Dzisiaj brzuchomówstwo wydaje się prostą formą rozrywki, ale aż do XVIII w. przypisywano je działaniu mocy nadprzyrodzonych.

 

 

 

 

 

Odkąd istnieją stworzone na podobieństwo człowieka kukiełki, ludzie wyobrażali sobie, że umieją one mówić. Dziewczynki bawiące się lalkami, które potrafią płakać i wołać „mama”, zawdzięczają te zabawki brzuchomówcom, którzy jako pierwsi je „ożywili”. Jednak w historii brzuchomówstwa lalka to stosunkowo świeży rekwizyt. Mało tego, dopiero od 200 lat głos „z brzucha” wydobywa się dla rozrywki. Wcześniej była to domena bogów i demonów, a brzuchomówstwem parali się... kapłani lub opętani.

Fałszywe wyrocznie

Początki brzuchomówstwa sięgają czasów starożytnej Grecji. Samo słowo wywodzi się od greckiego engastrimythos, gdzie en znaczy „w”, gaster – „brzuch”, a mythos – „słowo”. Terminem tym określano szczególny rodzaj mówienia, stwarzający iluzję, że głos dobiega z innego źródła niż usta osoby mówiącej. Praktyki takie przypisuje się kapłankom greckich i rzymskich wyroczni, do których wierni przybywali, by radzić się w ważnych sprawach.

Jak zauważa Steven Connor w „Kulturowej historii brzuchomówstwa”, praktyki wróżbiarstwa związanego z brzuchomówstwem upowszechniły się w ostatnich wiekach pogaństwa. „Wróże wpuszczają demona do wnętrza brzucha, z którego wydobywają odpowiedzi, podawane następnie przez usta” – pisał Cyceron w traktacie „O wróżbiarstwie”. Inne wyjaśnienie przedstawił Hipokrates: „wieszcze prorokowali z zamkniętymi ustami, wydając określone dźwięki brzuchem, które mogły oznaczać wszystko, czego życzył sobie łatwowierny widz”. Jednak to chrześcijańscy pisarze najmocniej podkreślali, że natura proroctw ma coś wspólnego z brzuchomówstwem. Ojcowie Kościoła rozróżniali formy prawowitej mowy (płynącej z ust i głowy) od nieprawowitej, potwornej i bękarciej (płynącej z innych części ciała).

Duchowa choroba

Przez kolejne stulecia brzuchomówstwo kojarzono z opętaniem, a głos z brzucha interpretowano jako głos demona lub ducha. Gdy jednak francuski encyklopedysta Denis Diderot napisał w 1748 r. „Niedyskretne klejnoty” – zbereźną powiastkę, w której występowały gadające waginy – zszargał mit brzuchomówstwa. Od tej pory zjawisko to przestało podlegać kompetencji teologów, a zaczęło nurtować fizjologów i anatomów. Jako pierwszy z brzuchomówstwem rozprawił się nauczyciel matematyki, tłumacz dzieł medycznych i konstruktor kamizelki ratunkowej Abbé de la Chapelle, który wiele „magicznych” zdarzeń uznał za zwykłe mistyfikacje. „Nie chodzi o to, że starożytni brzuchomówcy nie posiadali zdolności przekonywania widzów, że ich głos dobiega z oddali, a raczej o to, że nie postrzegano ich jako takich, a samej umiejętności nie potrafiono wyjaśnić. Nadawało to brzuchomówstwu boski czy też cudowny charakter. Nie można było badać czegoś, o czym nawet nie przypuszczano, że istnieje” – napisał w dziele „Brzuchomówca, czyli engastrimythos” z 1772 roku. Jako pierwszy poprawnie objaśnił zjawisko brzuchomówstwa, odrzucając hipotezy o fizycznych anomaliach. Jego zdaniem to po prostu efekt szczególnego działania mięśni na gardło, umiejętność, którą może posiąść każdy dzięki wytrwałości i żmudnym ćwiczeniom.

