Polak przeciętnie posiada kilka urządzeń mobilnych. Zazwyczaj korzysta jednak z jednego smartfona – pozostałe spędzają „emeryturę” w szufladach, szafkach albo pudłach wyniesionych do garażu czy na strych. Nierzadko stary sprzęt trafia na wysypisko. W efekcie rośnie góra elektrośmieci, które nie podlegają recyklingowi. To problem dla środowiska, ale też dla naszych portfeli.

Niedawno z okazji Międzynarodowego Dnia Bez Elektrośmieci (International E-Waste Day) opublikowano prognozy dotyczące ilości elektroodpadów, które ludzkość wyprodukuje w tym roku. Dekadę rozpoczniemy z wynikiem 57,4 mln ton. Z czym można to porównać? Np. z wydobyciem węgla kamiennego w Polsce. Na początku roku Agencji Rozwoju Przemysłu podawała, że w 2020 roku wyniosło ono około 54,4 mln ton.

Nowy telefon do kieszeni, stary do szuflady. Elektronika trafia na wysypiska

Prognozy dotyczące elektrośmieci pochodzą od WEEE Forum, międzynarodowego stowarzyszenia zrzeszającego kilkadziesiąt organizacji zajmujących się zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym (Waste of Electrical and Electronic Equipment, WEEE). Organizacja ta podkreśla, że każdego roku ilość wytwarzanych przez nas elektrośmieci rośnie o 3-4 proc. Na koniec tej dekady rocznie możemy produkować nawet 74 mln ton odpadów tego typu.

Co składa się na tę gigantyczną górę? Urządzenia, które doskonale znamy: lodówki, telewizory, opaski sportowe, zabawki, ale też tablety czy smartfony. Z przeprowadzonego kilka kwartałów temu badania wynikało, że sami Brytyjczycy przechowują w swoich domach 55 mln nieużywanych telefonów komórkowych.

W przypadku Francuzów wynik może być nawet dwa razy większy. Z kolei w USA każdego roku ponad 150 mln telefonów trafia do kosza i ląduje najczęściej na wysypiskach lub w spalarniach.

Elektroniki szybko przybywa, ale jej recykling kuleje

Z opublikowanych niedawno przez firmę Canalys danych wynika, że w trzecim kwartale na rynek trafiło o 6 proc. mniej smartfonów niż w analogicznym okresie 2020 roku. Nie wynikało to jednak z malejącego popytu, a niedoborów podzespołów. Rocznie na rynek trafia obecnie około 1,4 mld smartfonów.

Ludzi na świecie szybko przybywa, coraz większa część populacji ma dostęp do elektroniki – co samo w sobie jest zjawiskiem pozytywnym – ale należy liczyć się z tym, że finalnie prowadzi to do powiększania góry elektrośmieci, z których jedynie około 17 proc. podlega recyklingowi w warunkach kontrolowanych.

Względnie dobre wyniki w przetwarzaniu odpadów tego typu notuje jedynie Europa. Jeśli wyłączy się Stary Kontynent z tych wyliczeń, obraz jest katastrofalny.

Elektroodpady na wysypiskach obciążają środowisko

Niski poziom recyklingu elektroodpadów ma kilka poważnych skutków. Do środowiska uwalniane są toksyczne substancje, np. rtęć. Z raportu opublikowanego w ubiegłym roku przez ONZ wynika, że rocznie może to dotyczyć nawet 50 ton tego trującego pierwiastka.

Do atmosfery uwalniane są także gazy cieplarniane znajdujące się w lodówkach czy klimatyzatorach. Tylko w 2019 roku planetę zanieczyściło w ten sposób 98 mln ton ekwiwalentu dwutlenku węgla.

– Każda tona elektroodpadów, która zostanie poddana recyklingowi, oznacza obniżenie emisji dwutlenku węgla o dwie tony. Jeśli wszyscy będziemy właściwie postępować z elektrośmieciami, pomożemy obniżyć szkodliwe dla klimatu emisje – przekonuje Pascal Leroy, dyrektor WEEE Forum.

Elektrośmieci zawierają cenne odpady. Jak je wykorzystać?

