On i ona, to już dobrze brzmi. Okoliczności są niesprzyjające – ona jest żoną jego brata. To bardzo dobrze. A to dopiero początek. Potem jeszcze ci dwoje obmyślają, co zrobić. Ian McEwan to wybitny brytyjski prozaik. Powieści „Ukojenie”, „Amsterdam” czy „Pokuta” to już współczesna klasyka. Najnowszą „W skorupce orzecha” można czytać jak instrukcję budowania historii. Dlaczego? Cierpliwości!


Po co nam historia

„Naczelne żyjące w stadach stosują grooming – iskanie, oporządzanie, pieszczoty. Wbrew pozorom funkcją groomingu nie jest jedynie utrzymanie futra w czystości. Jeśli spojrzymy na tę czynność z biologicznego punktu widzenia, u osobnika poddanego takim pieszczotom wyzwalają się endorfiny – hormony szczęścia, które łączą ten stan z osobnikiem znajdującym się właśnie w pobliżu” – pisze w książce „Narratologia” Paweł Tkaczyk i naukowo dowodzi, że u ludzi funkcję groomingu zajęła mowa. Nauczyliśmy się mówić, żeby budować relacje społeczne. A potem opowiadać, żeby lepiej wypaść. Bo między mówieniem a opowiadaniem jest różnica polegająca z grubsza na tym, że kiedy ktoś mówi, jedynie go słyszymy, gdy opowiada – widzimy, o czym mówi.

Nikt pewnie nie wydawałby tysięcy euro na plastikowe torby z wyeksponowanym logo, gdyby nie stała za nimi opowieść o ubogim Louisie Vuiton, który w latach 30. XIX wieku przebył piechotą 450 km z południa Francji do Paryża, by wykształcić się na kaletnika i założyć wytwórnię luksusowych kufrów. Mniej chętnie kupowalibyśmy laptopy dwa razy droższe, choć przecież nie dwa razy lepsze, gdyby Steve Jobs nie zbudował atrakcyjnej historii marki.

Zresztą przykłady nie muszą być tak spektakularne. Rob Walker i Joshua Glen kupili kilka lat temu 200 rzeczy na targach staroci. Poprosili znajomych ludzi pióra, by do każdej z tych dupereli dopisali historię. I opatrzone w te historie wystawili na aukcji internetowej. Wydali mniej więcej 250 dolarów, zarobili 8 tysięcy. Krótko mówiąc, opłaca się opowiadać historie. Niekoniecznie po to, żeby sprzedać produkt. Również po to, żeby sprzedać siebie.