Luksusowy dom mody i biżuterii od ponad wieku udowadnia, że prawdziwa elegancja to również przesuwanie granic wizualnych. Wśród licznych projektów jednym z bardziej urzekających jest linia Tank, zaprojektowana przez Louisa Cartiera ponad sto lat temu. Na przestrzeni lat doczekała się ona setek odmian, ale jej najbardziej smukła, wydłużona i lekko wygięta wersja – Tank Américaine – od zawsze miała w sobie coś wyjątkowego.
Klasyka nie musi być nudna
Na rynek trafiają najnowsze odsłony modelu Tank Américaine, w których zrezygnowano z tradycyjnej tarczy na rzecz odsłoniętego, misternie uformowanego mechanizmu. W tych zegarkach serce czasomierza dosłownie tworzy jego typografię, a dla miłośników głębokich nasyconych barw przygotowano również wariant ze spektakularną, burgundową tarczą.
Mechanizm, który stał się tarczą – kaliber 1988 MC
Model Tank Américaine zadebiutował w portfolio marki w 1988 roku, natychmiast zyskując status ikony stylu ze względu na wydłużoną, anatomicznie dopasowaną do nadgarstka kopertę. To właśnie do tej historycznej daty nawiązuje nazwa całkowicie nowego, autorskiego mechanizmu – 1988 MC. Cartier po raz pierwszy w historii zastosował ten kaliber właśnie w linii Américaine i trzeba przyznać, że efekt naprawdę robi wrażenie.

Wystarczy spojrzeć za szafirowe szkło, gdzie zamiast klasycznej, jednolitej tarczy z nadrukowanymi indeksami, widzimy odsłonięty mechanizm szkieletowy. Jego stalowe mostki zostały wycięte i uformowane w taki sposób, by układać się w rzymskie cyfry stanowiące znak rozpoznawczy marki Cartier. Nawet linie wyciętych cyfr zakrzywiają się zgodnie z łukiem i profilem całej koperty, co sprawia, że całość prezentuje się wręcz przepięknie i spójnie.
Od strony stricte technicznej kaliber 1988 MC składa się z 24 kamieni łożyskowych, cyka z czystą częstotliwością 28 800 wahnięć na godzinę (4 Hz), a przy tym zachowuje kompaktowe wymiary – 33,9 × 20,8 mm przy zaledwie 4,2 mm grubości. To właśnie ta miniaturyzacja pozwoliła na zachowanie niezwykle smukłej sylwetki całego zegarka.
Szlachetna platyna z rubinem czy różowe złoto z szafirem?
Szkieletowa odsłona modelu Cartier Tank Américaine zadebiutowała w dwóch wariantach materiałowych, które różnią się nie tylko kruszcem, z którego wykonano kopertę, ale również dopracowanymi detalami kolorystycznymi. Z jednej strony mamy platynę, zimną, cięższą, w której centralne punkty mechanizmu zaznaczone są rubinami. Wskazówki w kształcie tradycyjnych mieczy wyprodukowano ze stali oksydowanej na głęboki błękit. W zestawie z zegarkiem otrzymujemy dwa paski ze skóry aligatora, jeden w kolorze burgundowym, a drugi ciemnoszary. Oba wyposażono w składaną klamrę z platyny z systemem szybkiej wymiany bez użycia narzędzi.



Obok pojawił się też wariant z 18-karatowego różowego złota. Tu już mamy znacznie cieplejszą, przyjemniejszą tonację, która trafi w gust miłośników stylu vintage. W koronkę wprawiono klasyczny, fasetowany niebieski szafir. Zegarek pojawia się w zestawieniu z eleganckim, granatowym paskiem z aligatora oraz dodatkowym paskiem w odcieniu ciemnoszarym.



Oba modele szkieletowe dzielą dokładnie te same wymiary koperty, wynoszące 44,4 × 24,4 mm przy grubości wynoszącej zaledwie 8,24 mm. Mechanizm oferuje około 50 godzin rezerwy chodu, a wodoszczelność całej konstrukcji ustalono na poziomie 30 metrów (3 barów), co w pełni chroni go przed przypadkowym zachlapaniem, na przykład przy myciu rąk, choć ze względu na skórzane paski lepiej jednak uważać.
Tracza w kolorze głębokiego burgundu
Chociaż trzecia nowość jest na pierwszy rzut oka mniej spektakularna, to nadal robi duże wrażenie. Zamiast odkrytego mechanizmu szkieletowego mamy gładką tarczę w odcieniach burgundu. Niby wygląda to prosto, ale nie dajcie się zwieść, bo nie jest to jedynie proste lakierowanie. Projektanci uzyskali ten hipnotyzujący efekt poprzez połączenie opalowego wykończenia ze szlifen słonecznym. W ten sposób, gdy promienie światła padają na tarczę, ta mieni się różnymi odcieniami, od prawie czarnej wiśni po soczysty rubin. Sam wzór bardzo przypomina mi dekoracje art. deco, często widoczne w filmach z epoki – wiecie, elegancki bar, piękne stroje i hipnotyzujące, geometryczne linie.

Na tarczy zaznaczono wyraźnie oznaczono godzinę 12 i 6, podczas gdy pozostałe są subtelnie podkreślone cienkimi liniami. Są tam również dwie wskazówki, bardzo proste i bez ozdobników, by nie przytłaczać tła.

Ten model napędza automatyczny kaliber 1899 MC, nieco masywniejszy od tego w wersji szkieletowej. Dlatego, choć długość i szerokość nie zmieniła się, to ten model jest już nieco grubszy, bo ma tu 8,6 mm. W zestawie mamy oczywiście pasek, też burgundowy i ze skóry aligatora, zwieńczony zapięciem składanym wykonanym z 18-karatowego białego złota.
Luksus na nadgarstku
Wszystkie trzy opisane wyżej modele trafiły już do oficjalnej sprzedaży i są dostępne w wybranych, flagowych butikach marki Cartier na całym świecie. Nie jest to kolekcja limitowana, ale raczej nie zobaczymy wielu takich na ulicy. Ceny bowiem porażają (przynajmniej na normalne standardy, u Cartiera to niezbyt zaskoczenie. Za kolekcjonerskie wersje szkieletowe – zarówno w platynie, jak i w różowym złocie – trzeba zapłacić 55 000 euro. Z kolei wariant z klasyczną, burgundową tarczą i automatycznym sercem stanowi wydatek rzędu 27 900 euro. Oczywiście, że to dużo, ale nie od dziś wiadomo, iż za luksus trzeba płacić.