Choć la Chapelle rozumiał mechanizm iluzji, jednocześnie bardzo obawiał się jej następstw. Możliwości brzuchomówców przeceniał także szkocki filozof Thomas Reid. W „Eseju o intelektualnych zdolnościach człowieka” z 1785 r. ostrzegał, że „gastromówca” może być równie niebezpieczny dla społeczeństwa jak legendarny Giges, który po przekręceniu pierścienia na palcu robił się niewidzialny, dzięki czemu z pastucha stał się królem Lidii. Uczeni grzmieli i straszyli na darmo – zjawisko zrobiło się swojskie, a brzuchomówcy zaczęli występować publicznie. W przeciwieństwie do seansów egzorcystycznych nie przeganiali już demonów z ciała, wręcz przeciwnie – snuli zabawną opowieść ku uciesze publiczności. Za pomocą sztuczek z głosem brzuchomówca mógł przedstawić to, co nieprzedstawialne
– np. osobę, która z jakichś powodów jest nieobecna w „kadrze” (umarła, wyjechała albo przebywa w zamknięciu). Dzisiaj takie efekty zapewniają technicy, ale wówczas brzuchomówca był aktorem, mikrofonem i głośnikiem jednocześnie.
Do końca XVIII w. brzuchomówcy występowali głównie na wsiach, na świeżym powietrzu – w miastach pojawiali się na jarmarkach, takich jak okryty złą sławą, odbywający się w dniu św. Bartłomieja. Poeta Wordsworth nazwał go „piekłem dla oczu i uszu”, bo oprócz brzuchomówców występowali wówczas olbrzymi, Indianie, pożeracze kamieni, uczone świnie, znikające dziewczyny i dzikie zwierzęta – istny „sejm potworów”, pełen zła i perwersji. Brzuchomówstwo miało więc posmak wulgarności, a brzuchomówcy często popadali w konflikt z prawem – co niespecjalnie dziwi, zważywszy że istotą ich pracy jest oszustwo.

Jednak pod koniec XVIII wieku, podobnie jak inni iluzjoniści, odkryli, że nie muszą się włóczyć po jarmarkach, ale mogą liczyć na stały zarobek w legalnych teatrach. Afisz zapowiadający występ Thomasa Haskeya, znanego jako Askins, głosił: „Przemówi i Zaśpiewa głosem na pozór oddzielonym od jego Osoby – odmiennym od Naturalnych tonów jego mowy, choć okazjonalnie z nią przemieszanym i doskonale słyszalnym w całym Teatrze, a najuważniejszy Obserwator nie odkryje żadnego Ruchu Warg ani Zmiany Rysów Twarzy”.

Występy brzuchomówców w teatrach variétés zmieniły charakter ich przedstawień. Występując na świeżym powietrzu, uciekali się do pomocy lalek, by przykuć uwagę widzów w głośnym otoczeniu. W zamkniętych salach akustyka była lepsza, artyści mogli więc porzucić rekwizyty i tworzyć wyłącznie dźwiękowe iluzje. Na londyńskiej scenie sukcesy odnosił francuski „fizjoman” Le Sieur Thiemet, który przedstawiał scenę nocy w młynie, do którego dobiegają odgłosy polowania. Wszystkie dźwięki imitował sam: grę dwóch waltorni, tętent galopujących koni, męskie okrzyki i ujadanie ogarów, pianie koguta, szczęk rygli, stukot ruszającego się koła i rozmowę z młynarzem.

Od kapucyna do papryki

Brzuchomówcy XIX-wieczni najchętniej imitowali głosy ludzi uwięzionych w studniach, zamkniętych w grobach, przywoływali zmarłych albo zaginionych. Ich okraszone czarnym humorem występy żerowały na XIX-wiecznej fobii przed pogrzebaniem żywcem, którą podsycały mroczne powieści Edgara Allana Poe. W pewnym angielskim miasteczku słynny brzuchomówca Alexandre Vattemare sprawił, że publiczność usłyszała głos z zamkniętego kościółka i omal go nie spaliła. Innym razem „ożywił” zmarłego przed wiekami kapucyna, który nakazał mieszkańcom nawrócić się na wiarę katolicką. Z kolei Charles Mathews wprowadził na scenę lalkę, którą podczas skeczy wyciągał ze skrzyni lub ją w niej zamykał, gdy była nieposłuszna.

Dziś nie sposób myśleć o brzuchomówcach i lalkach oddzielnie. Posługiwali się nimi najsłynniejsi – także najsłynniejszy polski brzuchomówca, zmarły przed 20 laty Jan Gałązka, czy znany z „Mam Talent” Wojciech Glanc, któremu po piętach depcze młody Paweł Górka. Gwiazdą serwisu YouTube jest amerykański komik Jeff Dunham i jego arsenał kukiełek: stworek Peanut, zgorzkniały starzec Walter, mówiąca papryka José Jalapeño, martwy terrorysta Achmed, czarnoskóry impresario Sweet Daddy Dee, biały z przedmieścia Bubba J.

Podobno po odpowiednim treningu brzuchomówcą może zostać każdy. Wymówienie wszystkich samogłosek z lekko rozchylonymi ustami i bez poruszania wargami jest proste. Problemy pojawiają się, gdy spróbujemy wymówić niektóre spółgłoski. Sztuczka brzuchomówców polega na tym, aby m, b, p zastąpić podobnie brzmiącymi: n, w, d. A potem już tylko ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć…