Wiem, że może to brzmieć nieprawdopodobnie, ale ja naprawdę lubię spędzać wakacje z teściami. Tyle że zanim gdziekolwiek dojedziemy, oni się zawsze po drodze gubią. Kiedy pierwszy raz jechałem z nimi przez Europę, słyszałem uspokajające komunikaty w stylu „tata już tędy jechał”, „o, ten most wygląda znajomo” i „skręćmy za tym zajazdem”. Trochę głupio było mi zwracać uwagę świeżo poznanym potencjalnym teściom, ale z każdym kilometrem nabierałem przekonania, że oni w ogóle nie wiedzą, dokąd jadą.

Z kolei mój sąsiad, zawodowy kierowca, potrafi przejechać przez skomplikowaną sieć europejskich autostrad bez mapy czy GPS. Jeździ tymi trasami od dwudziestu lat, więc prawdopodobnie naprawdę zna każdy zakręt na drodze. Wielu moich przyjaciół bez problemu odnajdzie się w lesie, w którym są po raz pierwszy, ale znam i takich, którzy gubią się w przejściu podziemnym pod warszawskim Dworcem Centralnym. Bo przecież nie każdy z nas posiada umiejętność orientacji w terenie. Zależy ona od wielu czynników: genów, doświadczenia, a także płci.

Taksówkarz z wielkim hipokampem

W poszukiwaniu sekretu świetnej orientacji w terenie uczeni zabrali się za londyńskich taksówkarzy, którzy codziennie przemierzają gąszcz 25 tysięcy krętych ulic brytyjskiej stolicy. Prof. Eleanor Maguire z University College w Londynie za pomocą rezonansu magnetycznego zajrzała im do mózgów i porównała z tym, co kryją czaszki ich pasażerów. Okazało się, że taksówkarze mieli bardziej rozwinięty hipokamp – strukturę związaną m.in. z zapamiętywaniem i procesami uczenia się.

Może więc ci z nas, którzy mają większy hipokamp, garną się do zawodów wymagających dobrej orientacji w przestrzeni? Wyniki kolejnego doświadczenia prof. Maguire są pocieszające. Tym razem zbadała ona zaczynających kilkuletnie szkolenie kandydatów na kierowców londyńskiej taksówki i pasażerów, którzy nie odbywali żadnego szkolenia. Na początku ich mózgi nie różniły się, przyszli kierowcy nie radzili sobie też lepiej z zadaniami sprawdzającymi pamięć. Po zakończeniu szkolenia pamięć taksówkarzy była jednak lepsza niż ich pasażerów, większe były też ich hipokampy. Okazuje się więc, że orientację przestrzenną można wytrenować.

Większości z nas daleko do zdolności londyńskich taksówkarzy. Mnie na pewno. Ale jako mężczyzna uważam, że lepiej orientuję się w przestrzeni niż kobiety. Różnice między płciami widać często gołym okiem. Kiedy umawiam się na spotkanie w nieznanej mi części Warszawy, przed wyjściem analizuję w internecie mapę okolicy, odległość od stacji metra, nazwy ulic i ich wzajemne położenie. Moja żona natomiast długo wypytuje rozmówcę o szczegóły typu: „to jak już przejdę pod mostem i zobaczę stację benzynową, to skręcam w prawo – tak? I po drodze będzie taki salon fryzjerski i apteka. I blok będzie seledynowy”. Dla mnie mógłby być seledynowy, różowy, a nawet łososiowy – nie odróżniłbym żadnego z tych kolorów.

Moją intuicję potwierdziły badania, które przeprowadził Matthias Riepe z Uniwersytetu w Ulm. Uczestnicy jego eksperymentu musieli znaleźć wyjście z labiryntu w jak najkrótszym czasie. Mężczyznom wyjście z pułapki zajęło średnio 2 minuty i 22 sekundy, kobietom zaś – 3 minuty i 16 sekund. Okazuje się też, że u obu płci w odmienny sposób pracował mózg. U mężczyzn szczególnie aktywna była lewa część hipokampu, w której, jak się przypuszcza, powstaje mózgowa mapa okolicy, stopniowo uzupełniana nowymi informacjami. U kobiet z kolei uaktywniał się fragment kory mózgowej, która zarządza pamięcią wzrokową. W praktyce oznacza to, że kobiety, wybierając trasę, orientują się przede wszystkim według charakterystycznych punktów terenu, mężczyźni zaś posługują się kierunkami i odległościami.