Na zagadnienie trzeba też spojrzeć z czysto ekonomicznego punktu widzenia. Z wyliczeń Światowego Forum Ekonomicznego opublikowanych na początku 2019 roku wynika, że elektroodpady wytworzone tylko w ciągu jednego roku mają potencjalną wartość przeszło 62 mld dolarów. W ciągu kilku lat suma ta zapewne urosła, wraz ze zwiększeniem się góry e-odpadów. To kwota zbliżona do PKB średniozamożnych państw, np. Chorwacji czy Litwy.

– Tona zużytych telefonów komórkowych jest bogatsza w złoto niż tona rudy złota – tłumaczy dr Ruediger Kuehr, pełniący rolę dyrektora inicjatywy Sustainable Cycles Programme (SCYCLE) działającej przy United Nations University, a docelowo przy Instytucie ONZ do spraw Badań i Szkoleń.

W milionie smartfonów znajduje się 24 kg złota, 16 ton miedzi, 350 kg srebra oraz 14 kg palladu. Zasoby te można odzyskać i przywrócić do cyklu produkcyjnego. Jeśli nie uda się tego zrobić, konieczne będzie wydobycie nowych surowców, co szkodzi środowisku.

Część złóż metali może się wyczerpać w ciągu stulecia

Nawet jeśli przyjmiemy, że lepszym rozwiązaniem jest pozyskiwanie pierwiastków z natury, za jakiś czas może się okazać, iż część z nich po prostu się kończy. Kilka lat temu Europejskie Towarzystwo Chemiczne (European Chemical Society) zaprezentowało układ okresowy, na którym zaznaczono dostępność pierwiastków.

O ile nie musimy obawiać się o to, że znikną wodór, krzem, tlen czy sód, o tyle dość pokaźna jest lista surowców, które mogą się wyczerpać w ciągu najbliższego stulecia. Można na niej znaleźć stront, Itr, cynk, german, arsen, ind, wspomniane już srebro czy gal, który może pomóc w uporaniu się z nadmiarem dwutlenku węgla.

Bez tych pierwiastków trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie obecnej, technologicznie rozwiniętej cywilizacji. Wykorzystuje się je do produkcji smartfonów, ekranów, sprzętu kosmicznego czy medycznego, ale też np. turbin wiatrowych i paneli fotowoltaicznych. Odchodzenie od paliw kopalnych i energetyczna rewolucja oparta o odnawialne źródła raczej nie będą możliwe, jeśli tworzenie elektrowni słonecznych będzie zbyt drogie.

Rozwiązaniem kosmiczne górnictwo? A może gospodarka obiegu zamkniętego

Optymiści zapewniają, że problem ten rozwiążą inżynierowie materiałowi, którzy znajdą nowe rozwiązania, opracują technologie niewymagające trudno dostępnych surowców. Niektórzy przekonują natomiast, że wyjściem z tej sytuacji okaże się… kosmiczne górnictwo. W tym kontekście wskazuje się m.in. na pas planetoid, znajdujący się między orbitami Marsa i Jowisza. Jednym z jego największych obiektów jest planetoida 16 Psyche, która może być jądrem większego, zniszczonego ciała i składać się głównie z cennych dla nas metali.

Ciekawość naukowców, ale też wizja ogromnych zysków wynikających z ewentualnej eksploatacji obiektów tego typu sprawiły, że od kilku lat w NASA realizowana jest misja Psyche. Jej zwieńczeniem mają być wystrzelenie w połowie przyszłego roku pojazdu, który w 2026 roku dotrze do planetoidy i rozpoczęcie badania obiektu.

Czy surowce sprowadzane z kosmosu nas uratują? Możliwe, chociaż część komentatorów uznaje to za fantazje, których nie uda się zrealizować z uwagi na ogromne koszty i braki technologiczne.

Alternatywa? Recykling, a konkretniej tzw. gospodarka obiegu zamkniętego, w której role do odegrania mają wszystkie strony. Państwo powinno edukować, tworzyć dobre prawo oraz infrastrukturę; firmy nie mogą wytwarzać elektroniki, która psuje się po kilku kwartałach; klienci zaś powinni ograniczyć konsumpcję i odpowiedzialnie pozbywać się zalegających w domach elektrośmieci.

Źródła: