Jak wytropić słynną Nessie, znaną jako potwór z Loch Ness? Entuzjaści kryptozoologii uważają, że to plezjozaur – pradawny gad, który ponoć dotrwał
do naszych czasów w szkockim jeziorze. Poszukiwano go na wiele sposobów – m.in. sonarami i kamerami filmowymi – ale dotąd brak dowodów na jego istnienie. Gdyby łowcy sensacji interesowali się nauką, być może posłużyliby się kamerami termowizyjnymi. Z badań paleontologów wynika bowiem, że wielkie drapieżne gady morskie były – podobnie jak my dziś – stałocieplne. Niektóre potrafiły ogrzać swe ciała do temperatury wyższej aż o 20 st. C niż otaczająca je woda! Po co? Odpowiedź wydaje się oczywista – stałocieplne zwierzę nie jest uzależnione od temperatury otoczenia. Lepiej radzi sobie w mniej słoneczne dni czy w chłodniejszych okolicach, może się szybciej poruszać i dopaść zdobycz (albo umknąć przed drapieżnikiem). Ale okazuje się, że stałocieplność kryje w sobie więcej zagadek, niż mogłoby się wydawać.

Termometr dla ichtiozaura

Wymarłe morskie gady były posądzane o ciepłokrwistość już od dawna. W 2006 r. uczeni opisali skamieniałe kości i zęby plezjozaurów oraz ichtiozaurów, które żyły w erze mezozoicznej w wodach otaczających Australię. Z badań wynikało, że owe wody były wówczas zimne – znajdowały się w pobliżu południowego kręgu polarnego. Skoro gady dobrze sobie w nich radziły, musiały utrzymywać wyższą temperaturę ciała niż otoczenie, tak jak to robią np. współczesne foki. Hipotezę tę przetestował rok temu zespół francuskich badaczy pod kierunkiem dr. Auréliena Bernarda z Université Claude Bernard Lyon 1. Uczonym udało się zmierzyć temperaturę ciała największych mezozoicznych superdrapieżników: plezjozaurów, ichtiozaurów oraz mozazaurów. Dokonali tego, analizując skład izotopowy zębów tych zwierząt (w największym uproszczeniu: im więcej zawierają one tlenu-18, tym „cieplejszy” był ich posiadacz). Dla porównania wykorzystano zęby ryb – stworzeń zmiennocieplnych – które żyły obok morskich gadów. Okazało się, że wszystkie przebadane gady były stałocieplne. Temperatura ciała ichtiozaurów i plezjozaurów dochodziła do 35 st. C, zaś mozazaurów nawet do 39 st. C (z dokładnością do dwóch stopni). Nie wiadomo jednak, jak superdrapieżniki wytwarzały ciepło. Być może uzyskiwały je dzięki
wyższemu tempu przemiany materii, podobnie jak dzisiejsze ssaki (w tym my). A może posiadały izolującą warstwę tłuszczu lub występował u nich efekt gigantotermii, który polega na tym, że duży organizm wolniej traci ciepło niż mały? Ostatecznie mezozoiczne gady morskie osiągały nawet do 20 metrów długości.


Władcy dawnych mórz

W mezozoiku (251–65,5 mln lat temu) kilkanaście grup gadów powróciło do wodnego środowiska. Największy sukces osiągnęły trzy z nich. Pierwsza to ichtiozaury (rybojaszczury), podobne do współczesnych tuńczyków i delfinów. Druga – plezjozaury, czyli zwierzęta o beczułkowatych tułowiach i wiosłowatych płetwach. Były wśród nich formy o krótkiej szyi oraz dużym pysku (pliozaury), a także plezjozaury właściwe, o długich szyjach i maleńkich głowach (to z nimi wiąże się legendarnego potwora z Loch Ness). Trzecią grupę stanowiły mozazaury, wielkie pływające jaszczurki spokrewnione z dzisiejszymi wężami i waranami.

Szybcy, wściekli, ciepli

Jedno wydaje się pewne – stałocieplność dawała im przewagę ewolucyjną nad innymi zwierzętami. Mogły dopaść zdobycz – głowonogi, ryby oraz swoich mniejszych krewniaków – szybko ją pożreć, a potem popłynąć na inne, nawet bardzo odległe żerowiska. W morzach stały na szczycie „piramidy pokarmowej” (na lądzie taką pozycję zajmowały dinozaury z grupy teropodów, także powszechnie uważane za stałocieplne). Takie też było do niedawna standardowe wytłumaczenie zjawiska stałocieplności. Miała się ona pojawić najpierw u małych mięsożerców, umożliwiając im bardziej aktywny, drapieżny tryb życia – polowanie nocą czy w chłodne dni – i szybkość, dzięki której mogły dopaść ofiary i ubiec „zimnokrwistą” konkurencję (bezkręgowce, ryby, płazy czy większość gadów). Niedawno jednak uczeni z California Institute of Technology zmierzyli temperaturę dinozaurom w podobny sposób, jak w przypadku morskich gadów. Okazało się, że brachiozaury miały ok. 38,2 st. C, a kamarazaury – 35,7 st. C. Sęk w tym, że należały one do grupy zauropodów – zwierząt, owszem, gigantycznych, ale roślinożernych. Po co więc im stałocieplność?

Spalaj węgiel, chomikuj azot