefa Stalina, ale Adolfa Hitlera nienawidził.

„Mamy jeden jedyny, nieodwołalny cel. Jest nim zniszczenie Hitlera i każdej pozostałości nazistowskiego reżimu. (…) Każdy człowiek, każde państwo walczące z nazizmem będzie naszym sprzymierzeńcem”. Pomoc Związkowi Sowieckiemu w tej rozpaczliwej potrzebie była obowiązkiem Wielkiej Brytanii, a ponadto — leżała w jej interesie.

Goście Churchilla w Chequers zaczęli analizować przemówienie kilka minut po zakończeniu audycji. Anthony Eden martwił się, że ludzie będą zbulwersowani pomysłem wspierania Związku Sowieckiego. Stwierdził, że w sensie politycznym „Rosja była równie zła jak Niemcy”. Jock Colville skupił się bardziej na wojowniczości Churchilla. Uważał, że przemówienie było „Teatralne i jasno wskazywało decyzję o politycznym wsparciu dla Rosji”. Młoda Mary Churchill, nastoletnia córka premiera, była jeszcze bardziej entuzjastyczna. „Orędzie radiowe Taty — znakomite. Mój drogi, tak bardzo cię kocham i podziwiam bardziej, niż sobie wyobrażasz. Modlę się do Boga, by cię oszczędził i wspierał”.

W swoim radiowym orędziu Churchill obiecał uczynić wszystko, co możliwe, by uchronić Armię Czerwoną od katastrofalnej klęski na polu walki, pozostało jednak wiele pytań bez odpowiedzi. Jak zamierzał pomóc Stalinowi? Jakimi środkami? Wielka Brytania nie była w stanie wspomóc Związku Sowieckiego ani uzbrojeniem, ani surowcami. Były też inne pytania. Jeśli Stalin był teraz sojusznikiem, to premier potrzebowałby w Moskwie odpowiedniego przedstawiciela — kogoś działającego u boku sowieckiego przywódcy, najlepiej na Kremlu. Tylko kogo? Trudno było wskazać odpowiedniego kandydata. To zaś skłaniało do kolejnego pytania: czy Stalin w ogóle zaakceptowałby taką osobę? Niewielu ludzi z Zachodu, czy to Brytyjczyków, czy to Amerykanów, przeniknęło za zwieńczone blankami mury Kremla i minęło wiele lat, odkąd stronniczy dziennikarze, tacy jak Walter Duranty i Eugene Lyons, uzyskali możliwość przeprowadzenia wywiadu z sowieckim przywódcą. Nawet oni nigdy nie dostali się do gabinetu Stalina. Pozostał on niemal całkowitą zagadką, nieznany i prawdopodobnie niepoznawalny. Zważywszy, że dzierżył w rękach losy świata, ten brak wiedzy był niepokojący.

  1. Oprócz około 3 milionów żołnierzy niemieckich w kampanii brało udział również m.in. około 250 tys. Włochów i około 300 tys. Rumunów – razem niemal 4 miliony żołnierzy.
  2. Oficjalnie „Układ o nieagresji między Niemcami a ZSRS”, uzupełniony niemiecko-sowieckim „Traktatem o przyjaźni i granicy”.
  3. Nastąpiło to dopiero 3 września i początkowo nie pociągnęło za sobą poważnych działań — aż do wiosny 1940 roku na froncie zachodnim trwała tzw. drôle de guerre — dziwna wojna, w czasie której żadna ze stron nie prowadziła istotnych działań militarnych (przyp. red.).
  4. Po przejściu na stronę sowiecką Liskow miał być początkowo przesłuchiwany przez NKWD, później wykorzystywany w propagandzie antyfaszystowskiej, a następnie aresztowany i zesłany na Syberię, gdzie ślad po nim zaginął (przyp. red.).
  5. Wiosną 1935 roku udzielił audiencji Anthony’emu Edenowi, sprawującemu wówczas po raz pierwszy funkcję ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii.
Lokowanie produktu: Noir sur Blanc