Albo duże jądra i liczne plemniki - albo mocne narządy służące do wydawania dźwięków plus głos, który zachwyci małpie damy. Samce małp zwanych wyjcami nie mogą mieć jednego i drugiego. Ich przypadek, który doskonale ilustruje działanie doboru płciowego, opisano w "Current Biology". 

Wyjce to małpy, które swoją nazwę zawdzięczają zdolności do wydawania imponujących odgłosów. Umożliwiają im to długie struny głosowe i duża kość gnykowa, dzięki której dźwięk silnie rezonuje, a nawołujące samce wydają się sporo większe niż naprawdę są. To zaś sugeruje, że są sprawne w zdobywaniu pokarmu i mają dostęp do zasobów.

Czytaj więcej: Sprośny jak koala, wierny jak kruk. Zwyczaje godowe ludzi i zwierząt

Niestety w przyrodzie wszystko ma swoją cenę: za najbardziej donośne głosy wyjce płacą ilością lub jakością nasienia. Osobniki posiadające większą kość gnykową mają zarazem mniejsze jądra - i vice versa.

"Mamy mocne dowody na to, że wyjce, które inwestują w większe organy głosowe, wytwarzają mniej nasienia - mówi Jacob Dunn z University of Cambridge. - To pierwszy dowód na taką wymianę pomiędzy inwestycją wokalną a produkcją spermy".

Naukowcy przyjrzeli się parametrom narządów służących do wydawania dźwięków oraz samym odgłosom wyjców. Zebrali dane na temat dziewięciu gatunków. Stwierdzili, że gatunki, u których w stadzie obecny jest jeden samiec, mają większą kość gnykową oraz mniejsze jądra. To pozwala sądzić, że samce z tych gatunków muszą ze sobą wokalnie konkurować o harem. Takie małpy, obdarzone większą kością gnykową, pohukują w niższych częstotliwościach, przez co prawdopodobnie sprawiają wrażenie większych.

U samców z różnych gatunków jądra były proporcjonalnie większe tam, gdzie większa była liczba samców w stadzie. To świadczy, jak ważne jest współzawodnictwo plemników - zauważają autorzy badania. Samce posiadające większe jądra miały jednocześnie ponadprzeciętnie małą kość gnykową.

"To takie proste - mówi Dunn. - Kiedy chodzi o rozmnażanie, nie można mieć wszystkiego".